fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jak zarządzać wydatkami

Kursy walutowe Visy i MasterCarda są znacznie korzystniejsze od bankowych

Gdy kilka osób tego samego dnia wyda za granicą po 50 euro kartami różnych banków, po przeliczeniu na złote każda z nich zapłaci zupełnie inną sumę. Niestety, wszyscy przekonają się o tym dopiero po rozliczeniu transakcji
Wyjeżdżając za granicę, powinniśmy nieco zmienić sposób myślenia o kartach płatniczych. W kraju posługiwanie się plastikowym pieniądzem jest bardzo proste. Jeżeli zapłacimy kartą w sklepie 55 zł, to z naszego ROR znika dokładnie 55 zł albo dokładnie taka kwota obciąża rachunek karty kredytowej. Nie ma znaczenia, czy na karcie znajduje się logo Visa czy MasterCard ani to, który bank ją wydał. Wyjątkiem są karty, przy których bank nalicza prowizje od transakcji bezgotówkowych, ale to nieistotny margines rynku.
Także zasady korzystania z krajowych bankomatów nie należą do skomplikowanych. Użycie urządzenia wskazanego przez bank nie kosztuje nic, jeżeli używamy karty debetowej do ROR. Wypłacając 100 zł, możemy się spodziewać obciążenia rachunku dokładnie taką sumą. Podejmując gotówkę z obcej maszyny, zapłacimy dodatkowo prowizję.
Wyjeżdżając za granicę, również trzeba pamiętać o prowizji za podjęcie gotówki z bankomatu. Tam darmowych dla nas urządzeń najczęściej nie ma. Na luksus wypłacania gotówki bez dodatkowych kosztów w niektórych krajach i w urządzeniach należących do wskazanych sieci mogą liczyć jedynie klienci BZ WBK, Citi Handlowego, Deutsche Banku, Nordea Banku i Pekao SA. Szczegółowe informacje o ich usługach zostały zebrane w tabeli.
Inną nieprzyjemną stroną korzystania z zagranicznych bankomatów jest wysokość prowizji. Na palcach jednej ręki można policzyć te banki, które zadowolą się stałą, zryczałtowaną opłatą. Pod tym względem wyróżnia się oferta Polbanku (8 zł za wypłatę) Citi Handlowego, gdzie za skorzystanie z zagranicznej maszyny płaci się 9,99 zł, oraz mBanku, MultiBanku i Nordea Banku, których stawka wynosi 10 zł. Kilka banków zrezygnowało z naliczania prowizji. Są to Raiffeisen Bank, Fortis Bank (zwolnienie dotyczy wybranych klientów) i dodatkowo w okresie promocji Bank Pocztowy. Ich konkurenci wciąż pobierają procent od podjętej kwoty. Najwyższe opłaty przewidziano w cennikach Pekao SA (4 proc., ale nie mniej niż 4,5 zł) i Lukas Banku (4 proc., minimum 10 zł). W efekcie w każdym z nich wypłata 300 euro oznacza około 40 zł prowizji dla banku.
Na ostateczny koszt użycia karty za granicą w jeszcze większym stopniu niż prowizja wpływają stosowane przez banki przeliczniki walutowe. Przebywając za granicą, wydajemy funty, korony lub euro, a ROR lub rachunek karty kredytowej jest ostatecznie obciążany kwotą w złotych. W dodatku wartość 20 funtów, 40 euro czy 500 koron zostanie przeliczona na różne sumy w polskiej walucie w zależności od tego, jakich kursów użył dany bank. Z obliczeń „Rz” wynika, że różnice mogą przekraczać 7 proc.
Aby zrozumieć, skąd biorą się tak duże różnice, trzeba zrozumieć techniczną stronę rozliczeń. Zwykle przeliczenie odbywa się w dwóch etapach. Najpierw organizacja kartowa, a więc Visa lub MasterCard, przelicza po swoim kursie kwotę wydaną kartą w lokalnej walucie na walutę rozliczeniową. W zależności od tego, jak bank umówi się z organizacją, walutą rozliczeniową jest najczęściej albo euro, albo dolar amerykański.Drugi krok wykonuje bank-wystawca karty, który po swoim kursie przelicza kwotę w euro lub dolarach na złote. Już samo to wystarczy, by częściowo wytłumaczyć różnice. Kursy stosowane przez obie organizacje minimalnie się różnią. Przeliczanie na dolary może dać nieco inny efekt niż przeliczanie na euro. Wreszcie każdy bank stosuje własną tabelę kursową i inne przeliczniki na ostatnim etapie rachunków, czyli przy zamianie euro lub dolarów na złote.
To jednak dopiero część prawdy. Opisany tu mechanizm jest spotykany najczęściej, ale są i inne możliwości. Zdarza się – choć znacznie rzadziej – że organizacja kartowa sama przelicza kwotę transakcji na złote (Deutsche Bank, Kredyt Bank, Pekao SA dla karty Maestro, Polbank). Możliwa jest też sytuacja, że dla wybranych, najpopularniejszych walut to bank we własnym zakresie przelicza kwotę płatności na złote (PKO BP). Oczywiście zastosowanie każdej z tych metod kompletnie zmienia wynik obliczeń.
Dodatkowo Visa dopuszcza, by kurs stosowany przy rozliczeniach był powiększony o dodatkową opłatę, tzw. optional issuer fee. W części banków jej wysokość jest ustalona na zero, w innych jest wyrażona jako procent zapłaconej kartą sumy. Dla klienta oznacza to oczywiście wzrost łącznych kosztów transakcji.
Ostatnim ważnym czynnikiem wpływającym na wysokość obciążenia jest czas, kiedy wykonywane są przeliczenia. Jeżeli tego samego dnia dwiema różnymi kartami zostaną wykonane dwie transakcje na identyczną sumę, nie oznacza to jeszcze, że dla obu przeliczenie z waluty lokalnej na rozliczeniową i z rozliczeniowej na złote nastąpi tego samego dnia. Każdy dzień różnicy oznacza zmianę kursu walutowego w górę lub w dół. Nie da się więc przewidzieć, czy na takim opóźnieniu posiadacz karty zyska czy straci.Zmiennych, jak widać, jest mnóstwo. Można jednak pokusić się o wyciągnięcie ogólnych wniosków. Po pierwsze, kursy stosowane przez organizacje są generalnie korzystniejsze od przeliczników bankowych. Jeśli to Visa lub MasterCard dokonują przeliczenia na złote, wynik powinien być korzystniejszy dla klienta niż wtedy, gdy bank stosuje swój kurs sprzedaży euro lub dolarów. Dodatkowo przy płatnościach kartami Maestro i MasterCard nie da się sztucznie zawyżać przeliczników o dodatkową opłatę na rzecz wydawcy karty.
Aby zweryfikować tę hipotezę, „Rz” poprosiła banki o rozliczenie dla nas trzech przykładowych transakcji wykonanych podstawową kartą debetową i trzech kolejnych zrealizowanych podstawową kartą kredytową: w koronach duńskich, lirach tureckich oraz euro. Waluty tych transakcji zostały dobrane nieprzypadkowo. Należącą do Danii wyspę Bornholm często odwiedzają polscy rowerzyści. Jeszcze bardziej popularnym celem wakacyjnych wypraw jest Turcja. Dodatkowo tamtejszą walutę trudno jest kupić w polskich kantorach, a jeśli nawet jest, to w mało korzystnej cenie, dlatego używanie karty w tym kraju jest wyjątkowo opłacalne. Listę uzupełnia popularna płatność w euro.
Dla uproszczenia obliczeń przyjęliśmy, że płatność, jej przeliczenie przez organizację kartową i ostateczne rozliczenie przez bank nastąpiło tego samego dnia, 29 maja. W praktyce trwa to dłużej, ale taki zabieg upraszcza rachunki, jednocześnie nie fałszując wyników.
Dla wielu banków wykonanie tej prostej symulacji okazało się zadaniem ponad siły. Tłumaczyły nam, że nie mają dostępu do kursów stosowanych przez organizacje kartowe, a wskazanego przez „Rz” dnia nie otrzymały do rozliczenia żadnej transakcji z Danii ani Turcji. Odpowiedzi tych, które poradziły sobie z zadaniem, zebraliśmy w tabeli.
Jak widać, nasza hipoteza okazała się słuszna. Najtaniej rozliczone zostały płatności debetową kartą Maestro wydaną przez Pekao SA. To skutek tego, że obciążając konto klienta, bank nie korzysta ze swoich kursów walutowych, tylko pozostawia wszystkie rachunki organizacji kartowej. Ten sam bank wydaje kartę kredytową z logo MasterCard, jednak w tym przypadku sam przelicza dolary na złote. Efekt jest taki, że klienci muszą płacić kilka procent więcej. Za granicą korzystniej jest więc płacić kartą debetową Pekao SA niż kredytową. Trzeba jednak uważać, wkładając kartę Maestro do bankomatu – wysoką prowizją bank odbiera sobie to wszystko, co daje dzięki korzystnym kursom. Ale do płacenia w sklepach i do podejmowania gotówki w bezprowizyjnych bankomatach grupy UniCredit karta ta nadaje się znakomicie.
Minimalnie gorzej wypadł w naszym zestawieniu Polbank. Tu również kluczem do sukcesu okazało się wykonywanie przeliczeń po kursach organizacji kartowej, a nie banku. Co ważne, korzystanie za granicą z kart kredytowych tego banku jest równie opłacalne jak płacenie kartami debetowymi. Pod tym względem Polbank okazał się lepszy niż Pekao SA.
Najmniej korzystne okazały się natomiast przeliczniki stosowane przez Fortis Bank i Raiffeisen Bank. Oba te banki pozwalają bezpłatnie podejmować gotówkę w bankomatach na całym świecie wybranym (Fortis Bank) lub wszystkim klientom (Raiffeisen Bank), jednak rekompensują to sobie kursami o 6 – 7 proc. gorszymi niż te, które stosują najlepsi w zestawieniu. Jeżeli za zagraniczne wakacje zapłacimy przed wyjazdem, w krajowym biurze podróży, a na miejscu z karty korzystamy sporadycznie, nie stracimy aż tak dużo. Jeśli jednak dopiero w hotelu płacimy za nocleg, wyżywienie, dodatkowe wycieczki i kosztuje nas to np. równowartość 5 tys. zł, oszczędność (lub strata, w zależności od tego, której karty używamy) wyniesie aż 300 – 350 zł.
Powszechne towarzystwo emerytalne (PTE) może zarządzać tylko jednym funduszem emerytalnym (OFE). Gdy łączą się dwa PTE, jeden z funduszy jest likwidowany poprzez przeniesienie aktywów do drugiego funduszu. Takie zmiany wymagają zezwolenia organu nadzoru.
Klienci OFE nie muszą się martwić, że stracą środki zgromadzone na rachunkach. Fundusz nie może ogłosić bankructwa. Upadłość może się przydarzyć tylko towarzystwu emerytalnemu, ale majątki funduszu i towarzystwa są odrębne (aktywa OFE nie wchodzą w skład masy upadłościowej PTE).
Jedynym udziałowcem Aegon PTE jest Aegon Woningen Nova B.V., spółka zależna od Aegon N.V. Właściciel należy do największych na świecie firm zajmujących się ubezpieczeniami na życie i funduszami emerytalnymi. Jego centrala mieści się w Hadze. Działa na ponad 20 rynkach, najważniejsze to USA, Holandia i Wielka Brytania.
Aegon rozpoczął działalność na polskim rynku emerytalnym w ubiegłym roku, kupując 100 proc. akcji towarzystwa emerytalnego Ergo Hestia. Rozmowy z BRE Bankiem, właścicielem PTE Skarbiec-Emerytura, w sprawie połączenia PTE Aegon ze Skarbcem sfinalizował w ostatnich dniach czerwca 2007 r. Wniosek do nadzoru wpłynął pięć miesięcy później.
Aegon ma w Polsce towarzystwo ubezpieczeń na życie należące do piątki największych na rynku. W 2005 r. kupił bowiem Nationwide Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA