fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Lepiej, że już nie gramy

Reżyser zawsze odpowiada za to, że spektakl był nieudany, a aktorzy źle wypadli. Ale ja odczuwam sympatię do Beenhakkera - mówi Grzegorz Turnau, kompozytor i wokalista.
Czy przed mistrzostwami dał się pan porwać fali euforii i nadziei, że nie tylko wyjdziemy z grupy, ale i zdobędziemy medal: będzie pięknie i wspaniale?
Grzegorz Turnau: Szczerze mówiąc, nigdy o tym nie myślałem, bo w ogóle nie podchodzę w ten sposób do imprez sportowych. Sport nie jest moim głównym żywiołem, nie emocjonuję się nim. Lubię tylko oglądać dobre widowiska. Patrzę na piłkę nożną wyłącznie podczas dużych imprez. Czekam na pochłaniające mnie, a przez to relaksujące, wysokiej klasy widowisko. Punktacja i awans nie są dla mnie najważniejsze.
Jakie miał pan oczekiwania przed meczami reprezentacji Polski?
Że znajdzie się w szeregu najlepszych aktorów. Wiadomo, że ktoś musi odpaść. Chodziło o jakość gry. I tu zaczął się problem, bo aktorstwo naszych reprezentantów było kiepskie. Czuje pan zawód i rozczarowanie?
Po tym, co zobaczyłem, czuję ulgę. Gdybyśmy jakimś cudem awansowali, jeszcze bardziej byłoby widać dramatyczną różnicę, jaka dzieli polski zespół od europejskiej czołówki. Dla nas, widzów, jest lepiej, że nie wyszliśmy z grupy.
Który mecz podobał się panu najbardziej?
Z tych, które widziałem, brawurowe zwycięstwo Holandii nad Francją. Dobrze zapamiętałem wynik 4:1. Zaskakujący, bo nikt się nie spodziewał tak dużej dominacji Holendrów. Podobało mi się też spotkanie Włochy - Francja. Nie był to może mecz wybitny, ale po klęsce Polaków z Austriakami, okazało się, że na tym samym telewizorze można zobaczyć mecz, który nie wygląda tak samo. To jest tak jak obejrzeć inscenizację szekspirowską w wydaniu prowincjonalnego teatru z przestraszonymi aktorami i Royal Shakespeare Company.
Co pan czuł obserwując Leo Beenhakkera? Zderzył się z polską niemocą czy ponosi winę za niepowodzenia?
Reżyser zawsze odpowiada za to, że spektakl był nieudany, a aktorzy źle wypadli. Ale ja odczuwam sympatię do Beenhakkera. Jako amator, a nie specjalista co jeszcze raz podkreślę, widzę że nie rzuca słów na wiatr, nie jest zadufany w sobie i arogancki. To dżentelmen w naszym futbolowym towarzystwie, któremu często zdarza się popadać w wulgarność i brutalność. A ponieważ nie znam się aż tak na piłce, by ocenić skutki konkretnych decyzji i ustawień Beenhakkera, mogę tylko przypomnieć, że do tej pory żaden z polskich trenerów nie wprowadził Polski do finałów mistrzostw Europy. Chociażby z tego powodu nie widzę podstaw do żadnej nagonki. Można powiedzieć „panu już dziękujemy”, tylko kto na miejsce Holendra? Jest ktoś lepszy?
Czy widział pan artystów w naszej drużynie?
Artura Boruca i Rogera. Podobali mi się.
A był pan świadkiem skrajnych reakcji na nasze porażki?
Akurat tak się złożyło, że gdy trwała druga połowa meczu z Austrią, miałem próbę na scenie w Opolu. Widziałem pierwszą, która była koszmarna i wywoływała frustrację. Drugiej, gdy Polacy podobno grali lepiej, a tylko na końcu Austriacy niesłusznie dostali karnego, już nie widziałem. Ale jak się dowiedziałem o wyniku, pomyślałem bez złośliwości, że trudno mieć żal do losu — taką widziałem w pierwszej połowie bezradność.
Kogo typuje pan do finału?
Na pewno chciałbym meczu z udziałem Holendrów. Kto drugi — to się okaże. Ładnie grali z Francuzami Włosi, świetnie wypadają Hiszpanie. Ale bardzo chętnie zobaczyłbym też Holendrów w pojedynku z nieprzewidywanym rywalem, o podobnej klasie. Oby nie zagrali Niemcy, bo finał będzie nudny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA