Praca, emerytury, renty

Niełatwo podważyć orzeczenie o zdrowiu

Rzeczpospolita
Ubezpieczeni mają małe szanse na zakwestionowanie decyzji orzecznika ZUS. Powoduje to, że coraz rzadziej decydują się na dochodzenie swych praw przed sądem
Co jedenasty ubezpieczony kwestionuje decyzję lekarza orzecznika Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, odwołując się do komisji lekarskiej. Liczba ta utrzymuje się na stałym poziomie. Komisje lekarskie zazwyczaj przychylają się do opinii lekarza orzecznika.
Z danych ZUS wynika jednak, że w ciągu ostatnich trzech lat prawie o połowę spadła liczba odwołań do sądu w sprawach rentowych. Nic dziwnego, skoro sądy zwykle nie kwestionują decyzji ZUS. Wygląda na to, że ubezpieczeni tracą wiarę w uzyskanie korzystnego rozstrzygnięcia. Fakt, że większość spraw jest oddalana, może jednak oznaczać, że o świadczenia starają się osoby zdolne do pracy.
Sprawy rentowe, które trafiają do sądów, w większości dotyczą oceny stanu zdrowia. Rozstrzygnięcia nie są łatwe. – Ubezpieczeni utożsamiają chorobę z niezdolnością do pracy. Subiektywnie też oceniają swój stan zdrowia, podając nieweryfikowalne dane – zauważa Bohdan Bieniek, sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie. Jak wynika z art. 12 ustawy o emeryturach i rentach z FUS, niezdolną do pracy jest osoba, która całkowicie lub częściowo utraciła tę zdolność z powodu naruszenia sprawności organizmu i nie rokuje jej odzyskania po przekwalifikowaniu. Ubezpieczeni kwestionują orzeczenia, twierdząc, że inna osoba z tym samych schorzeniem uzyskała korzystną decyzję. Nie biorą pod uwagę np. stopnia zaawansowania choroby. Decydujący się na skierowanie sprawy do sądu musi się przygotować na kolejną weryfikację jego stanu zdrowia – tym razem przez biegłego lekarza. – To nie sąd powinien oceniać stan zdrowia – uważa Lesław Nawacki z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. – Ubezpieczeni często sami obniżają swoje szanse. Przedstawiają w ZUS słabą dokumentację i wzbogacają ją dopiero przed sądem. Kłopot w tym, że ten nie może już jej przyjąć. Rozstrzyga on bowiem prawidłowość orzeczenia ZUS na podstawie przedstawionych komisji dowodów – dodaje Lesław Nawacki. Czy byłoby lepiej, gdyby w pierwszej instancji orzekała komisja? Było takie rozwiązanie, ale miało wady. Chodzi nie tylko o wynagrodzenia lekarzy, ale także o rozmycie odpowiedzialności za wydawane orzeczenie. Są jednak i jego zwolennicy. – Komisyjna ocena stanu zdrowia jest bardziej wszechstronna i obiektywna – twierdzi doc. Gertruda Uścińska z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Niezadowoleni z orzeczeń zwykle nie szczędzą krytyki pod adresem lekarzy orzeczników, ale też systemów opieki zdrowotnej i ubezpieczeń. Uważają bowiem, że skoro płacą składki, to w razie choroby powinni dostawać świadczenia pieniężne. Może jednak orzekającym, zwłaszcza w instytucjach rentowych, powinno się stawiać wyższe wymagania. – Od orzeczeń lekarskich zależy los człowieka i jego rodziny, ale też prawidłowe dysponowanie środkami publicznymi. Dlatego powinny je wydawać osoby do tego przygotowane. Dopiero w 1999 r. wprowadzono nauczanie zasad orzecznictwa lekarskiego, i to tylko 16 godzin wykładów w ramach stażu podyplomowego. W 2007 r. uznano je za umiejętność specjalną. Sporządzania orzeczeń lekarze uczą się więc od kolegów oraz metodą prób i błędów – przyznaje prof. Anna Wilmowska-Pietruszyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Orzecznictwa Lekarskiego.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL