fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Czego ludzie kupić nie chcą

Rzeczpospolita
Osoby szukające mieszkania nie lubią skosów, ostatniego piętra i amfilady. Szukają za to dużych balkonów w zadbanych budynkach z cegły
Najważniejszymi kryteriami przy wyborze nieruchomości są najczęściej lokalizacja, cena i stan lokalu. Pojawiają się jednak elementy, które coraz częściej zniechęcają do zakupu, nawet jeżeli rekompensuje je niższa cena nieruchomości.
– Szukający mieszkania często zaznaczają przy pierwszej rozmowie, że nie chcą mieszkać ani na parterze, ani na ostatnim piętrze. Parter wiąże się zazwyczaj z mniejszym poczuciem bezpieczeństwa. Ostatnie piętro jest odrzucane ze względu na to, że jest bardziej narażone na warunki atmosferyczne. W takich mieszkaniach, szczególnie w blokach z wielkiej płyty, latem panuje upał, a zimą pojawiają się problemy z ogrzewaniem – opowiada Malwina Kozień zajmująca się pośrednictwem w obrocie nieruchomościami.
Lokale na ostatnich piętrach, szczególnie w kamienicach, ale i w najnowszych budynkach, mają skosy. Te niewłaściwie zagospodarowane potrafią przytłaczać, zabierając jednocześnie przestrzeń. To jednak nie wszystkie minusy lokum na ostatniej kondygnacji.
– Dużym problemem jest winda, a właściwie jej brak. Najdłużej sprzedają się bowiem mieszkania na czwartym piętrze z czterech. Problemy ze znalezieniem nabywcy mają także właściciele mieszkań bez balkonów. Takie oferty znajdujemy zarówno w mieszkaniach w budynkach z lat 50., jak i w budynkach z początku lat 90. – podkreśla Małgorzata Czerwińska z Maxon Nieruchomości. – Niechętnie nabywane są także mieszkania z aneksem kuchennym, czyli tak naprawdę namiastką kuchni bez okna. Te oferty znajdziemy z kolei w budynkach z lat 70. – na przykład 37 – 39-metrowe lokale dwupokojowe z ciemną kuchnią. Zdarzają się one w budynkach z końca lat 90., ale budowano tak również po roku 2000. Obecne budownictwo wraca na szczęście do projektów kuchni z oknem, jak i kuchni będącej osobnym pomieszczeniem.
Niechęć klientów może także budzić nie mieszkanie, a budynek, w którym znajduje się dany lokal. Trudno bowiem sprzedać mieszkanie w obiekcie zaniedbanym, brudnym, niemającym perspektyw na poprawę.– Dotyczy to również budynków, w pobliżu których będą przebiegać nowe trasy przejazdowe. Przy dzisiejszych cenach klienci dłużej analizują wszystkie oferty. Dlatego problem mają również deweloperzy budujący w swoich nowych inwestycjach budynki z na przykład 300 mieszkaniami. A gdzie te kameralne osiedla? – pyta Malwina Kozień.
Sytuacja komplikuje się dodatkowo w przypadku mieszkań, które nie mają przypisanych miejsc parkingowych, albo mają ich za mało. Duże lokale, nabywane przez rodziny, obowiązkowo muszą mieć dwa miejsca postojowe w garażu podziemnym.
– Nie sprzedają się również mieszkania w metrażach od 50 mkw. wzwyż, jeżeli nie ma przy nich balkonów, i z drugiej strony lokale o powierzchni 100 mkw. czy 150 mkw. z balkonami wielkości 3 mkw. – mówi Małgorzata Czerwińska.
Coraz więcej osób szuka mieszkań w budynkach z cegły, budowanych przed wojną, albo po 2000 roku. Mimo to mało kto godzi się na amfiladę, która w starym budownictwie występuje bardzo często.
– Ten nietypowy dla nas układ pomieszczeń sprawia zazwyczaj, że wracając z zakupów, trzeba przejść przez wszystkie pokoje, aby dostać się do kuchni. Typowa amfilada charakteryzuje się jednak tym, że wszystkie drzwi w pomieszczeniach przechodnich są ułożone w jednej linii, istnieje więc możliwość wydzielenia tam korytarza. To znacznie ogranicza jednak przestrzeń, za którą, jakkolwiek by było, wcześniej klient musiał zapłacić – podkreśla Maria Sobolewska z biura Wigro-Więch.
Niektóre oferty ze względu na ułomności znajdują się na rynku bardzo długo.
– Od dwóch lat widuję w ogłoszeniach lokal na Saskiej Kępie przy ulicy Ateńskiej. Ze względu na bardzo atrakcyjną cenę, interesuje się nim dosyć dużo osób. Wszystkie jednak rezygnują po obejrzeniu. Wiąże się to z tym, że podłoga mieszkania znajduje się około metra pod poziomem gruntu. Przy sprzedaży nie pomaga ani ładny ogródek, ani cena metra kwadratowego, oscylująca w okolicach 5 tysięcy złotych – opowiada Malwina Kozień.Poziom obecnych cen zniechęcił wiele osób do zakupu nieruchomości w celach inwestycyjnych. Ludzie szukający dzisiaj mieszkania chcą je zazwyczaj przeznaczyć na cele mieszkalne, dlatego przy podjęciu decyzji o zakupie są ostrożniejsi. Nie sposób bowiem kupić lokum, na które nie znajdzie się w przyszłości innego nabywcy.
– Klient, płacąc za mieszkanie 500 – 600 tys. zł, a nierzadko i 900 tys., chce mieć pewność, że nabywany lokal za kilka lat sprzeda, jeśli nie z zyskiem to przynajmniej, że cena wzrostu pokryje koszty kredytu hipotecznego. To samo dotyczy osób nabywających penthouse’y – zauważa Małgorzata Czerwińska.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA