fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Niemiecki kapitan ze Wschodu

AFP
Potrafi niemal wszystko i chce, by rywale o tym wiedzieli. Można z nim wygrać pojedynek na boisku, ale nie wymianę spojrzeń. Dla wielu to już dziś pewny kandydat do drużyny gwiazd mistrzostw Europy 2008 - pisze nasz dziennikarz z Tenero
Jürgen Klinsmann mówił o nim czule „Capitano”, ale czasami nawet on się przekonywał , że ostatnie słowo należy do Ballacka. Jose Mourinho próbował mu narzucić w Chelsea swoje reguły i też przegrywał. Nawet z Bayernem Monachium Ballack miał czelność rozstać się na swoich warunkach, czego szefowie klubu do dziś nie mogą mu darować. Od czterech lat niemiecki pomocnik jest w kadrze przywódcą.
Gdy w piątek wszedł do sali konferencyjnej DFB w Tenero, trwała jeszcze rozmowa dziennikarzy z asystentem Joachima Löwa Hansem-Dieterem Flickiem, ale rzecznik niemieckiej kadry zaczął spoglądać niecierpliwie na zegarek i niedługo później scena była wolna dla kapitana.
Gdyby ktoś nie widział tej zamiany miejsc, słuchając Ballacka mógłby pomyśleć, że dalej przemawia któryś z trenerów. Starannie dobierane słowa, uśmiech tylko od czasu do czasu, temperament dyplomaty. – Odcięte głowy na okładce polskiej gazety? Widziałem przedruk w „Bildzie”. Nie skaczemy z tego powodu z radości, ale co zrobić. Niektórzy ludzie są tak cyniczni, że uważają, iż można sprzedać wszystko. To dotyczy nie tylko futbolu, taki jest świat. I tyle na ten temat.
Anglicy rzadko rozpieszczają Niemców komplementami, ale w tym sezonie nie mieli wyjścia. Bez Ballacka Chelsea (przeszedł do niej w 2006 r.) nie byłoby w finale Ligi Mistrzów, a Manchester zostałby mistrzem Anglii dużo wcześniej. O tym, że Niemiec to skuteczny pomocnik, specjalista od rzutów wolnych i bramek zdobywanych głową, angielscy komentatorzy dobrze wiedzieli, ale nie doceniali jego pewności siebie i spokoju. Dopiero ostatnio stał się dla nich Mr Cool Head – tym, który na boisku nigdy nie wpada w panikę, wybiera najlepsze rozwiązania, potrafi wprowadzić porządek tam, gdzie wszystko się chwieje. A do tego wyszedł cało ze starcia z Mourinho, który zarzucał mu, że za długo leczy kontuzje i dawał do zrozumienia że bardziej zależy mu na reprezentacji Niemiec niż Chelsea. Trener już jest w Mediolanie, Ballack nadal w Londynie i ma się świetnie.
Gdy Franz Beckenbauer ogłaszał na początku lat 90., że Niemcy po zjednoczeniu będą mieli drużynę, której nikt nie pokona, nie przypuszczał pewnie, że piłkarze urodzeni w NRD będą przez następne lata tak ważnymi postaciami w kadrze. Kiedy niemiecka reprezentacja zdobyła w 1996 mistrzostwo Europy, piłkarzem roku w Europie wybrano Matthiasa Sammera, pochodzącego z Drezna. Potem nastały dla Niemców chudsze lata, przerwane na krótko wicemistrzostwem świata z 2002 roku, ale na Ballacka i Bernda Schneidera zawsze można było liczyć. Schneider pochodzi z Jeny, Ballack urodził się 32 lata temu w Görlitz.
O dzieciństwie spędzonym w NRD mówi chętnie i dobrze, przynajmniej jeśli chodzi o wychowywanie młodych sportowców. Na wspomnienia z życia w mieście graniczącym z Polską nie daje się namówić. – Z Polską nic szczególnego mi się nie kojarzy. Wychowałem się tuż obok, ale jednak po niemieckiej stronie. A teraz koncentruję się na grze dla Niemiec – szybko ucina odpowiedź na pytanie „Rz”.
Gry w piłkę uczył się w Chemnitz, gdzie przeprowadzili się rodzice. Wówczas było to jeszcze Karl-Marx Stadt, po upadku muru nazwę drużyny w której trenował przemianowano na FC Chemnitzer. Siedmioletniego Michaela do klubu wysłał ojciec, też piłkarz, ale w porównaniu z synem anonimowy, nigdy nie zaszedł wyżej niż do drugiej ligi NRD.
Młody Ballack też debiutował w zawodowym futbolu w drugiej lidze, ale już wspólnej dla całych Niemiec. Wystarczył rok gry, by upomniała się o niego młodzieżowa reprezentacja Niemiec, a w 1997 r. trener wracającego do Bundesligi FC Kaiserslautern postanowił, że musi sprowadzić do swojej drużyny zdolnego pomocnika trzecioligowego wówczas Chemnitzer. Tak Michael poznał Otto Rehhagela.
Dwa lata później miał już za sobą debiut w reprezentacji i za 8 mln marek przeszedł do Bayeru Leverkusen. Tutaj narodził się ten Ballack, którego znamy dzisiaj: pomocnik przemierzający całe boisko, strzelający gole po szarżach w pole karne, albo strzałami spoza niego.
Było jasne, że ktoś tak utalentowany wcześniej czy później musi trafić do Bayernu Monachium, ale zanim to się stało – w 2002 r., za blisko 13 mln euro – Ballack został z Leverkusen wicemistrzem Niemiec, zagrał w finale Ligi Mistrzów, a z reprezentacją w finale mundialu. W jeszcze lepszej formie był podczas Euro 2004, ale o pozostałych kolegach z kadry nie dało się tego powiedzieć. Niemcy odpadli po rundzie grupowej, Rudi Völler musiał odejść, zastąpił go Klinsmann i od razu zapowiedział, że u niego kapitanem będzie Ballack.
Przez następne cztery lata opaska trafiała w inne ręce tylko wówczas, gdy „Capitano” był kontuzjowany. U Klinsmanna miał tak mocną pozycję, że zdarzało mu się nawet podczas konferencji prasowych mówić, co mu się nie podoba w taktyce drużyny. Chodziło przede wszystkim o obronę, kapitan uważał, że trener ustawia drużynę zbyt odważnie.
Przypomniał o tym w piątek w Tenero. – Podstawą niemieckiego futbolu była zawsze obrona. Podczas mundialu 2006 chwalono nas za ofensywną grę, ale najważniejsze to nie tracić bramek – mówił. Drogę po trzecie miejsce w MŚ drużyna zaczynała bez niego – leczył kolejną kontuzję i wrócił na drugi mecz grupowy, z Polską.
Teraz jest zdrowy i jak mówi, niecierpliwie wygląda pierwszego spotkania. – Niemcy w przygotowywaniu się do turniejów są dobrzy, ale to nie jest najprzyjemniejsza część życia piłkarza. Chcemy już grać – deklaruje. Cel na mecz z Polską? – Jeszcze nas nigdy nie pokonali i chcemy tę tradycję podtrzymać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA