Wywiady

Laszlo Baranyay - EBI szuka w Polsce nowych partnerów

László Baranyay, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
materiały prasowe
Im więcej dobrych polskich projektów tym więcej naszego finansowania – mówi László Baranyay, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
W ubiegłym roku Europejski Bank Inwestycyjny wypłacił w Polsce 6 mld euro. To rekord, ale wartość nowych kontraktów w stosunku do poprzedniego roku nieco zmalała?
Nowe umowy podpisaliśmy na 5,5 mld euro i jednocześnie wypłaciliśmy 6 mld euro czyli rekordowo dużo. Różnica 100 mln euro w podpisanych kontraktach jest nikła i de facto oznacza jeden duży projekt. Nasze zaangażowanie w Polsce stale rośnie. Ten lekki spadek nie jest więc związany finiszem poprzedniej perspektywy budżetowej UE?
Nie, to nie miało znaczenia, ale na rozmowę o potrzebach Polski związanych z nowym budżetem UE jesteśmy gotowi. Prowadzimy intensywne dyskusje z polskim rządem na ten temat. Jak EBI ocenia potrzeby pożyczkowe naszego kraju w związku z tym, że Polska pozostanie największym odbiorcą pomocy z unijnej polityki spójności, co oznacza napływ kolejnych miliardów euro, ale i konieczność wyłożenia wkładu własnego? Polska gospodarka jest na ścieżce wzrostu. Notujecie wraz z Węgrami i Słowacją jeden z największych wzrostów PKB w Unii Europejskiej. Po drugie, wasza gospodarka nie jest małą, a w kategoriach europejskich średnią czy nawet dużą. Dlatego nasza współpraca jest ważna dla wszystkich stron także dla Komisji Europejskiej, która zapewnia Polsce dotacje. My chcemy wspierać zarówno sektor publiczny, w tym samorządy, jak i prywatny, w szczególności MŚP. Nasze finansowanie jest atrakcyjne. Współfinansujemy także projekty w Polsce, które otrzymały wsparcie z funduszy strukturalnych i tym samym pomagamy jeszcze lepiej wykorzystać fundusze unijne. Pożyczacie w Polsce coraz więcej. Jest jakiś limit pomocy dla naszego kraju? Jesteśmy bankiem Unii Europejskiej i nie mamy żadnych limitów krajowych. Oczywiście UE ma 28 państw członkowskich. Niektóre z nich są w trudnej sytuacji co przekłada się na wartość pomocy, ale jako bank mamy oczywiście swą politykę oceny ryzyka. Polska nie zalicza się do ryzykownych krajów i sytuację można streścić następująco – im więcej dobrych polskich projektów tym więcej naszego finansowania. Dotychczas EBI wspierał polski rząd, samorządy i firmy. Kto będzie waszą główną grupą klientów w okresie 2014-2020? Współpracę z tymi grupami mamy bardzo dobrze zorganizowaną. Łatwo jest więc ją kontynuować. Chcielibyśmy jeszcze bardziej zintensyfikować współpracę z polskimi miastami i wspierać ich rozwój. W sektorze prywatnym jesteśmy otwarci na firmy krajowe, jak i międzynarodowe. Część krajowych firm wciąż nas nie zna i nie wie, że EBI może finansować ich inwestycje na bardzo korzystnych warunkach. Szukamy też zupełnie nowych partnerów np. wśród firm innowacyjnych, w sektorze badawczo-rozwojowym, który w Polsce ma duży potencjał, ale nie zawsze znajduje dobre źródło finasowania projektów i te lukę chcielibyśmy wypełnić. Dwa lata temu udzieliliśmy kredytu na modernizacje pięciu polskich szpitali uniwersyteckich, szczególnie na ich badania kliniczne. Nasze rozeznanie rynku w Polsce jest naprawdę dobre. Zidentyfikowaliśmy wszystkie najważniejsze grupy klientów. A które sektory będzie preferować? Na pewno infrastrukturę czyli transport i energetykę, efektywność energetyczną, w tym duże firmy działające w tej branży. Rozmawiamy też o portach morskich oraz lotniskach. W przypadku tych ostatnich chodzi o projekty zwiększające ich przepustowość. Nie zapominamy też o samorządach i innowacjach. Nie działamy jednak tak, że na początku roku zakładamy sobie wejście w wybrane sektory. Obserwujemy rynek i odpowiadamy na jego zapotrzebowanie. Jeśli przychodzą do nas partnerzy z Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju z projektami drogowymi to finansujemy drogi. Oczywiście chętnie dzielimy się naszym punktem widzenia, ale nie ustanawiamy własnych, sztywnych reguł, których się trzymamy. Jako bank staramy się być coraz bardziej zorientowani na klientów i odpowiedzieć na ich realne potrzeby. Jak pan widzi perspektywy rozwoju Polski? Rozwijacie się szybko. Wasz wzrost wynosi ok. 3 proc. rocznie. To europejski szczyt. Przed Polską są całkiem dobre perspektywy. Rozwijamy współpracę z wami i ciągle widzę miejsce na jej poszerzenie. A co by doradził pan Polsce w kwestii wejścia do strefy euro? Nie chciałbym dawać rad polskiemu rządowi, choć jest to na pewno bardzo ciekawa kwestia. Sterowanie polityką monetarną przez krajowy bank centralny czasem jest przewagą, a czasem nie. Wasza polityka monetarna była ostatnio sukcesem. Są też inne kraje takie jak Dania czy Szwecja pozostające poza strefą euro, które dobrze sobie radzą. Strefa euro jest jednak silna i ostatecznie wszystkie kraje UE powinny się w niej znaleźć, choć nie podałbym tu żadnej granicznej daty. Wspomniał pan wcześniej o krajach w trudnej sytuacji. Pomoc dla Grecji powinna być kontynuowana? Wasza pomoc tam wzrasta... Jest umowa Komisji Europejskiej i innych instytucji finansujących z rządem Grecji. Pytanie jak nowy rząd grecki wypełni swe zobowiązania i obietnice. Myślę, że główny problem Grecji to nie współpraca jej rządu z instytucjami europejskimi, ale oczekiwania głosujących. Głosujący w Grecji mocno wspierają rząd grecki, licząc prawdopodobnie na zelżenie warunków codziennego życia. Nie jestem pewien, czy będzie to możliwe. Sytuacja ekonomiczna Grecji jest nie tylko wrażliwa, ale i niełatwa. My finansujemy w Grecji inwestycje, a nie rząd. To zadanie dla innych instytucji finansowych. Na razie nie mamy problemów ze spłatą naszych kredytów. Finansujecie też projekty na Ukrainie? Realizujemy plan dla Ukrainy na lata 2014-2016. Zakłada on pomoc w wysokości 3 mld euro po ok. 1 mld euro na rok. W zeszłym roku podpisaliśmy umowy na 940 mln euro. W tym roku planujemy pożyczki na ponad 1 mld euro. Ale na to potrzebujemy dobrych projektów. Te dotychczasowe dotyczyły m.in. inwestycji w energetykę, transport i sektor rolno-spożywczy. Niestety teraz kluczowym problemem na Ukrainie nie jest finansowanie inwestycji, a finansowanie codziennej działalności państwa. Które nie ma płynności finansowej... ...i dlatego tak ważna była nowa umowa rządu ukraińskiego z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Obie strony ją podpisały, ale nie chodzi tylko o podpisy, ale o realizację. To nie jest łatwa sprawa. Podam tylko jeden przykład. Ceny gazu dla gospodarstw domowych są teraz subsydiowane przez rząd. Największa firma gazowa Ukrainy odnotowała wielką stratę. Jak ją teraz zredukować? Podnosząc ceny dla gospodarstw, ale to bardzo trudne politycznie. Z naszej strony staramy się pomóc, wspierając np. modernizację rurociągu gazowego na Ukrainie, która ma docelowo obniżyć koszty transportu gazu naturalnego z Rosji. Bolączką Ukrainy jest też korupcja. Czas nie tylko na decyzje, ale i działanie. Sytuacja Ukrainy jest bardzo trudna, głównie na poziomie politycznym. My działamy finansując inwestycje i na podstawie mandatu Partnerstwa Wschodniego oraz gwarancji Komisji Europejskiej. To nasze zadanie. Komisja Europejska pracuje nad Europejskim Funduszem Inwestycji Strategicznych, który ma realizować tzw. plan Junckera. Przewidziano też rolę dla EBI. Powołanie nowego funduszu to dobry pomysł? Bardzo dobry. Mamy dużą lukę inwestycyjną. Chcemy znaleźć rozwiązanie i ją wypełnić. Plan Junckera to pierwsza część rozwiązania. Druga to m.in. nowe regulacje, doradztwo jak najlepiej finansować bardziej ryzykowne projekty. Razem to wielka szansa dla Europy. To możliwość konkurowania z dużymi krajami ze wschodniej części świata jak Korea Południowa czy Indie. Musimy też nadążać za rozwojem USA, które są w lepszej sytuacji ekonomicznej niż Europa. Bez wprowadzenia planu Junckera będzie to trudne. To kwestia naszej przyszłości.

CV

László Baranyay, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego (od 1 września 2013 r.). Odpowiada m.in. za finansowanie operacji w Polsce, na Słowacji, w Słowenii, na Węgrzech, Białorusi i Ukrainie. Przez większą cześć kariery zawodowej związany z MFB Węgierskim Bankiem Rozwoju, gdzie ostatnio (2010-2013) był prezesem. W latach 2002-2010 członek rady nadzorczej Narodowego Banku Węgier. Ukończył Uniwersytet Ekonomiczny w Budapeszcie.
Źródło: ekonomia.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL