fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Oficer z mnóstwem kontaktów czy mitoman

Kim jest pułkownik Aleksander Lichocki? Przez lata brylował na warszawskich salonach. Był ważnym informatorem niektórych dziennikarzy. Jeszcze niedawno bawił się na urodzinach u znanego biznesmena z branży paliwowej. Nie uchroniło go to przed oskarżeniem o handel tajnym aneksem do raportu z likwidacji WSI znajdującym się u prezydenta
13 maja 2008 r. Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wkraczają do mieszkań i domów czterech osób. Przeszukania odbywają się u dwóch członków komisji weryfikacyjnej WSI – Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka, dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i emerytowanego oficera wojskowych tajnych służb płk. Aleksandra Lichockiego. Dwóm ostatnim prokuratura postawiła później zarzuty płatnej protekcji. Powołując się na wpływy w komisji weryfikacyjnej, mieli za pieniądze oferować pozytywną weryfikację i „korekty” w tajnym aneksie do raportu z likwidacji WSI. Po ujawnieniu afery działający w cieniu Lichocki stał się bohaterem pierwszych stron gazet.
Tygodnik „Wprost” ujawnił, że marszałek Sejmu Bronisław Komorowski spotykał się z płk. Lichockim pod koniec 2007 r. Emerytowany oficer miał mu wówczas sugerować, że może zdobyć tajny aneks. Komorowski w rozmowie z „Rz” ucina: – Znam Lichockiego, bo wyrzucałem go w latach 90. z MON.Antoni Macierewicz, były szef komisji weryfikacyjnej, pytany o Lichockiego odpowiada krótko: – Nic nie wiem o jego kontaktach z komisją, nie złożył nawet oświadczenia weryfikacyjnego. Kim jest człowiek, który utrzymywał, że może ingerować w tajny dokument znajdujący się u prezydenta Lecha Kaczyńskiego? 64-letni dziś Lichocki w PRL służył w Wojskowej Służbie Wewnętrznej i szkolił się w Moskwie. Tuż przed rozwiązaniem WSW kierował I Zarządem zajmującym się kontrwywiadem wojskowym. Odpowiadał za ochronę centralnych instytucji MON, a także m.in. Sztabu Generalnego. Po zlikwidowaniu WSW został przeniesiony do rezerwy kadrowej nowo powstałych Wojskowych Służb Informacyjnych. W 1991 r. w randze pułkownika odszedł z wojska. - Momentami było mi go nawet żal, kiedy młodsi koledzy opowiadali mu jakieś wymyślone historie, śmiejąc się, że Olek i tak to rozniesie- Płk Mieczysław Tarnowski były wiceszef ABW Na początku lat 90. Lichocki, jak wynika z raportu z likwidacji WSI, miał brać udział w inwigilacji prawicy. W swoich raportach K. – oficer WSI – pisał, że „kontakty por. [Piotra] Polaszczyka [oficera WSI] z politykami prawicy z lat 1991 – 1993 mogły być inspirowane przez wysokich rangą byłych oficerów szefostwa WSW: płk. Aleksandra Lichockiego oraz płk. Marka Wolnego. Według K. por. Polaszczyk utrzymywał w tym czasie częste kontakty z tymi oficerami”. Po odejściu ze służb Lichocki szukał miejsca w biznesie. Nasi rozmówcy wskazują, że na początku lat 90. związał się z biurem podróży First Class, w którego radzie nadzorczej zasiadali m.in. Roman Kurnik, były zastępca komendanta głównego policji. Prywatnie znajomy Lichockiego. – Tak, znam go – potwierdza Kurnik. – Nie widziałem go jednak od dziesięciu lat. Pod koniec lat 90. zaniechaliśmy kontaktów, ponieważ nie odpowiadał mi osobowościowo – mówi enigmatycznie były wiceszef policji. Przyznaje jednak, że Lichocki brylował na salonach w towarzystwie wpływowych polityków i biznesmenów. Najprawdopodobniej właśnie na początku lat 90. Lichocki poznał polonijnego biznesmena Edwarda Mazura. Jak twierdzą nasi rozmówcy, nie zaniechał z nim kontaktów nawet po oskarżeniu go o zlecenie zabójstwa gen. Marka Papały, byłego komendanta głównego policji. – Olek mówił mi, że wierzy w jego niewinność. Starał się mnie nawet do tego przekonywać – mówi biznesmen związany z lewicą. - Nie widziałem Lichockiego od dziesięciu lat. Pod koniec lat 90. zaniechaliśmy kontaktów, ponieważ nie odpowiadał mi osobowościowo - Roman Kurnik były zastępca komendanta głównego policji W 1998 r., miesiąc przed morderstwem Papały, Lichocki miał poinformować płk. Jana Bisztygę, byłego oficera wywiadu i doradcę premiera Leszka Millera, że były szef policji może być zagrożony. Takie informacje otrzymali śledczy wyjaśniający okoliczności zabójstwa Papały. – To bzdura. Lichocki nie przekazywał mi takich informacji – twierdził w rozmowie z „Rz” Bisztyga. „Płk Lichocki był przez wiele lat dla dziennikarzy informatorem, z niektórymi był na tyle blisko, że mówiono o wzajemnej przyjaźni” – pisze w swoim blogu dziennikarz Sylwester Latkowski. „Patrząc z perspektywy czasu na jego kontakty z dziennikarzami, poznając kolejne nazwiska, śledząc publikacje prasowe, można odnieść wrażenie, że Lichocki był jednym z aktywniejszych ludzi dawnych służb w mediach” – podkreśla. Emerytowany oficer wcielał się także w rolę lobbysty. Kilka lat temu próbował przekonać do współpracy z grupą biznesmenów gen. Gromosława Czempińskiego, byłego szefa UOP. – Nie zgodziłem się jednak na żadną propozycję – zapewnia „Rz” Czempiński. Lichocki potrafił stworzyć wokół siebie aurę najlepiej poinformowanego człowieka. Wizerunek ten utrwalał, przechwalając się znakomitymi znajomościami w kręgach polityki, biznesu i tajnych służb. – Potrafił zadzwonić podczas rozmowy do jakiegoś polityka lub prezesa dużej spółki, aby pokazać swoje możliwości – mówi były oficer WSI. W 2003 r. Lichocki zorganizował huczną imprezę z okazji 60. urodzin. Do Centrum Konferencyjnego MON zjechało ponad 300 gości. Wśród nich m.in. dowódcy różnych rodzajów sił zbrojnych, dyrektorzy departamentów w MON, niektórzy szefowie służb i biznesmeni. Zaproszenie otrzymał też ówczesny wiceszef ABW płk Mieczysław Tarnowski. – Nie widziałem jednak powodu, aby przyjść na imprezę – mówi. – Lichocki to mitoman. Momentami było mi go nawet żal, kiedy młodsi koledzy opowiadali mu jakieś wymyślone historie, śmiejąc się, że Olek i tak to rozniesie – mówi. Zaproszenia na urodziny Lichocki miał rozsyłać przez Agencję Mienia Wojskowego, w której pracował. Do AMW trafił za czasów Jerzego Rasilewicza. Potem, gdy stanowisko prezesa objął Ireneusz Sakowski, Lichocki krótko był nawet jego doradcą. Z AMW musiał odejść w 2005 r., gdy szefem agencji został Maciej Szczytowski. „Pęcherz” – tak Lichockiego nazywają koledzy. – Podczas rozmowy co 45 minut biegał do toalety zmienić kasetę – żartuje sobie jeden z jego znajomych z WSI. Z kolei były prezes jednej z dużych spółek Skarbu Państwa, który od lat zna emerytowanego pułkownika, twierdzi coś innego. – Olek wlewał w siebie wódkę hektolitrami i stwarzał wrażenie trzeźwego. Nie biegał też do łazienki, bo miał mocny pęcherz – tłumaczy. - Mam o Lichockim bardzo dobre zdanie. Spotkałem go po całej aferze z aneksem i powiedział mi, że ktoś mu zrobił wielkie świństwo - Janusz Szum biznesmen z branży paliwowej Jednak na początku lat 90. problemy ze zdrowiem spowodowały, że Lichocki musiał zrezygnować z alkoholu. Cały czas bywał jednak na ważnych bankietach. W styczniu 2008 r. w warszawskim hotelu Mariott uczestniczył w imprezie z okazji 60. urodzin Janusza Szuma, biznesmena z branży paliwowej, m.in. byłego przedstawiciela na Polskę rosyjskiego giganta paliwowego firmy Jukos. W gronie zaproszonych gości znalazł się m.in. generał węgierskiego wywiadu Ferenc Hevesi Toth. Stał się on znany, gdy okazało się, że w 2000 r. MSWiA wybrało związane z nim konsorcjum do przygotowania nowych dowodów osobistych. Janusz Szum w rozmowie przyznaje, że zna Lichockiego od dziesięciu lat. – Mam o nim bardzo dobre zdanie, a całą aferę z tym handlem aneksem uważam za śmieszną – mówi. – Powiedział mi, że ktoś mu zrobił wielkie świństwo. Płk Lichocki odmówił rozmowy z „Rz”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA