fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Pompką w głowę w Dublinie

Sławomir Peszko i inni zawodnicy z formacji ofensywnej byli w meczu z Irlandią momentami bezradni
PAP/Bartłomiej Zborowski
Adam Nawałka stworzył zespół dobry w defensywie, ale zbyt często bezradny w ataku.

Druga połowa meczu w Dublinie przypominała w wykonaniu reprezentacji Polski dość nieudolną próbę gry w rugby. Gdy tylko nasi obrońcy przechwytywali piłkę, natychmiast mocnym kopnięciem posyłali ją do przodu. Byle dalej i wyżej leciała. Jakby czekali aż Robert Lewandowski lub Arkadiusz Milik złapią ją w ręce i pobiegną wykonać przyłożenie. 
Druga linia w meczu z Irlandią po prostu nie istniała, a pomocnicy mogli nabawić się urazu szyi zadzierając głowy w górę i obserwując jak piłka lata w przestworzach. 

Peleton nie odjechał

- Szanuję punkt zdobyty w Irlandii, bo może się okazać bardzo ważny. Porównuję te eliminacje do wieloetapowego wyścigu kolarskiego. To był trudny etap, dostaliśmy pompką po głowie, ale peleton nam nie odjechał – barwnie porównuje Marcin Żewłakow. – Zabrakło w drugiej połowie piłkarza, który byłby w stanie przenieść grę na połowę rywala. W obronie było dobrze, Irlandczycy, podobnie jak my, tak naprawdę nie stworzyli sobie żadnej sytuacji. 

O braku kreatywności w drużynie Adama Nawałki mówiło się jeszcze przed rozpoczęciem eliminacji, ale usta krytykom zamknął mecz z Niemcami. Okazało się, że selekcjoner największą słabość zespołu potrafił przemienić w atut. Mistrzowie świata atakowali, a Polacy bronili się i wyprowadzali kontry.

Można zapytać: skoro taki sposób gry okazał się skuteczny na najlepszą drużynę globu, to dlaczego nie zdał egzaminu w starciach ze słabszymi rywalami? Otóż dlatego, że z nimi trzeba jednak chwilami pograć w piłkę.

A to wychodziło słabo już w meczu ze Szkocją, trzy dni po wiktorii nad Niemcami. Wtedy wszyscy jeszcze byli oślepieni historycznym zwycięstwem i mało kto odważył  się poddawać w wątpliwość pomysły selekcjonera. Następnie przyszła gładka wygrana z Gruzją (w innym ustawienieniu taktycznym – z ofensywnym środkowym pomocnikiem Sebastianem Milą w pierwszym składzie) i dopiero strata punktów w Dublinie otwiera dyskusję na nowo.

W meczu z Irlandią środkowi pomocnicy reprezentacji Polski – zawodnicy o wyjątkowo defensywnych charakterystykach – wykonali 48 prób podań (według statystyk UEFA.com). Grzegorz Krychowiak podawał 34 razy (27 celnych zagrań), a Tomasz Jodłowiec 14 (13). To zatrważająco słaby wynik.

Oczywiście porównywanie naszych zawodników do Andresa Iniesty wielkiego sensu nie ma, ale Hiszpan w niedawnym meczu Ligi Mistrzów z Manchesterem City miał 98 podań (z blisko 94 procentową skutecznością).

Podobne statystyki zanotowali obaj nasi defensywni pomocnicy w spotkaniu z Niemcami: Krychowiak 29 podań (26 celnych), Jodłowiec 24 (16). Z mistrzami świata jednak faktycznie trzeba się było koncentrować na obronie i niszczeniu tego, co próbowali zbudować. 
Nic nie tłumaczy jednak takiego podejścia w spotkaniu z Irlandią. Tymczasem zawodnicy Nawałki nie stworzyli w Dublinie ani jednej groźnej sytuacji. Gol dla reprezentacji Polski nie padł po akcji zespołowej, ale po tym, jak dwóch skrzydłowych – Maciej Rybus i Sławomir Peszko – zaatakowało rywala przed jego polem karnym. Zabrali mu piłkę i Peszko z ostrego kąta wpakował ją do siatki.

Stare koszmary

Liczba strzałów Lewandowskiego? Jeden – niecelny, w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Liczba strzałów Arkadiusza Milika czyli drugiego z napastników, których powinni obsługiwać pomocnicy? Zero. Liczba strzałów celnych całej reprezentacji? Dwa. Pierwszy to gol Peszki w 26. minucie, drugi to uderzenie Sebastiana Mili 120 sekund po wyrównaniu przez Irlandczyków.

- Wróciły stare koszmary – mówi Andrzej Iwan. – Nie było w ogóle gry środkiem pola. Tomek Jodłowiec miał słaby dzień. Robert Lewandowski był całkowicie odcięty od podań i jednego z najlepszych napastników Europy możemy po tym meczu oceniać wyłącznie na podstawie tego jak harował w defensywie. Bo z przodu nie zrobił nic. Irlandczycy rzucili się w drugiej połowie na nas wszystkimi siłami, to powinno być wodą na nasz młyn. Powinniśmy byli w tym meczu wyprowadzić sześć-siedem kontrataków. Nie wyprowadziliśmy żadnego.

Problem w tym, że selekcjoner nie za bardzo ma spośród kogo wybierać, jeśli chodzi o kreatywnych zawodników w środku pola. Mateusz Klich, nawet mimo zmiany zimą klubu, wciąż w Kaiserslautern gra zbyt mało. Piotr Zieliński też nie jest dostrzegany we włoskim Empoli, Eugen Polanski - zdecydowanie bardziej kreatywny od Jodłowca - gniewa się na Nawałkę. Z kolei Nawałka nie przepada za Ludovikiem Obraniakiem, który zimą przeszedł do Turcji i wiedzie mu się nieźle. Inna sprawa, że Francuz z polskim paszportem nigdy w kadrze – poza pierwszymi meczami – nie grał dobrze. Podobnie jak Adrian Mierzejewski powoływany przez wszystkich selekcjonerów.

- Brakowało Jakuba Błaszczykowskiego – mówi Żewłakow. – To najbardziej kreatywny z naszych zawodników. Jeśli jednak nie był powołany, to może wcześniej na boisku powinien pojawić się Sebastian Mila – zastanawia się były reprezentant Polski. 
- Nawałka musi szukać. Z Irlandią u siebie i na wyjeździe ze Szkocją będziemy musieli wziąć sprawy we własne ręce, grać. Za podwójną gardą można schować się tylko raz: w rewanżu z Niemcami. Z Gruzją zagraliśmy z wysuniętym do przedu Lewandowskim, Milikiem na skrzydle i Milą jako ofensywnym pomocnikiem. Liczyłem na to, że chociaż przez chwilę w Dublinie też tak zagramy. Czekam wciąż na powrót Piotra Zielińskiego do reprezentacji – mówi Iwan.

Następny mecz drużynaNawałki gra u siebie z Gruzją, 13 czerwca. Selekcjoner musi do tego czasu opracować plan jak zwiększyć kreatywność swojego zespołu. W drugiej połowie w Dublinie nasi piłkarze wymienili zaledwie 23 podania na połowie przeciwnika. To wynik poniżej przyzwoitości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA