fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Wpadł im w oko

Rzeczpospolita
Jerzy Haszczyński
Z Katarzyną i Mariuszem Latkowskimi – zwycięzcami III edycji konkursu Dom Marzeń Polaka rozmawia Jarosław Kałucki
Rz: Dom, największe marzenie Polaków, spadł państwu z nieba. Już się przyzwyczailiście do tego, że wkrótce w nim zamieszkacie?
Katarzyna Latkowska: – Gdy odbieraliśmy klucze od sponsorów, było oczywiście wzruszenie, ale w największym stopniu uwierzyliśmy, że spotkało nas takie szczęście, gdy jesienią ubiegłego roku wylewano na naszej działce fundamenty.Mariusz Latkowski: – To był konkret. Wtedy poczuliśmy, że rośnie nasz dom.
A nie wtedy, gdy dowiedzieliście się, że zostaliście laureatami?
M.L.: – Wtedy to była nieprzespana noc, pełna planów, ale w sumie nie docierało to do nas.K.L.: – Gdy dowiedzieliśmy się o wygranej, nie tylko nasi znajomi nie dowierzali, ale i my sami też... A potem żyliśmy w napięciu, że nie zdążymy z pozwoleniem na budowę, załatwiliśmy to dosłownie na styk.
Praca na konkurs też dotarła w ostatniej chwili...
K.L.: – Natknęliśmy się na niego przypadkiem. Gdy kupiliśmy działkę w Podlesiu, moja mama powiedziała, że w „Rzeczpospolitej” będzie płyta z projektami domów. Nam daleko było w ogóle do myśli o rozpoczęciu budowy, ale pooglądać projekty, czemu nie? I w „Rzeczpospolitej” przeczytaliśmy, że można wygrać dom. Wzięliśmy udział w konkursie, żeby mieć świadomość, że zrobiliśmy wszystko, że nie przegapiliśmy w życiu żadnej szansy.M.L.: – A ile zachodu kosztowało nas zdobycie gazety z kuponami... To było prawdziwe polowanie, bo znikała błyskawicznie.
Ale najtrudniej chyba było napisać o domu swoich marzeń. Konkurencja była ostra.
K.L: Napisałam nie o tym, jak ma być, lecz jak to jest, gdy się żyje w bloku na 24 metrach. Formę mieliśmy przegadaną, ale jakoś to odkładałam. Gdy byłam na wczasach nad morzem, mąż wciąż wydzwaniał i dopytywał: napisałaś, napisałaś? Aż w końcu usiadłam i napisałam.M.L.: – Wysłaliśmy ją nie z przeświadczeniem, że jest genialna i na pewno wygramy. Nie chcieliśmy sobie po prostu wyrzucać, że nawet nie spróbowaliśmy.K.L.: – Kolega z pracy, który dowiedział się, że kupiliśmy działkę, dogadywał, a po co, a za co chcemy się budować, aż w końcu zdenerwował mnie i powiedziałam mu: słuchaj, ja właśnie wystartowałam w konkursie, który jest w „Rzeczpospolitej” i po prostu go wygram. A po tygodniu dzwoni do mnie przedstawiciel redakcji, że zostałam głównym laureatem...
Pierwszy zakup do nowego domu?
M.L.: – Aparat fotograficzny. Dokumentowaliśmy dosłownie wszystko, mamy w komputerze ok. tysiąca zdjęć z budowy. I dwie sosenki, które zasadziłem na działce.
A jeśli nie wygralibyście tego konkursu?
M.L.: – Zawsze wiedzieliśmy, że zamieszkamy w domu. Początkowo miało to być Szczawno-Zdrój, uzdrowiskowa dzielnica Wałbrzycha, gdzie mieszkają rodzice Kasi, ale ceny gruntu są tam kosmiczne. Nawet szukaliśmy tam mieszkania, ale gdy się okazało, że za 80-metrowy lokal do totalnego remontu trzeba zapłacić 200 tys. zł, przeliczyliśmy wszystko i stwierdziliśmy, że metr kwadratowy zbudowanego domu będzie tańszy. A przecież dom to dom, nie trzeba wsiadać do samochodu, by wyjść na trawę, nie ma problemów z sąsiadami zza ściany, no i pomyśleliśmy, że nic tak nie będzie smakowało jak poranna kawa we własnym ogródku. Tyle że zakładaliśmy dziesięcioletnią perspektywę i budowanie sposobem gospodarczym, pewnie kolejne kilka lat.
Dlaczego kupiliście działkę na wsi?
K.L.: – Szukaliśmy czegoś blisko Wałbrzycha, a jednocześnie spokojnego miejsca w pięknej okolicy. I trafiliśmy do gminy Walim, gdzie miałam znajomych.M.L.: – Do Wałbrzycha mamy ok. 10 kilometrów, doskonały dojazd, a widok na Góry Sowie jest stąd cudowny.
Mogliście wybrać jeden z trzech projektów. Mogliście pofolgować marzeniom, w końcu dostaliście ok. 300 tys. zł w prezencie. Nie kusiło was, by wybrać większy dom, albo może bardziej wyszukany architektonicznie?
K.L.: – Gdy zobaczyliśmy projekt Lamii, tylko na siebie spojrzeliśmy i wiedzieliśmy, że to dokładnie taki dom, o jaki nam chodziło. Niewielkie przeróbki polegały w zasadzie na dostosowaniu budynku do specyfiki działki. Najpoważniejsza zmiana to powiększenie garażu po to, by nad nim powstała ponadtrzydziestometrowa pracownia, i zamiana okien wychodzących na ogród na drzwi balkonowe. Szkoda ograniczać tak piękny widok na góry.
Mieliście mnóstwo czasu, by przemyśleć jego urządzenie do ostatniego szczegółu.
K.L.: – I nawet jeszcze nie zdecydowaliśmy, w jakiej kolorystyce będą łazienki i podłogi na parterze, nie mówiąc o meblach do kuchni czy pokoi.M.L.: – Na pewno dół to glazura, a góra – panele. Łazienki w zdecydowanie ciepłych kolorach. Dom, który wygraliśmy, jest z materiałów doskonałej jakości. Nie wiem, czy stać nas będzie, by wykańczać go w podobnym standardzie.
Jaki będzie ten wasz dom?
M.L.: – Optymalnie funkcjonalny, doskonale skomunikowany, oszczędny w utrzymaniu, z wyraźnym podziałem na strefę dzienną i nocną. Nigdy nie marzyliśmy o rezydencji, która będzie zapierała dech w piersiach przechodniom.KL.: – Ma być taki swojski, przytulny. Ma zachwycać najbardziej w środku.
Kiedy przeprowadzka?
M.L.: – Będziemy spokojnie go teraz kończyć, więc gdzieś tak na przyszłą jesień.K.L.: – Ale co też ten Mariusz opowiada. Wprowadzamy się najpóźniej na wiosnę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA