Piłka nożna

Udawana ligowa piłka

Rzeczpospolita
Rozmowa z Mirosławem Drzewieckim, ministrem sportu i turystyki
Rz: Czy pan postawił zarządowi PZPN ultimatum, żądając od jego członków podania się do dymisji?
Mirosław Drzewiecki: Nie miałem takiego prawa. Spotkałem się z członkami zarządu w przeddzień zjazdu i uświadamiałem im, w jakiej sytuacji wszyscy się znaleźliśmy. Odwołałem się do ich odpowiedzialności i poczucia honoru, jedynie apelując o podanie się do dymisji. Powiedziałem, że tak jak polityk powinien mieć coś takiego jak odpowiedzialność polityczna, tak w przypadku tych władz można mówić o odpowiedzialności moralnej. I czułem, że wiele osób ma świadomość tej sytuacji. Kto nie jest przyspawany do stołka, a czuje, że mógłby nadal pracować dla polskiej piłki, może to robić. Pod warunkiem, że nie ciążą na nim żadne zarzuty korupcyjne. Ale generalnie – trudno robić odnowę przy pomocy starych ludzi, bo kibice nie uwierzą w ich dobre intencje. Dymisja jest postrzegana jako przyznanie się do winy i dlatego wielu działaczy nie chce tego zrobić, bo przecież nie wszyscy ponoszą winę.
Nikt tego nie mówi. Nie ma odpowiedzialności zbiorowej. Mój apel miał na celu umożliwienie powołania nowych władz. Mogą się w nich znaleźć dotychczasowi członkowie zarządu. Odpowiadam w ten sposób jednoznacznie na plotki, jakobym wymusił na obecnych członkach rezygnację z kandydowania w najbliższych wyborach. Nie mogłem tego zrobić i nie miałem takiego zamiaru. Skąd pewność, że nowe władze będą wolne od wszelkich działań korupcyjnych? Nie za bardzo widać kandydatów, którzy mogliby przywrócić związkowi dobre imię... Mam nadzieję, że jeśli obecny zarząd potraktuje poważnie mój apel i uświadomi sobie wyjątkowość sytuacji, w jego ślady pójdą działacze w związkach wojewódzkich. To jest wspólny interes, a ja mimo wszystko wierzę, że osoby nieuczciwe są w mniejszości. Michał Listkiewicz jako jedyny powiedział publicznie, że nie będzie kandydował na funkcję prezesa. Czy ma pan swojego kandydata na to miejsce? Minister sportu nie ingeruje w takie sprawy. To ma być wybór dokonany przez środowisko, bo PZPN jest niezależnym związkiem. Ale oczywiście marzy mi się osoba niezwiązana do tej pory z władzami, znana, ciesząca się powszechnym zaufaniem. Taka, przy której będą chcieli pracować ci wszyscy, którzy pragną czystego sportu. Listkiewicz zrobił dla naszego futbolu wiele dobrego i nie można mu odbierać zasług. A że w swojej dobroci patrzył przez palce na różne praktyki, to już inna sprawa. Uważam, że ten zarząd, właśnie z Listkiewiczem, powinien pracować dalej, jeszcze przez kilka miesięcy dzielących nas od następnego zjazdu, ponieważ wymaga tego sytuacja. Zmiana władz przed finałami Euro w Austrii i podczas trwających cały czas prac związanych z Euro 2012 byłaby niewskazana. Minister Tomasz Lipiec nie miał takich skrupułów i zawiesił zarząd, wprowadzając do związku kuratora. I pamięta pan, jak to się skończyło. Ingerencja rządu spowodowałaby natychmiastowe reakcje FIFA. Nie możemy sobie na to pozwolić zarówno ze względu na uwarunkowania międzynarodowe, jak i codzienną pracę związku. Nie jestem zwolennikiem gwałtownych zmian, które mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Zjazd został przerwany, co wiele osób uznało za kolejny przejaw słabości związku, a inne – za jakąś niezrozumiałą grę, polegającą z grubsza na odwlekaniu decyzji. Są też głosy, że to efekt konfliktu między PZPN a Ekstraklasą SA, która przygotowała wnioski o kary trudne do zaakceptowania. Jeśli zjazd nie był odpowiednio przygotowany, to dobrze, że go przerwano. Gdyby podjęto na nim jakieś ważne decyzje, mogłoby się okazać, że łatwo je będzie oprotestować. I wtedy mielibyśmy jeszcze większy problem prawny i finansowy. Mogłoby się okazać, że za takie samo przewinienie inaczej byłby ukarany klub dziś, a inaczej po wejściu w życie nowych zasad. Lepiej poprosić o ekspertyzy profesorów prawa, a nie prawników pracujących dziś w PZPN, żeby wszystko było jasne i przestało stanowić przedmiot jałowych sporów. Nie ma pan wrażenia, że to wszystko, czego jesteśmy świadkami, to jednak jest jakaś gra o zasadach niezrozumiałych dla przeciętnego kibica? Ja to określam inaczej. Wie pan, dlaczego polska reprezentacja gra dobrze, a kluby źle? Bo w reprezentacji czuć wspólnego ducha, ona o coś walczy, ma za sobą zjednoczonych polskich kibiców. W klubach tak dużo meczów jest ustawionych, że piłkarze zapomnieli, co to znaczy uczciwa gra na pełnych obrotach. Często nie muszą tego robić. I kiedy dochodzi do ich rywalizacji w Europie, okazuje się, że nie potrafią grać jak inni. U nas wszystko jest udawane. Przepraszam, że nie opanowaliśmy na czas zjawiska korupcji. To nas przerosło. Zdanie o jednej czarnej owcy było prawdopodobnie najgłupszym, jakie wypowiedziałem w swoim życiu. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że PZPN rozpoczął walkę z korupcją już w roku 1993, kiedy mając podejrzenia odebraliśmy tytuł mistrza Polski zasłużonemu dla futbolu klubowi. Druga taka sytuacja to ukaranie Szczakowianki. Początkowo mieliśmy w tej sprawie poparcie kibiców, a potem pojawiły się ataki na PZPN, które sprowadziły na związek wiele kłopotów, z prawnymi włącznie. Związek nie unikał walki z korupcją. Zawiesiliśmy 50 osób, skierowaliśmy 19 spraw do prokuratury, rozwiązaliśmy podejrzewane o korupcję kolegium sędziów, zmusiliśmy ich do składania oświadczeń majątkowych. Robiliśmy i robimy to, co jako związek zrobić możemy. Niebawem powołamy rzecznika dyscyplinarnego PZPN, czyli prokuratora związkowego. Postanowiliśmy wprowadzić kary finansowe dla konkretnych osób skazanych za korupcję. PZPN zawrze porozumienie z firmą Deloitte, która pomoże nam ostrzegać przed działaniami korupcyjnymi. Dotyczy to szczególnie nowego zagrożenia, jakimi są działania bukmacherów. Przychodzę na ten zjazd po wielomiesięcznych zmaganiach ze stanem własnej psychiki. Na ostatnim zjeździe apelowałem, aby ten mityng był poświęcony głębszemu zastanowieniu, przyjrzeniu się przyczynom patologii, z którą nasza dyscyplina się zmaga. Teraz widzę, że jednak bardziej przyziemne sprawy kierują tym, co się tu dzieje, a nie skrucha, która nas winna teraz ogarnąć. Ale zarząd to nie jest mafia. Mamy poczucie winy, odejdziemy, ale nie chcę już więcej słuchać takich głosów jak ten posła Palikota (porównał w niedzielę Polski Związek Piłki Nożnej do burdelu, w którym prostytutki zarażają HIV – red.). Dlatego mimo ustaleń z ministrem Mirosławem Drzewieckim ja już zawieszam działalność w zarządzie. Panie ministrze, daję panu moją legitymację w depozyt. Jak pan uzna, że tacy jak ja są tylko hamulcowymi, niech pan ją spali. A jeśli pan uzna inaczej, proszę mi dać znać przez sekretarkę, że moje zawieszenie jest nieaktualne. Politycy nie zrobili nic, żeby pomóc polskiej piłce, a dziennikarze są nierzetelni. Ekstraklasa SA miała dwa lata na zebranie pieniędzy dla klubów, a obudziła się dopiero teraz, kiedy okazało się, że może ich nie być. Myślę, że spośród 2 tys. klubów biorących udział w rozgrywkach około 1600 uczestniczyło w korupcji. W takiej czy innej formie. Ja nawet niedawno w meczu oldbojów spotkałem się z taką sytuacją, że trzeba było przegrać mecz, bo w zamian gospodarz stawiał piwo i parówki. To wszystko jest nienormalne, ale tak w Polsce było i jest. Pozbycie się wszystkich ludzi z PZPN nie ma sensu. Kto przyjdzie zamiast nich? To jest specyficzna wiedza, której nie zdobywa się z dnia na dzień. Moim zdaniem potrzebna jest amnestia, a nie abolicja. Piłka nożna jest jak narkotyk. Jeśli już ktoś w niej jest, to trudno mu odejść. Czy my mieliśmy wcześniej przecieki na temat tego, że działacze w związkach wojewódzkich szykują lidze taką niespodziankę? To ma teraz drugorzędne znaczenie. My po prostu widzimy, że relacje między związkiem a rządzącą ligą Ekstraklasą SA nie są takie, jak powinny być. Współpraca się nie układa, ale naszym nadrzędnym celem jest, by produkt pod nazwą pierwsza liga piłkarska dalej się rozwijał, żebyśmy gonili Europę. Dziś jest nam do niej daleko. Afera korupcyjna naruszyła moje poczucie sprawiedliwości, zwłaszcza jako pracownika firmy, która wypłaca klubom pieniądze. Ale chciałbym, żebyśmy przynajmniej nie zaprzepaścili przyszłości. Pamiętając o tym, co złe, podtrzymali ligę przy życiu, bo to nasze dobro narodowe. Dlatego uważam, że kary indywidualne powinny być jak najsurowsze, ludzie zamieszani w korupcję nie mogą liczyć na żadne złagodzenie wyroków. Trzeba rozważyć nawet kary dożywotnie. Tego, co się stało na zjeździe, nie rozumiem. Jako Canal Plus zwołaliśmy okrągły stół, zaprosiliśmy strony do rozmów. To, że zarząd PZPN i Ekstraklasa nie potrafiły uzgodnić projektu, który potem przedstawiono delegatom, to już jest jakaś polityka i trzeba o nią pytać Michała Listkiewicza i Andrzeja Ruskę. Musimy się wszyscy uderzyć w piersi. Ja też, bo i Wydział Dyscypliny popełniał błędy. W sytuacji, gdy brakuje wyznania win i skruchy, to nie mamy moralnego prawa zmienić ani przecinka w przepisach związku. Jeśli nie chcemy, żeby jutro ludzie otworzyli gazety i powiedzieli sobie znowu „J...ć PZPN”, musimy rozliczyć naszą przeszłość. Dopiero wtedy możemy się zajmować paragrafami, dyskutować o jakiejś formie zmiany kar. Bo dziś na posiedzeniach Wydziału Dyscypliny słyszymy od przedstawicieli każdego klubu to samo pytanie: A jakie PZPN ma prawo do karania mnie, skoro sam też jest winny? Uchwałę o zmianie systemu kar powinna poprzedzić preambuła z przyznaniem się do winy, analizą systemu, który sprawiał, że korupcja była normą, a nie marginesem, i prośbą o wybaczenie. Zamiast tego mamy sytuację, w której związek wystawił na strzał i Wydział Dyscypliny i Ekstraklasę SA. Sam sobie przyznał rolę arbitra, który rozsądzi: karać surowo, jak chce WD, czy złagodzić kary, jak chce Ekstraklasa. To wygodna pozycja, tyle że działacze związku nie mają żadnego prawa, by tak się zachowywać. Degradacja powinna być, natomiast kary finansowe nie są według mnie żadną sankcją. Jeśli Canal Plus przeznacza na klub średnio 7 milionów złotych rocznie, to nawet jeśli zapłaci on karę 4 miliony złotych, to i tak jeszcze będzie miał z tego zysk. Uważam, że tak nie może być. Trudno też mi się zgodzić na ligę, w której gra dwanaście zespołów. W żadnym europejskim kraju liczącym się w piłce nożnej nie ma rozgrywek ekstraklasy z tak małą liczbą drużyn. Nie będzie nam jakaś stacja telewizyjna dyktować, ile drużyn ma grać w pierwszej lidze, a ile nie. Myślę, że wiele spraw drążących nasz futbol, także na tym zjeździe, można byłoby załatwić szybciej i łatwiej, gdyby między Ekstraklasą SA i Polskim Związkiem Piłki Nożnej nie było różnicy interesów.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL