fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Chrońmy Europę przed rosyjskim imperializmem

Dziś stosunki Unii z Moskwą są podporządkowane brutalnej zasadzie: mali nie mają racji, liczą się ci, którzy mają siłę – przekonuje znawca Rosji
Chcąc zrozumieć stosunki panujące dziś między Unią Europejską a Rosją, warto przypomnieć sobie, jak wyglądały one dziesięć lat temu. Wówczas to Unia wyznaczała zestaw standardów w dziedzinie m.in. ochrony praw człowieka czy modelu demokracji, który Rosja – choć z oporami – traktowała jako krytyczny układ odniesienia wobec własnej rzeczywistości.
Europie nie wolno oddzielać sfery wartości od sfery interesów, jak tego chce Rosja
W ciągu ostatnich lat relacje te przeszły zasadniczą przemianę. Dziś to Rosja narzuca swoje „wartości” Europie, a główne europejskie siły polityczne: Francja i Niemcy dały się w znacznym stopniu wciągnąć w grę, której reguły dyktuje Kreml. Jest to jawnie cyniczna gra sił i interesów, z której Rosja całkowicie wyeliminowała odniesienia do wszelkich wartości.
Rosja ma nośniki energii i można z nią robić wielkie interesy, dlatego albo Europa przystanie na warunki Rosji i odrzuci pole wartości, albo nie. Tylko że jeśli nadal będzie przypominać o wartościach, ekonomicznie bardzo na tym straci. Takiemu oto myśleniu wśród elit politycznych Unii utorowali drogę kanclerz Gerhard Schröder i prezydent Jacques Chirac. Dla mnie ta zmiana nastawienia wobec Rosji jest jak przewrót kopernikański. Dziś stosunki Unii z Rosją są podporządkowane brutalnej zasadzie: mali nie mają racji, liczą się ci, którzy mają siłę.
Czy jednak rzeczywiście Europa jest skazana na Rosję, choćby ze względu na politykę energetyczną, jak to przedstawiają rosyjscy politycy i polittechnologowie? Owszem, Rosja dysponuje nośnikami energii, bez których Europa sobie nie poradzi. Z drugiej jednak strony nie jest tak, że Moskwa może dyktować Unii warunki. Pamiętajmy, iż Rosja pozostaje systemem oligarchicznym, w którym kilkadziesiąt grup (klanów) dzieli między siebie bogactwa naturalne tego kraju. I wyraźnie widać, że ludzie tworzący te grupy interesów (a należą do nich zarówno prezydent Władimir Putin, jak i nowo wybrany Dmitrij Miedwiediew) dążą do tego, by trwale zabezpieczyć swoje wpływy i majątki. Nie mogą tego zrobić w Rosji, bo tam nic nie jest pewne – jakiś niespodziewany przewrót w układzie sił między grupami interesów może sprawić, że ktoś niewygodny nagle znajdzie się w obozie pracy przy granicy chińskiej, jak to się przydarzyło najbogatszemu Rosjaninowi Michaiłowi Chodorkowskiemu.
Rosyjscy oligarchowie zdają sobie zatem sprawę, że najpewniejszym miejscem dla ich pieniędzy są kraje Unii. Na tym właśnie Europa mogłaby budować swoją siłę w relacjach z Rosją. Media i politycy europejscy mogliby konsekwentnie formułować pod adresem elit rosyjskich proste ultimatum: dopóki nie zaczniecie przestrzegać naszych zasad, nie przestaniecie łamać praw obywatelskich, naruszać wolności mediów, dopóty wasze majątki w Europie nie będą bezpieczne, bo będziemy je mogli zakwestionować jako pieniądze pochodzące z podejrzanych źródeł. Kiedy wspominamy zbrodnie chińskie w Tybecie, nie powinniśmy zapominać jednocześnie o jeszcze większych zbrodniach rosyjskich w Czeczenii. Trzeba te zbrodnie piętnować, choćby symbolicznie.
Europie nie wolno oddzielać sfery wartości od sfery interesów, jak tego chce Rosja. Niestety w tej chwili obserwując posunięcia elit politycznych Niemiec, Włoch czy Francji, widzimy, że tak się właśnie dzieje. Inaczej kwestię tę postrzegają jedynie kraje, które doświadczyły dyktatury imperium rosyjskiego. Bezskutecznie próbują one zaopatrzyć Unię w rodzaj szczepionki ochronnej przed recydywą ekspansji nie tyle ideologicznej, co ekspansji cynicznego imperializmu. Wśród tych państw główną rolę odgrywa Polska.
Europa stoi zatem przed alternatywą: albo będzie w stanie wypracować wspólną politykę wobec Rosji, albo skończy się na tym, że najsilniejsi gracze – koncerny Niemiec czy Francji – będą próbować narzucać interesy ekonomiczne pozostałym, słabszym członkom Wspólnoty. To jest sprawdzian: albo Unia Europejska oznacza wspólnotę wartości, albo jest tradycyjnym terenem międzyimperialnej gry.
Andrzej Nowak jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym czasopisma „Arcana”. Specjalizuje się w historii myśli politycznej Europy Wschodniej XIX i XX wieku
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA