fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Mężczyzna, który założył szpilki

bez tytułu, l.80 XX w.
Muzeum Karykatury
Stulecie urodzin założyciela Muzeum Karykatury i trzydziestolecie tej instytucji – to powody, dla których przypomniany został dorobek Eryka Lipińskiego, jednego z naszych najpopularniejszych rysowników.
Człowiek-orkiestra, powszechnie lubiany za szarm i dowcip, podziwiany za erudycję oraz przedsiębiorczość. O takich mówiono – przedwojenny. Eryk Lipiński zmarł w 1991 roku. Miał 83 lata. Do końca aktywny, czujny na rzeczywistość. Jak dziś go odbieramy?
Jubileuszowa wystawa w Muzeum Karykatury obejmuje różne dziedziny, którymi się parał – ale bynajmniej nie wszystkie. Nie ma np. scenografii, wspomnieniowych książek, scenicznej działalności (występował w kabaretach, prowadził konferansjerkę). Jest za to ilustracja książkowa, plakat, a przede wszystkim – rysunek prasowy. W podtytule pokazu czytamy „Satyra i humor”. Bo wszystko, co robił, doprawiał żartem. Jednocześnie, rozśmieszanie ludzi traktował zawodowo.
Już w 1935 roku Lipiński, młodziak z fantazją, założył i poprowadził pismo satyryczne „Szpilki”, po wojennej przerwie reaktywowane tuż po wyzwoleniu.
Niestety, szpile sprzed półwiecza dotknęła korozja. Satyra polityczna, to gatunek szczególnie wrażliwy na upływ czasu. Zdewaluował się sposób rysowania Lipińskiego – sztampowy, bez własnego charakteru. Takich karykatur było kiedyś na kopy. Aluzje sprzed półwiecza już nie śmieszą. Odreagowywanie wojny (malec załatwiający fizjologiczną potrzebę do hitlerowskiego hełmu) czy antyimperialistyczna agitka (czołg o „twarzy” Churchila, kierowany przez czołgistę-Eisenhowera z trupią czaszką na rękawie) szyte są zbyt grubymi nićmi.
Na szczęście, Lipiński zmieniał style, nie upierał się przy jednej konwencji. Plastycznie bronią się przypomniane w muzeum cykle: „Kroniki królewskie” (poczet naszych władców w wersji niezbyt poważnej), „Słynni kochankowie” (wśród nich Chopin wygrywający gamy na biuście George Sand) czy „Przysłowia polskie” (bywa przewrotnie – „Od przybytku głowa nie boli” ilustruje baba w ciąży). Ostatni z wymienionych serii powstał w połowie lat 80. i wydaje mi się, że autora zainspirowała brutalna kreska Czeczota.
Lipiński miał wyraźnie smykałkę do pastiszów. „Jak wyglądałaby Gioconda gdyby malował ją…” i tu parodiuje piętnastkę modnych w latach 60. mistrzów. O niektórych świat dawno zapomniał; inni – Picasso, Chagall, Miró, Léger – nadal tkwią na świeczniku sztuki.
Jak wspomniałam, nasz grafik był duszą towarzystwa – toteż nie mogło zabraknąć karykatur jego przyjaciół i znajomych. Uśmiech wywołują wariacje z Lengrenem z jego jamnikiem: pies jako przenośny stołek; jako rekwizyt kuglarza; jako wąż boa, oplatający pana spiralą niekończącego się tułowia.
Nigdy nie myślałam o jubilacie w kategoriach plakacisty. A tu – proszę, objawił się jako współtwórca polskiej szkoły. Pomysłowy, z talentem do plastycznego skrótu. „Dudkował” w kabarecie Dziewońskiego i niejeden spektakl zapowiedział afiszem. Był też fanem futbolu, czego dowiódł plakatami i satyrą polityczną. Taka scena: piłka (z napisem PRL) w akcji, Breżniew sędziuje, Jaruzelski fauluje, gola strzela Wałęsa. Ciekawe, jak taka ekipa wypadłaby na Euro 2008?
Wystawa czynna w Muzuem Karykatury od 1 lipca do 28 września
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA