fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Bruksela nie daje szans polskim stoczniom

Czy w Europie, a szczególnie w Polsce, potrzebne są stocznie? To, co dziś mamy, to zaledwie resztki imperium nieliczące się na mapie gospodarczej świata. Dziś statki budują przede wszystkim kraje azjatyckie, dysponujące tanią siłą roboczą.
Nie powinno to jednak oznaczać przymusowego zamykania naszych stoczni, do czego prowadzą decyzje Brukseli. Oczywiście dąży ona do zdrowej konkurencji i ograniczenia roli firm dotowanych przez państwo. Jednak w tym wypadku Polsce niepotrzebnie przystawiono nóż do gardła. Sytuacja już i tak jest nieciekawa: w parę dni musimy znaleźć inwestora, który kupi nasze stocznie. Jeżeli to nam się nie uda, będą musiały zwrócić ponad 5 miliardów pomocy publicznej, a to oznacza ich koniec. Postawienie właśnie teraz żądania dodatkowego ograniczenia produkcji statków zupełnie zmienia obraz negocjacji z inwestorami. Praktycznie trzeba zacząć je od nowa.
Strona polska dobrze wie, że nie ma gdzie się cofać. Brukselscy urzędnicy już postawili warunki i nie chcą dalej rozmawiać. Dlatego nasze ministerstwo, choć nie chce informować opinii publicznej o szczegółach, nieoficjalnie przyznaje, że będzie musiało przyjąć to, co nam zaproponowano. Tylko że ta zgoda może oznaczać wyrok dla stoczni w Gdyni lub Gdańsku. Stocznie to za duże firmy, by Polska godziła się na ich zamknięcie tylko dlatego, że tak widzą ich przyszłość w Brukseli. Wyraźnie widać, że minister Grad ma kłopot z przekonaniem tamtejszych urzędników. W tej sytuacji rozmowy powinien przejąć premier i walczyć o dodatkowy czas na zakończenie negocjacji z inwestorami. Nie mogą nam dać tego czasu za dużo, bo znów sprawy utkną w ministerialnych biurkach. Jednak co najmniej parę tygodni jest nam niezbędnych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA