fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Jak zarobić na ofiarach

Stowarzyszenie Wokanda reprezentuje ponad 70 osób poszkodowanych w katowickiej tragedii
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Prezes katowickiego stowarzyszenia pomagającego ofiarom wypadków od każdej nawiązki sądowej przyznanej na pomoc poszkodowanym bierze 15 proc. Jako premię – ujawnia kontrola ministra sprawiedliwości. Sprawę bada prokuratura
Stowarzyszenie Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach, Kolizjach Drogowych i na Skutek Błędów Lekarskich Wokanda w Katowicach stało się znane od czasu katastrofy podczas Międzynarodowych Targów Katowickich, w której zginęło 65 osób, a 144 zostały ranne. Obecnie reprezentuje ponad 70 poszkodowanych w tej tragedii. W sumie Wokanda w różny sposób pomaga ponad 400 osobom.
– Sama nie wywalczyłabym odszkodowania i renty – mówi Katarzyna Bzikot z Katowic, która uległa wypadkowi.
– Kiedy leżałem w szpitalu, przywozili mi jedzenie – dodaje Krzysztof Olszewski spod Oświęcimia, który w wypadku stracił obie nogi. – Nic nie wiem o ich kłopotach.
Tymczasem stowarzyszeniu grozi likwidacja. W związku z licznymi nieprawidłowościami, które wykazała kontrola resortu sprawiedliwości, minister Zbigniew Ćwiąkalski podjął decyzję o wykreśleniu Wokandy z wykazu instytucji i organizacji społecznych.
100 tys. zł - co najmniej tyle zarobił w 2006 r. z procentów od nawiązek prezes Wokandy Marcin Marszołek
Biuro kontroli Ministerstwa Sprawiedliwości sprawdziło, na co stowarzyszenie wydawało nawiązki, które płacili na jego rzecz sprawcy wypadków. W 2006 roku było to prawie 800 tys. zł (rok wcześniej blisko pół miliona). Organizacja powinna je w całości wydawać na pomoc ofiarom. Tymczasem – jak wykazali kontrolerzy – prawie połowa tych pieniędzy, ok. 350 tys. zł, została wydana niezgodnie z prawem.
Nawiązki poszły na opłaty biura, wynagrodzenia dla prawników oraz pensje: pracowników i prezesa Marcina Marszołka. Stowarzyszenie płaciło prawnikom nawet za paliwo.
– Nawiązki, zgodnie z prawem, powinny być wykorzystane wyłącznie na cele bezpośrednio związane z ochroną zdrowia, ochroną środowiska, udzielaniem pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych oraz ochroną dobra naruszonego lub zagrożonego przestępstwem – wyjaśnia Maciej Kujawski, naczelnik Wydziału Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości.
Największe emocje budzą dochody prezesa, który jest jednocześnie prawnikiem (po studiach, bez aplikacji) i w związku z tym w stowarzyszeniu zarabia podwójnie. Jako prezes Marcin Marszołek dostaje co miesiąc 3,5 tys. zł brutto (ma umowę-zlecenie na czas nieokreślony), ale jego dochody, jak wykazała kontrola, są o wiele większe.
– Tak, otrzymuję 15 proc. od każdej nawiązki ze sprawy, którą prowadzę. To są tak zwane premie. Otrzymuje je u nas każdy prawnik, choć w nieco mniejszej kwocie, po 10 proc. od nawiązki – mówi „Rz” Marszołek.
Według ministerstwa to nielegalne. Prezes prowadzi co najmniej połowę spraw, z procentów od nawiązek zarobił w 2006 roku ponad 100 tys. zł.
Po kontroli Marszołek zwolnił sześciu prawników, teraz usługi dla poszkodowanych prowadzą trzy kancelarie, które wystawiają rachunki. – To trzykrotnie droższe – podkreśla prezes. W biurze poza nim pracuje tylko jedna prawniczka na ćwierć etatu i pracownik administracyjny. Reszta została zwolniona.
Według ministerstwa Wokanda w sprawozdaniu podała też nieprawdziwe dane, zaniżając kwotę nawiązek o prawie 200 tys. zł. – Nie podaliśmy pełnej kwoty, bo wiele nawiązek przychodzi do nas bez sygnatury sprawy, a ministerstwo wymaga pełnych danych – tłumaczy Marszołek. – Informowaliśmy o tym. Całą kwotę wykazaliśmy w marcowym bilansie.
Zarzuty nazywa kuriozalnymi. – Jako stowarzyszenie ponosimy koszty tej pomocy, a minister tego nie rozumie – twierdzi Marszołek.
Wczoraj złożył skargę na ministerstwo do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Zasądzone nawiązki zamiast na pomoc poszkodowanym przeznaczano, niezgodnie z prawem, na inne cele:
- wynagrodzenia prawników zatrudnionych w stowarzyszeniu – w sumie 168 683,74 zł,
- remont i modernizację pomieszczeń Centrum Rehabilitacji – 92 390,37 zł,
- wydatki na cele administracyjno-eksploatacyjne, a w szczególności opłaty za: czynsz, wodę, usługi pocztowe i telekomunikacyjne, materiały biurowe, paliwo, ulotki, plakaty – w sumie 94 352,96 zł.
Od grudnia ubiegłego roku Ministerstwo Sprawiedliwości kontroluje wydatki wszystkich stowarzyszeń, które otrzymują sądowe nawiązki. Organizacje te nie mogą prowadzić działalności gospodarczej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA