Świat

Śmierć albo wybrzeże Europy

Guardia Civil obserwuje imigrantów starających się przedostać z Maroka do hiszpańskiej enklawy Melilla w lutym tego roku
AFP
Uratowaliśmy w ubiegłym roku na morzu 4 tys. imigrantów – mówi Fabrice Leggeri, szef unijnej agencji ochrony granic Frontex. Ale zdaniem ONZ drugie tyle zginęło.

Rzeczpospolita: Nie ma dziś na świecie bardziej niebezpiecznej drogi dla imigrantów niż ta z Libii do Włoch przez Morze Śródziemne. Tak twierdzą eksperci Organizacji Narodów Zjednoczonych. Frontex nie może tej tragedii powstrzymać?

Fabrice Leggeri: Sytuacja jest tak trudna dlatego, że do Libii przyjeżdżają emigranci z całej Afryki, z Azji, niemal z całego świata. Wiedzą, że stąd mogą stosunkowo łatwo przedostać się do Europy. Od dwóch lat w Libii nie ma rządu, państwo upadło. Nikt nie przeciwdziała kryminalnym grupom przemytników. To ogromne wyzwanie.

Jak odbywa się przeprawa do Europy?

Na małych, dziesięciometrowych, drewnianych stateczkach rybackich, na których upycha się po 100 osób. Ale nawet to nie jest pewne. W Libii zaczyna brakować łodzi rybackich, więc coraz częściej imigranci próbują sforsować morze na zwykłych pontonach. Płyną bez kamizelek ratunkowych, jedzenia, z minimalną ilością wody. Chodzi o ograniczenie ciężaru. Taka przeprawa trwa cztery–pięć dni, nieraz przez wzburzone morze, przy bardzo trudnych warunkach pogodowych.

Ile za taką przeprawę domagają się przemytnicy?

Około 2 tysięcy euro.

Czy można temu przeciwdziałać?

1 listopada zeszłego roku Frontex uruchomił misję ratowania imigrantów Triton. Udało nam się zapobiec śmierci przeszło 4 tysięcy osób. To około 1/3 wszystkich uratowanych na Morzu Śródziemnym imigrantów. Działamy u południowych wybrzeży Włoch. Operacją dowodzi włoska armia, to jej zwierzchnicy wskazują, gdzie mają patrolować nasze statki, samoloty. Kiedy widzimy ponton czy podejrzany statek, mobilizujemy większe środki, aby ratować ludzi. Przeważnie dzieje się to blisko wybrzeży Libii, jakieś 50–60 km.

Brytyjczycy nie uczestniczą w misji Frontexu, bo uważają, że taka akcja tylko zachęca nielegalnych imigrantów do podjęcia próby przebicia się do Europy.

Z jednej strony ludzie, którzy mają prawo do azylu w Europie, powinni mieć dostęp do krajów Unii, z drugiej trzeba ratować wszystkich, którym grozi utonięcie w morzu. Przy tym wszystkim zaś nielegalna imigracja ekonomiczna musi być powstrzymana. Pogodzenie tego nie jest łatwe.

Jak wiele osób próbuje się przedostać z Libii do Włoch?

Libia stała się zdecydowanie najważniejszą drogą do Europy dla nielegalnych imigrantów. W ubiegłym roku na 280 tys. osób, które zostały zatrzymane na próbie przedostania się bez dokumentów do Unii, aż 170 tys. przybyło morzem właśnie z  Libii. To trzykrotnie więcej niż rok wcześniej. A w styczniu i lutym tego roku obserwujemy dalszy wzrost o 9 proc. liczby uciekinierów w stosunku do tego samego okresu 2014 r.

Ta fala będzie więc dalej narastać?

Słyszymy od naszych informatorów, że w Libii do przeprawy szykuje się teraz od 500 tys. do 1 mln osób. Ale ci ludzie nieraz czekają dwa lata na okazję.

Są jeszcze inne ważne drogi przemytu imigrantów do Europy?

Inny szlak wiedzie przez Turcję do Grecji, Bułgarii, na południe Włoch. Jednak w ubiegłym roku zatrzymano tu nie więcej niż 50 tys. imigrantów. W tej sprawie bardzo blisko współpracujemy z Turcją. Gwałtownie (do około 40 tys.) wzrosła natomiast liczba imigrantów, którzy próbują się przedostać drogą lądową przez Bałkany i dalej przez Węgry aż do Niemiec. Znacznie mniejszym problemem są imigranci, którzy starają się sforsować granicę Maroka z hiszpańskimi enklawami Ceuta i Melilla. Osobnym problemem są natomiast ci, którzy przyjeżdżają z legalną wizą turystyczną, ale później zostają w Unii. Aby to zjawisko zminimalizować, staramy się sprawdzać, czy kraje członkowskie wydają wizy zgodnie z unijnymi wytycznymi.

Wojna na Ukrainie nie uruchomiła lawiny imigrantów?

Na razie na granicy Polski i Słowacji nie widzimy znaczącego wzrostu liczby imigrantów. Nic nadzwyczajnego nie dzieje się także na granicy Polski z Rosją i Białorusią oraz Rosji z Finlandią i krajami bałtyckimi.

Imigranci, którym udało się przedostać przez morze do Europy, już tu zostają?

To zależy. Aż 95 proc. Syryjczyków dostaje prawo azylu, i to w mniej niż sześć miesięcy. Ale gdy w lutym byłem na Sycylii, spotkałem właściwie tylko imigrantów ekonomicznych z Senegalu i innych frankofońskich krajów Afryki Zachodniej, czasem Tunezji, Algierii. Zgodnie z prawem europejskim ci ludzie powinni zostać odesłani poza Unię, najlepiej do swoich macierzystych krajów.

To jednak trochę jak walka Don Kichota z wiatrakami: przyrost demograficzny i skala biedy w Afryce są tak duże, że strumień migracji do Europy może się tylko nasilać. Frontex ma środki, aby temu przeciwdziałać?

Nie tylko my jesteśmy odpowiedzialni za ochronę granic zewnętrznych strefy Schengen, to także zadanie służb granicznych poszczególnych krajów Unii. Frontex ma do dyspozycji 115 mln euro rocznie. Ponadto w budżecie Unii na lata 2014–2020 zarezerwowano 1,2 mld euro na wzmocnienie granic zewnętrznych, konsulatów, straży granicznych.

To niewielkie środki, biorąc pod uwagę, że chodzi o siedem lat i ogromny obszar. Włosi uważają, że kraje północnej Europy nie są z nimi wystarczająco solidarne w staraniach o ochronę wspólnej europejskiej granicy.

Umowa z Schengen została zawarta 30 lat temu przez Francję, Niemcy i kraje Beneluksu w zupełnie innym świecie. Wtedy było trochę imigrantów zza żelaznej kurtyny, trochę z Ameryki Łacińskiej. Dziś mamy wojnę w Syrii, Iraku, jest Państwo Islamskie, Libia się rozpadła, Erytrea to rodzaj afrykańskiej Korei Północnej, Somalia od lat jest państwem upadłym. Presja migracyjna na Europę jest więc ogromna. Tym bardziej że mamy w Afryce trudną sytuację gospodarczą przy eksplozji demograficznej. Mimo to zasady działania Schengen od początku zasadniczo się nie zmieniły.

Może należałoby przywrócić kontrole na granicach narodowych? W ramach tego samego obszaru Niemcy wydają kilkadziesiąt razy więcej zgód na azyl niż na przykład Polska, bo mają o wiele bardziej liberalną politykę. Czy taki układ można utrzymać?

Przywrócenie kontroli byłoby ogromnym błędem, tego zresztą nie da się już zrobić. W dorosłość wchodzi całe pokolenie Europejczyków, dla których swoboda podróżowania po kontynencie to oczywistość, coś, czego nie można cofnąć. Ale rzeczywiście znaleźliśmy się w sytuacji kogoś, kto przekracza rzekę i jest teraz na samym jej środku. To niezbyt komfortowy układ. Z jednej strony mamy za sobą wielkie osiągnięcia, których zazdrości nam świat: współpracę policji, wymiaru sprawiedliwości, systemu wydawania wiz. Z drugiej wciąż bardzo różne są polityki migracyjne, azylowe, a każde państwo jest zasadniczo odpowiedzialne za kontrolę własnych granic. To nie są łatwe sprawy, bo dotyczą wrażliwych aspektów suwerenności narodowej.

W jaki zatem sposób można ograniczyć tragedie imigrantów, jakich jesteśmy świadkami przy przeprawach między Libią i Włochami?

Chcemy to robić stopniowo, krok po kroku. Dziś pięć–sześć krajów przyznaje 3 praw do azylu w Unii. To np. Niemcy, Szwecja, Francja. I tego szybko się nie zmieni. Ale Frontex zaproponował choćby budowę europejskiego systemu odcisków palców imigrantów, aby można było lepiej koordynować decyzje dotyczące osób występujących o azyl. Komisja Europejska zaproponowała także stworzenie ośrodków dla imigrantów poza granicami Unii. Dzięki temu np. Syryjczycy mogliby się ubiegać o azyl bez konieczności podejmowania ryzykownej przeprawy przez morze i kiedy już go dostaną – w godnych warunkach przyjechać do Europy.

Od dziesięciu lat agencja Frontex ma siedzibę w Warszawie, ale czy Polska wspiera misję Triton na Morzu Śródziemnym?

Polacy zaoferowali nam usługi ekspertów. Koszty ich pracy będą zresztą zwrócone z naszego budżetu.

To nie za mało jak na jeden z sześciu największych krajów Unii?

Polskie władze zapowiedziały, że będą w tej sprawie bardziej aktywne. Zresztą zgodnie z unijną zasadą za imigrantów jest odpowiedzialny ten kraj Unii, do którego przybyli oni w pierwszej kolejności. Jeśli więc jutro ruszy fala, powiedzmy, 50 tys. imigrantów z Ukrainy, to będzie się tym musiała zająć przede wszystkim Polska, licząc na solidarność innych krajów Unii, także Włoch.

—rozmawiał Jędrzej Bielecki

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL