fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Po zatwierdzeniu prospektu odkryjemy karty

Rzeczpospolita
- Nie sztuką jest wysłać 10 ludzi na zamówienie klienta. Sztuką jest zbadać strukturę zatrudnienia w jego firmie, sezonowość produkcji, zanalizować rotację pracowników, ich zwolnienia chorobowe, a potem przygotować najlepszy system zatrudnienia - mówi Tomasz Szpikowski, prezes i założyciel Work Service
Rz: Ostatnio określa pan swój biznes jako pracoserwis. To coś więcej niż praca tymczasowa?
Tomasz Szpikowski: W porównaniu z konkurentami, którzy oferują tylko pracę tymczasową, my dajemy klientom wartość dodaną. Na przykład usługę zarządzania zakładem produkcyjnym. Albo rekrutujemy różnych pracowników – na stałe, na pięć lat oraz tymczasowych – i proponujemy klientowi najbardziej optymalną strukturę zatrudnienia.
Ale wasi główni konkurenci twierdzą, że też mają w ofercie doradztwo czy rekrutacje do całych fabryk.
Kopiują nasz produkt, który wprowadziliśmy na rynek w ubiegłym roku. My mamy już zakłady, np. fabrykę firmy motoryzacyjnej Bader, które są od początku do końca prowadzone przez Work Service. Zatrudniliśmy wszystkich: od ochroniarza po dyrektora. W rezultacie możemy teraz zaoferować klientom wiedzę na temat prowadzenia 1000-osobowych zespołów pracowników.
Czy to będzie nowy kierunek rozwoju pracy tymczasowej?
Dzięki temu praca tymczasowa będzie rosła, bo jest istotną częścią naszych usług. A naszą wartością dodaną i czymś nowym na rynku jest zarządzanie procesami, grupami ludzi. Nie chcemy, by nasi klienci myśleli, że agencja zatrudnienia to tylko pracownicy czasowi. Nie sztuką jest wysłać 10 ludzi na zamówienie klienta. Sztuką jest zbadać strukturę zatrudnienia w jego firmie, sezonowość produkcji, zanalizować rotację pracowników, ich zwolnienia chorobowe, a potem przygotować najlepszy system zatrudnienia. Ale praca czasowa to nadal nasz podstawowy biznes, który daje 70 proc. naszych obrotów.
Mimo nowych usług wasze ubiegłoroczne przychody nie rosły tak szybko jak obroty konkurentów.
Przy niższych przychodach łatwiej im o większy procentowy wzrost. A po drugie – w związku z wejściem na giełdę postawiliśmy na poprawę marż, na zyski. Gdybyśmy zaczęli sprawdzać, kto ma zysk...
Polskie spółki zagranicznych koncernów nie chcą mówić o zyskach.
No właśnie. Niektórzy mają strategię połykania na rynku jak największej liczby kontraktów, by nabić przychody, nawet przy niskich marżach. My idąc na giełdę, musimy pokazać, że zarabiamy pieniądze, a nie że mieliśmy obroty. Zresztą, biorąc pod uwagę rozwój naszych spółek zagranicznych, rośniemy co roku o 20 proc. Tyle że nie włączamy ich jeszcze do obrotów grupy.
Jednak Randstad po połączeniu z Active Plus może wam odebrać pozycję krajowego lidera.
Poczekałbym do końca roku z fetowaniem zwycięstwa. Mamy trochę ciekawych pomysłów i jeszcze się zmierzymy. Szykujemy pewne niespodzianki. Mamy już za sobą kilka przejęć w kraju i za granicą, a planujemy kolejne. Na razie, zanim Komisja Nadzoru Finansowego nie zatwierdzi naszego prospektu emisyjnego, nie mogę nic więcej powiedzieć. Ale gdy to zrobi, będziemy mogli odkryć karty i porównać się z konkurencją.
Nie boi się pan, że wchodząc na giełdę, za bardzo się pan przed konkurentami odkryje?
Teraz i tak wszyscy wiedzą, kto jakich ma klientów. A giełda zapewni mi kapitał i turbodoładowanie do dalszej działalności. Buduję firmę, która powstała w czasach studenckich i cały czas mam problemy z pieniędzmi na przejęcia. Moi konkurenci ich nie mają. Ale to mnie mobilizuje. Mam naturę sportowca i ich fuzja jeszcze bardziej zmotywowała mnie do biegu.
W rynkowej czołówce Work Service jest krajowym rodzynkiem wśród zagranicznych graczy. Niektórzy pewnie chętnie by was kupili...
Mam 32 lata i muszę mieć jakiś cel w życiu. Nie jest nim posiadanie iluś milionów na koncie i praca dla kolegów z Holandii czy Szwajcarii. Moim marzeniem jest mieć biuro w każdym kraju Unii Europejskiej i firmy w 15 krajach dookoła Polski. Teraz mam już siedem, a więc jestem w połowie tego celu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA