fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Mistrzostwo Europy dla Brazylii

Roger Guerreiro
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Jeśli w austriackich celach były telewizory, niemieccy kibice, którzy przed meczem z Polską wykrzykiwali nazistowskie hasła, mogli zobaczyć, jak Polak strzela dla ich drużyny dwie bramki.
Ich narodową dumę uraziłoby to, że najlepszy strzelec, Lukas Podolski nie cieszy się wcale z goli, które wbił drużynie kraju swoich rodziców. W obie bramki był też zamieszany Miroslav Klose, piłkarz urodzony w Opolu, który również przyznaje się do swoich polskich korzeni. Akcję, dającą niemieckiej drużynie prowadzenie rozpoczął piłkarz o swojsko brzmiącym dla każdego Niemca nazwisku: Mario Gomez. W 91. minucie Klosego zmienił Kevin Kuranyi, który do Niemiec przyjechał w wieku 15 lat i równie dobrze, co w drużynie Joachima Löwa mógłby grać w reprezentacji Brazylii, Panamy czy Węgier. Na ławce rezerwowych Niemiec całe spotkanie przesiedzieli Piotr Trochowski i Tim Borowski, a towarzyszył im David Odonkor.
Reprezentacja Niemiec nie jest jednak jedyną, która korzysta z zagranicznego zaciągu. W drugiej połowie meczu z Niemcami, w koszulce z orzełkiem oglądaliśmy Rogera Guerreiro, który polskie obywatelstwo otrzymał ledwie w kwietniu. Jan Rogerski był najlepszym piłkarzem w naszej drużynie. Wystarczyło mu 45 minut, by przekonać nieprzekonanych, że miejsce w reprezentacji należy mu się, jeśli nie z urodzenia, to na pewno z umiejętności. A jeszcze kilka tygodni wcześniej na trybunach polskich stadionów pojawiały się transparenty z rasistowskimi hasłami pod jego adresem. Roger doświadczył tego samego, co spotkało Emmanuela Olisadebe. Zanim Olisadebe zapewnił Polsce awans na MŚ 2002, bywał obrzucany na trybunach bananami.
Niewiele brakowało, aby Roger w ogóle nie pojechał z Polską na turniej do Austrii i Szwajcarii. Obradujący w maju kongres FIFA podjął decyzję, że aby dostać zgodę na reprezentowanie nowego kraju, piłkarz będzie musiał w nim mieszkać przez pięć lat. Roger mieszka w Polsce od dwóch.
Statystycznie, przed turniejem najbardziej prawdopodobne było, że mistrzostwo Europy zdobędzie Brazylijczyk. Tak się też stanie. Jeśli triumfują Niemcy, to puchar za zdobycie mistrzostwa Europy wzniesie w górę Kuranyi. Jeśli wygra Hiszpania, cieszyć się będzie Marcos Senna. Brazylijczycy znaleźli się w składach aż pięciu reprezentacji: Hiszpanii, Niemiec, Polski, Portugalii i Turcji. A trzeba pamiętać, że kontuzjowany był jeszcze Eduardo da Silva – największa gwiazda piłki chorwackiej.
Portugalia miała w składzie dwóch piłkarzy rodem z Brazylii: Deco i Pepe, i bez obu ciężko sobie wyobrazić skład tej drużyny. A dodać trzeba jeszcze osobę trenera Luiza Felipe Scolariego, który jednak po turnieju żegna się z reprezentacją i przechodzi do Chelsea. Obecność Brazylijczyka w drużynie Portugalii można łatwo zrozumieć – ten sam język, wspólna historia. Marcos Senna w składzie Hiszpanii też nie budzi zdziwienia. Wahanie powinno się pojawić podczas czytania składu Turcji, gdy trafimy na nazwisko Mehmet Aurelio. Urodzony w Rio de Janeiro, jako Marco Aurelio piłkarz karierę zaczynał we Flamengo Rio de Janeiro, skąd przeniósł się do Olario, a następnie zaczął zwiedzać tureckie kluby: Trabzonspor i Fenerbahce.
Zdobył sobie uznanie na tyle, że grę dla Turcji zaproponował mu Fatih Terim – trener, który mobilizując swoich zawodników do większego poświęcenia, uwielbia się posługiwać narodową retoryką. W ten sposób Aurelio został pierwszym, naturalizowanym piłkarzem reprezentacji znad Bosforu. Nie wiadomo, czy piłkarzowi drży serce, gdy słyszy turecki hymn. Można przypuszczać, że tak jest. Skoro urodzony w Gelsenkirchen i wychowany w Niemczech Hamit Altintop mówi: – Jak przyjdzie co do czego, okazuje się, że jednak nie jesteśmy Niemcami, tylko Turkami.
Tak samo, zapewne, czuje się jego brat bliźniak Halil, piłkarz Schalke 04 Gelsenkirchen, w ostatniej chwili pominięty w składzie na Euro, urodzony w Berlinie Hakan Balta, czy Kazim Kazim – całe życie mieszkający w Londynie.
Są też przykłady podróży w drugą stronę – z tureckimi korzeniami w szeroki świat. Szwajcarię na turnieju reprezentowali: Gökhan Inler, Hakan Yakin i Eren Derdiyok. W reprezentacji Austrii z kolei, jednym z najlepszych zawodników był Ümit Korkmaz, a trzecim bramkarzem Ramazan Özcan.
Przebiegłością chcieli wykazać się mieszkańcy Wysp Zielonego Przylądka, którzy nie mając silnej reprezentacji, ani nie należąć do UEFA, zapragnęli jednak zdobyć Puchar Henri Delaunaya. Umieścili swoich piłkarzy w składach aż trzech reprezentacji. Źle obstawili jednak drużyny i misterny plan spalił na panewce. Ani Gelson Fernandez ze Szwajcarią, ani Henrik Larsson ze Szwecją nie zdołali awansować do fazy pucharowej. Najdalej, bo do ćwierćfinału dotarł z reprezentacją Portugalii Nani, tu jednak lepsi okazali się Niemcy.
Przypadkiem szczególnym pozostaje reprezentacja Francji. W jej składzie trudno wyliczyć tych, do których nie mógłby się przyczepić nacjonalista Jean-Marie Le Pen. Jeśli nawet już ktoś ma białą skórę, to nosi nazwisko Sebastien Squillaci i może uchodzić za Włocha. Kapitanem Trójkolorowych po Zinedinie Zidanie (Algierczyku z pochodzenia) został Patrick Vieira, który nie wygląda jak typowy zjadacz bagietek. Wobec kontuzji Vieiry na turnieju w Austrii i Szwajcarii zastępował go w pełnieniu tej funkcji Lilian Thuram, do którego Le Pen mógłby mieć podobne zastrzeżenia. Thuram dyskutował już kiedyś na ten temat publicznie z liderem Frontu Narodowego. - Zdumiewa mnie, że kandydat na prezydenta Francji nie zna historii własnego kraju i nie wie, że mieszkają tu czarni, biali, żółci czerwoni, blondyni, bruneci i wszyscy mają te same prawa. My, piłkarze, z dumą reprezentujemy Francję, naszą ojczyznę - stwierdził Thuram, który urodził się na Gwadelupie.
Le Pen zaatakował wcześniej selekcjonera Raymonda Domenecha. – Trener trochę przesadził z poprawnością polityczną – powiedział. Nie podobało mu się, że w drużynie francuskiej gra mało białych piłkarzy i w tym upatrywał jej słabej formy na początku mistrzostw świata w Niemczech. Później jednak Francuzi, pod wodzą Zidane’a wywalczyli drugie miejsce i zamknęli usta wszystkim krytykom.
Pokolenie Zidane’a, Vieiry, Thurama, czy Makelele odchodzi z reprezentacji, ale na ich miejsce pojawiają się nowi: bramkarz Steve Mandanda, pochodzący z Konga, Jean-Alain Boumsong, urodzony w Kamerunie, Patrice Evra z Senegalu, czy też algierski duet: Karim Benzema – Samir Nasri.
Na mistrzostwach Europy okazało się, że kadra jest za mała dla „starych” i „młodych”, i Claude Makelele musiał wykładać Benzemie siłowo zasady szacunku dla starszyzny. Napastnik Olympique Lyon też przedstawił swoje argumenty aż w końcu musieli rozdzielić ich koledzy. Takie niesnaski, to jednak nic w porównaniu do tego, co działo się w ekipie Holandii podczas Euro ’96, gdy doszło do nieporozumień na tle rasowym. Edgar Davids został wyrzucony z ekipy, przedtem jednak zdążył naubliżać trenerowi Guusowi Hiddinkowi. A przecież w reprezentacji Holandii od dawna grają piłkarze o ciemnym kolorze skóry, choćby Ruud Gullit i Frank Rijkaard. Nie inaczej jest i teraz. W drużynie Marco van Bastena znaleźli się m.in. Khalid Bouhlarouz i Ibrahim Affelay, mający marokańskie korzenie, czy też pochodzący z Surinamu Mario Melchiot.
Osobną kategorię stanowi drużyna Hiszpanii, w której najmniej jest właśnie Hiszpanów. Jeśli dobrze popytać, to być może nie znalazłby się ani jeden. Pełno byłoby za to Katalończyków czy Basków. Każdy jest tam "kimś" i nie zawsze chce walczyć dla drużyny, z którą się nie utożsamia. Sukcesy podopiecznych Luisa Aragonesa sprawiły jednak, że mieszkańcy Hiszpanii poczuli się wspólnotą i zaczęli cieszyć z gry reprezentacji. Zdobycie mistrzostwa Europy zostanie przecież przypisane w statystykach Hiszpanii, lepiej więc zawczasu podpiąć się pod sukces.
W piłce klubowej granice państw dawno przestały obowiązywać. W Arsenalu najmniej jest Anglików, w Milanie Włochów, a w Bayernie Monachium Niemców. Dlatego dobrze, że organizowane są jeszcze mistrzostwa Europy i świata. Wtedy każdy wie, z kim się utożsamiać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA