fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Trzęsienie ziemi ułatwi walkę o demokrację

Rzeczpospolita
Partia komunistyczna może upaść w ciągu kilkunastu lat – mówi chiński opozycjonista Youcai Wang
Rz: Chociaż do kolejnej rocznicy wydarzeń z 1989 roku zostały jeszcze dwa tygodnie, władze w Pekinie już zaostrzyły kontrole wokół placu Tiananmen. Sądzi pan, że przed igrzyskami dojdzie w Chinach do wielkich protestów prodemokratycznych?
Youcai Wang: Rzeczywiście władze w Pekinie robią wiele, by utrudnić zorganizowanie jakichkolwiek demonstracji. Myślę jednak, że mimo wszystko niektórzy aktywiści zdecydują się na protesty. Mogą one wybuchnąć w różnych miejscach Chin.
Jak pana zdaniem rząd zareagowałby na takie protesty? Spojrzałby na nie pobłażliwie, bojąc się reakcji opinii międzynarodowej przed igrzyskami?
Przeważnie protestujący szybko trafiają do obozów odosobnienia. Ale w czasie igrzysk – które Chiny organizują pierwszy raz w historii – sytuacja może wyglądać inaczej. Ostatnio w Chinach odbywa się wiele protestów, zwłaszcza właścicieli domów, które są niszczone, by na ich miejscu zbudować na przykład stadion, lub ludzi, którzy tracą ziemię pod różne inwestycje. Zdarzają się w każdej prowincji, niemal każdego dnia. Ale przecież nie można zamknąć całego narodu w więzieniach. Choć często liderzy różnych manifestacji kończą za kratkami lub w reedukacyjnych obozach pracy.
Jako jeden z przywódców studenckich manifestacji w 1989 roku pan też wiele lat spędził za kratkami. Obecnie byłoby panu łatwiej walczyć o demokrację?
Myślę, że teraz byłoby trudniej. 1989 rok był w Chinach specyficznym okresem. Nie tylko studenci, ale też niektórzy członkowie Komunistycznej Partii Chin coraz głośniej mówili, że rewolucja kulturalna i idee Mao Tse-tunga były dla kraju kata- strofą. Studenci i intelektualiści otwarcie dyskutowali o reformach. Chcieliśmy zmienić rzeczywistość, pokonać totalitaryzm.
Coraz więcej osób interesowało się kwestiami demokracji, wolności i praw człowieka. Zwolennikiem reform był m.in. sekretarz generalny KPCh Hu Yao-bang. Protesty na placu Tiananmen popierali też zwykli ludzie. Ale byli bezradni wobec armii, która dokonała masakry. Po wydarzeniach w 1989 r. zmieniły się władze w partii i skończyły się rozmowy o reformach. Wprowadzono ścisłą kontrolę tego, co mówią dziennikarze i czego nauczyciele uczą w szkołach. Nadal nikt nie mówi o masakrze na placu Tiananmen. Obecne pokolenie studentów bardzo się różni od nas w 1989 roku. Nie jest tak bardzo zainteresowane promowaniem demokracji.
Być może ma mniej powodów do protestów, bo od 1989 roku Chiny stały się o wiele bogatsze.
Jestem przekonany, że to jeden z powodów. Młodzi mają teraz większe możliwości: łatwiej znajdują pracę, mogą założyć własną firmę i żyć dostatnio.
Nie wiedzą o poważnych represjach i często uważają, że Chiny stają się coraz bogatszym i silniejszym krajem. Dlatego nie garną się do walki o demokrację.
A jak zmieniła się partia?
Członkom KPCh zależy na zachowaniu władzy. Jej szefowie mogliby pójść na pewne ustępstwa, byle zagwarantować im, że nie utracą przywilejów. Na razie nie mają jednak powodów do niepokoju, bo gospodarka wciąż się rozwija. Jednak gdy pojawią się kłopoty ekonomiczne, partia znajdzie się w tarapatach. Może dojść do rozłamu w KPCh. A gdy ludzie to zobaczą, będą mieli odwagę, by znów otwarcie protestować.
Zmianę podejścia do władzy, o której pan mówi, obserwujemy teraz, po trzęsieniu ziemi w Chinach. Ludzie oskarżają władze, że to przez gigantyczną korupcję wśród komunistycznych towarzyszy kataklizm zebrał tak wielkie śmiertelne żniwo. Dziennikarze wprost pytają o to urzędników.
W chińskiej kulturze zawsze wiązano klęski żywiołowe ze zmianami władzy. I historia pokazuje, że rzeczywiście kataklizmy dawały początek nowym dynastiom. Ale podobny przykład mieliśmy nawet współcześnie, już za rządów partii komunistycznej. W 1976 roku było wielkie trzęsienie ziemi i jeszcze w tym samym roku zmarł Mao Tse-tung, a w partii przeprowadzono spore zmiany. Również w związku z ostatnim trzęsieniem ziemi pojawiają się głosy, że w 2008 roku też nastąpią zmiany. Trudno mi przewidzieć, jak wielkie.
Najpierw protesty w Tybecie, potem trzęsienie ziemi. Do tego olimpiada. Czy teraz władze będą bardziej skłonne do ustępstw?
Nie wiem. Przy okazji olimpiady w 1988 roku w wyniku nacisku świata udało się przekształcić dyktaturę w Korei Południowej w demokrację. W Chinach nie ma jednak silnej ogólnonarodowej opozycji. Być może władze zdecydują się zmienić konstytucję i wprowadzą powszechne wybory.
Czy świat powinien zbojkotować igrzyska w Chinach?
Nie chciałbym tego.
Większość moich rodaków jest dumna z olimpiady i cieszy się, że oczy świata są zwrócone na Chiny. Możliwe, że po zakończeniu igrzysk władze zaostrzą represje. Ale może być odwrotnie.
A kiedy może dojść do demokratycznych przemian?
Chiny od lat 80. XX w. są na drodze do demokracji. Kraj zmieni się, gdy liderów urodzonych w latach 40. zastąpi nowe pokolenie polityków, którzy podczas studiów poznawali już nie tylko myśli Mao Tse-tunga. Podobnie zmieniał się Związek Radziecki pod rządami Chruszczowa, Gorbaczowa i Jelcyna. Sądzę, że w ciągu 15 – 20 lat, może wcześniej, Chiny staną się krajem demokratycznym. W stosunku do historii naszego narodu to wcale nie tak długi okres.
Obejrzyj fragment rozmowy:

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA