fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Chiński parowiec nie zwalnia

Rzeczpospolita
Nie ma co liczyć na spowolnienie w Chinach. Nawet 8 proc. wzrost PKB i tak będzie dużo szybszy niż rozwój najbardziej prężnych gospodarek Europy od europejskiej i będzie coraz bardziej otwarta na świat
Chińczycy potrzebują dziś wszystkiego. Samochodów, maszyn budowlanych, rozwiniętych technologii, samolotów, kosmetyków, odzieży. Nie są w stanie, a nawet nie chcą wszystkiego produkować sami.
Jeszcze do niedawna na świecie były dwa ośrodki wzrostu – Stany Zjednoczone i Unia Europejska. I kiedy jeden z tych bloków gospodarczych miał kłopoty, rolę lokomotywy światowej gospodarki przejmował drugi. W tej chwili nie ma już wątpliwości: Chiny wyrosły na trzecie centrum, a z czasem zmienią się w najważniejszą siłę. Tyle że na razie przeżywają „bóle wzrostowe”.
Tegoroczne zamiecie śnieżne, które spowodowały kłopoty transportowe, a tym samym zmniejszyły eksport, przyczyniły się do spowolnienia rozwoju chińskiej gospodarki. Ale nawet niewielkie zmniejszenie tempa rozwoju nie zagrozi gospodarce Państwa Środka.
Chodzi jednak tylko o wyhamowanie wzrostu PKB z 11,2 proc. w pierwszym kwartale 2007 roku do 10,6 proc. w pierwszym kwartale tego roku. Produkcja przemysłowa wzrosła zaś nie o 17,5 proc., jak odnotowano w grudniu 2007 r., ale o 16,4 proc. (rok do roku). Jednak po lutowych kłopotach wzrost produkcji przemysłowej w marcu powrócił do ponad 17 proc.
To oznacza, że kolejne próby chłodzenia „chińskiego smoka” nie powiodły się, mimo że znacznie zaostrzono politykę kredytową, a popyt zagraniczny powoli spada, tyle że znów najczęściej nie na chińskie (tanie) produkty. A na dodatek odbudowa terenów nawiedzonych tragicznym trzęsieniem ziemi da kolejny impuls rozwojowy sektorowi budowlanemu.
Jedynym poważnym zagrożeniem dla chińskiej gospodarki jest dziś inflacja. Napędzają ją przede wszystkim ceny żywności, głównie najpopularniejszego w tym kraju mięsa – wieprzowiny, którą władze postanowiły w znacznych ilościach importować. Ceny tego mięsa w maju 2008 r. w porównaniu z majem 2007 r. wzrosły aż o 69 proc.
Zdaniem ekonomistów najbardziej sprawdzonym sposobem na wyhamowanie tempa wzrostu cen jest aprecjacja waluty. Od kilku lat zresztą świat w bardziej lub mniej delikatny sposób naciska na to, by Pekin zdecydował się umocnić juana. Powtarzają to wszyscy światowi przywódcy podczas oficjalnych wizyt w tym kraju. Potem jednak zazwyczaj cichną, kiedy zaczyna się podpisywanie kontraktów dla wielkiego biznesu. Francuzi, Niemcy, Amerykanie, Włosi, wywożą z Państwa Środka portfele zamówień warte dziesiątki miliardów dolarów.
Najszybciej rosnące dziedziny chińskiej gospodarki to budownictwo i produkcja przemysłowa. To z kolei było jednym z czynników gwałtownego wzrostu popytu na ropę i z pewnością „ma na sumieniu” co najmniej 10-dol. dodatek do obecnego wzrostu cen. Zresztą nie chodzi tylko o ropę. Chińczycy praktycznie ustalają ceny na metale przemysłowe, ale również i na metale szlachetne. Gdyby więc juan się wzmocnił, wzrosłaby tym samym siła nabywcza chińskiego biznesu, a co za tym idzie, także i popyt.
Nie ma co liczyć, że w najbliższym czasie wydatki Chińczyków na cele konsumpcyjne będą tak wysokie jak w Stanach Zjednoczonych. Niemniej rosną one znacznie szybciej niż w jakimkolwiek innym kraju. To 1,4 mld konsumentów, którzy chcą mieć lepsze samochody, lodówki, klimatyzatory, a na wakacje chcieliby wyjechać za granicę. Nie wydaje mi się również, aby spowolnienie gospodarcze, które już teraz jest odczuwalne na świecie, silnie dotknęło Chiny. Rosną tam inwestycje i eksport i nie sądzę, żeby pogarszająca się kondycja gospodarki światowej miała silnie dotknąć Chińczyków. Jeśli miałoby się wydarzyć coś niekorzystnego, to zapewne będzie podobnie jak w Polsce i konsumpcja prywatna podtrzyma tempo produkcji. Wielu ekonomistów zwraca uwagę, że gdy miną już w Chinach wielkie wydarzenia – olimpiada w Pekinie, Expo w Szanghaju – dojdzie do konsolidacji w gospodarce i Chiny nieco się uspokoją. Chińczycy, jeśli chodzi o wydatki konsumpcyjne, startują z bardzo niskiej bazy. Nie widzę tutaj żadnego zagrożenia. Może i popyt będzie rósł wolniej, ale i tak o wiele szybciej niż gdziekolwiek na świecie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA