Świat

Syberia przyciąga Chińczyków

Rzeczpospolita
Kolejne starcie z Rosjanami we Władywostoku. Imigranci z Chin czują się coraz pewniej na rosyjskim Dalekim Wschodzie
Władze prestiżowej uczelni ekonomicznej we Władywostoku są w szoku. Przed szkołą doszło we wtorek do zaciętej bójki pomiędzy chińskimi i rosyjskimi studentami. W ruch poszły noże i butelki. Trzech Rosjan z ranami kłutymi trafiło do szpitala.
Czy realizuje się scenariusz, którym straszyli rosyjscy nacjonaliści, że Chińczycy zaleją słabo zaludnione tereny Syberii i Dalekiego Wschodu? Oficjalnie w 600-tysięcznym Władywostoku mieszka 30 tysięcy Chińczyków. Nieoficjalnie – kilkakrotnie więcej. Podobnie jest w innych miastach na rosyjskim Dalekim Wschodzie.
– Władywostok jest gospodarczo uzależniony od potężnego sąsiada, Chin – mówi „Rz” Witalij Fiłatow, dziennikarz agencji prasowej „Nowosti Władiwostoka”. Według dziennikarki miejscowego portalu „Zołotoj Rog”, Chińczycy we Władywostoku czują się coraz pewniej. – Niby nie jest ich dużo, ale daje się odczuć ich zawziętość i pewność siebie. Zwłaszcza że zwykle chodzą w grupach – mówi. W bójce uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Według zeznań świadków, zdecydowana przewaga była po stronie Chińczyków, którzy przybyli z akademika pobliskiej politechniki. Milicja zatrzymała najbardziej agresywnych uczestników zajść. Prokuratura wszczęła już śledztwo. – Jeszcze nie wiemy, o co tak naprawdę im poszło. Świadkowie twierdzą, że studenci o coś się pokłócili. Potyczka słowna szybko przerodziła się w masową bijatykę. Nożem zostali ugodzeni ci, którzy próbowali załagodzić konflikt – opowiada Fiłatow, dodając, że jest zaskoczony wydarzeniami. – Chińscy studenci zazwyczaj byli spokojni. Bijatyka na uczelni we Władywostoku nie była pierwszym starciem między Chińczykami i Rosjanami w tym mieście. Dwa lata temu doszło do regularnej bitwy w publicznej saunie. Dostało się nawet funkcjonariuszom milicji, których wezwali przestraszeni klienci sauny. – Wielu imigrantów z Chin przebywa w naszym kraju nielegalnie. Przyjeżdżają, by podjąć jakąś pracę lub zająć się handlem – mówi Fiłatow. Według spisu ludności z 2003 roku, w Rosji oficjalnie mieszka pół miliona przybyszów z Chin, z czego w Moskwie zaledwie 25 tysięcy. W Chabarowsku i Kraju Przymorskim jest ich o połowę mniej. Z badań Ośrodka Demografii Rosyjskiej Akademii Nauk wynika, że prawdziwy exodus Chińczyków na północ od rzeki Amur nastąpił w połowie lat 90. Zamknięte w czasach Związku Radzieckiego regiony przyciągały chińskich imigrantów szukających zarobku. Miasta Dalekiego Wschodu, w których Rosjanie osiedlali się niechętnie z powodu trudnych warunków, były dla przyjezdnych szansą na lepsze życie. Według Ośrodka Demografii, przybysze pochodzili z biedniejszych rejonów Państwa Środka, nie mieli wysokich kwalifikacji. Jeśli znajdowali pracę, to zazwyczaj tylko jako tania siła robocza. – Liczebnie Chińczyków jest w Rosji mniej w porównaniu na przykład z mieszkańcami Kaukazu. Nie słyszałam również, by w jakimkolwiek stopniu zagrażali naszemu społeczeństwu – zapewnia Aleksandra Dokuczajewa, ekspert ds. diaspory. Mimo to Rosjanie wydają się bać Chińczyków. Świadczą o tym chociażby wyniki badań moskiewskiej fundacji Opinia Społeczna. Aż 60 procent respondentów uznało, że przypływ chińskich imigrantów na rosyjski Daleki Wschód jest „bardzo niepokojącym” zjawiskiem. masz pytanie, wyślij e-mail do autorkit.serwetnyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL