Wiadomości

Nowy wizerunek lewicy

Rzeczpospolita
Wojciech Olejniczak, szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej o rozstaniu z demokratami, poszukiwaniu szyldu dla lewicy i Józefie Oleksym, który mógłby wrócić do partii
Rz: Czy podejmując decyzję o zakończeniu współpracy z Partią Demokratyczną, spodziewał się pan, że wywoła ona tak gorącą krytykę na lewicy?
Wojciech Olejniczak: Spodziewałem się krytyki, choć nie z wewnątrz SLD. Ale nie robię z tego problemu. Mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie. Między lewicą a PiS i PO toczy się poważny spór polityczny. Prawica dąży do obniżenia podatków dla najbogatszych. Uchwaliła odpisy podatkowe na dzieci, z których nie skorzystają ludzie najmniej zarabiający. Lewica musi podkreślać, że chce innych rozwiązań. I właśnie potrzeba tej czytelności była głównym powodem zakończenia współpracy z demokratami. Podejmując tę decyzję na dwa miesiące przed kongresem SLD, naraził się pan na zarzut, że chodziło panu jedynie o utrzymanie stanowiska szefa partii.
Forma, styl czy termin zerwania koalicji zawsze byłyby kontrowersyjne. Ale jego słuszności nikt nie kwestionuje. W 2006 r. decyzja o zawiązaniu koalicji z PD była właściwa. Jednak sytuacja się zmieniła. W 2007 r. skończyła się walka z PiS. Teraz nadchodzą wybory do Parlamentu Europejskiego i do samorządów. Nasi kandydaci muszą mieć czytelny lewicowy program. Musimy być realną alternatywą dla PiS i PO. Wybrał pan jednak skrajną formę załatwienia tej sprawy. Przyjąłem formę adekwatną do sytuacji. Wewnątrz SLD odbywała się poważna debata o dalszej współpracy z PD, która zaowocowała decyzją Rady Krajowej. Mamy trzy i pół roku do wyborów parlamentarnych na zbudowanie czytelnego wizerunku lewicy. Naszym hasłem powinno być „konsekwentna lewica“. Opinia publiczna jest po naszej stronie. Jeżeli każdy z nas pojedzie w teren raz w tygodniu, w ciągu roku odwiedzimy każdą gminę Rozstanie z demokratami nie przyniosło wam żadnych zysków. Poparcie dla was nie drgnęło. Ale też nic nie straciliśmy. Teraz mamy czas na pracę i poszerzenie bazy społecznej. Spotykamy się z ZNP, OPZZ i innymi związkami zawodowymi. Ci, którzy krytykują rozstanie z PD, mówią, że zamiast otwierać się na środowiska, zamyka pan całą formację w lewicowej niszy. Nie zgadzam się z tą oceną. Otwieramy się na wiele środowisk – na młodych ludzi, emerytów, samorządowców. Mamy z czym wyjść do ludzi. Przygotowaliśmy projekty ustaw np. o minimalnych rentach i emeryturach, o dofinansowaniu środków antykoncepcyjnych. Stworzymy w kierownictwie partii grupę 20 – 30 osób dobrze przygotowanych pod względem merytorycznym, które będą jeździły po kraju. Jeżeli każdy z nas pojedzie w teren tylko raz w tygodniu, w ciągu roku odwiedzimy każdą gminę. Obowiązuje dewiza – wszystkie ręce na pokład. Każdy się przyda. Kiedyś już pan to mówił, a później okazało się, że nie mogą to być ani ręce Leszka Millera, ani Marka Dyducha, ani Józefa Oleksego. Miller i Dyduch należą już do innych partii. Ale Józef Oleksy to osobna historia. Został źle potraktowany i było mi żal, że musiał odejść z partii z powodu chwili słabości. Zawsze uważałem, że warto słuchać jego głosu. Może wrócić do SLD? Sprawa jego powrotu do SLD jest otwarta. Co się stanie z szyldem LiD? Chyba nie będziecie się z przy nim upierać? Nie będziemy trwali przy tym szyldzie. Sprawę rozwiążemy na następnym posiedzeniu Sejmu tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Ale szyld to rzecz drugorzędna. Nic nie jest wart, jeżeli nie idzie za nim treść, pomysł czy konkretna propozycja dla ludzi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL