Film

Hollender i Marczyński piszą o Sąsiadach

Marek Dyjak (Ważniak)
kino świat
Pro i kontra. „Sąsiady” – film, którym Grzegorz Królikiewicz wraca na ekrany, skrajnie oceniają recenzenci „Rzeczpospolitej”. Zapraszamy do udziału w konkursie, w którym można wygrać podwójne zaproszenia na film.

Barbara Hollender

To pierwszy film fabularny Królikiewicza od 20 lat. Kino odrębne, inne od tego, które trafia dziś na ekrany. Ważny głos o ludziach, którzy po transformacji zostali wyrzuceni na margines. O Polsce.

Stylistyka filmu Królikiewicza nie jest łatwa. Mnie ona fascynuje, ale nawet jeśli komuś nie odpowiada, nie wypada lekceważąco machnąć ręką. Kiedy artysta tej miary robi fabułę po długim okresie, w którym komentował dzień dzisiejszy i historię jako dokumentalista, to znaczy, że ma coś istotnego do powiedzenia.

Przez wąski prześwit między dwiema kamienicami idzie człowiek. Ku światłu. Ma to wymiar symboliczny. Ale reżyser portretuje tych, którzy przez tę szczelinę się nie przedrą. W ich świecie, pełnym biedy, czas się zatrzymał. Gdzieś między rokiem 1950 a nowym wiekiem. Tytułowe „sąsiady" to ludzie prości, ale mający swoją moralność i swoje niepisane prawa. Tu żona robi mężowi wyrzuty, że od ślubu jej nie pobił. Inni biją, znaczy, że kochają. Ksiądz przychodzi do prostytutki, która – chcąc go uwieść – przebiera się za zakonnicę. Ktoś stoi we wrzącej od agresji kolejce po wigilijnego karpia, gdzie pada żart: „Znaleźli sposób na niedożywienie i bezrobocie: niech głodni zjedzą bezrobotnych". Zdradzana żona beznadziejnie kocha męża, ale uderzy go, gdy będzie znęcał się nad własną matką.

Ekranizując opowiadania Adriana Markowskiego, reżyser nie roztkliwia się nad swoimi bohaterami. Przypomina, że ludzie tacy są. I też kochają, cierpią, tęsknią. Żyją własnym życiem, odgrodzeni od nowoczesności. Nie buntują się. Bo i o czym mieliby marzyć? Na ich odrapane podwórko nie docierają reklamy wakacji pod palmami. Ta codzienność siermiężna i beznadziejna jest wszystkim, co znają.

Inny świat zagląda tu czasem jak do rezerwatu. Słynny lekarz patrzy na „tubylców" jak na prymitywne eksponaty. Zamyka miejscową przychodnię: zapijaczeni biedacy to nie są jego pacjenci. Królikiewicz pokazuje obojętność, a nawet pogardę elit. Ale przecież nie robi kina społecznego, interwencyjnego. Opowiada o losie wykluczonych. Ludzkim losie. Zatrudniając wśród amatorów również celebrytów, kpi z powodzenia: każdy może kiedyś zostać na takim podwórku zapomnianym przez Boga.

Autor tak ważnych filmów jak „Na wylot", „Tańczący jastrząb", „Przypadek Pekosińskiego" potrafi szorstkie spojrzenie na rzeczywistość nasycić poezją. I jak zawsze prowokuje, wyrywa widzów z samozadowolenia. To niezwykle oryginalny artysta. Odważny, mówiący własnym głosem, niesztampowy. Przyzwyczajeni do estetyki telewizyjnych tasiemców nie odwracajmy się od takiej sztuki. Tak naprawdę tylko ona zostaje w nas na dłużej.

Jacek Marczyński

Grzegorz Królikiewicz jest ponoć wizjonerem polskiego kina, ale w „Sąsiadach" jego wizje działają na widza zaledwie kilka minut. Potem ich ubóstwo po prostu zaczyna śmiertelnie nudzić.

Nakręcił ten film po 20 latach rozwodu z kinem fabularnym i to widać, „Sąsiady" są dziełem mocno spóźnionym. Kiedy reżyser milczał, inni twórcy (również ci, których on z sukcesem wykształcił w łódzkiej szkole) wielokrotnie zajmowali się tą Polską, do której nie dotarły przemiany. Portretowali ludzi niedających sobie rady w nowej rzeczywistości, wyrzuconych na margines, bezradnych. I robili to niejednokrotnie ciekawiej i wnikliwiej niż teraz Grzegorz Królikiewicz.

Można powiedzieć, że „Sąsiady" nie są filmem społecznym, że Królikiewicz, z lubością pokazując w kadrach liszajowate mury zaniedbanych kamienic Łodzi, kreuje własny świat. I zaciera granice między realizmem a kreacją. Pokazuje męża udającego, że regularnie bije żonę, by w ten sposób zyskać uznanie sąsiadów, ale także lekarza noblistę dokonującego na podwórku operacji wszczepienia nowego serca, nawiedzonego lokatora czy ekspedientki sprzedające zamiast świątecznego karpia króliki znoszące pisanki.

Królikiewicz próbował połączyć w „Sąsiadach" groteskę z moralitetem, czego kwintesencją jest rozmowa prostytutki (Anna Mucha) z księdzem granym przez Mariusza Pudzianowskiego. Jego muskuły wręcz rozrywają przyciasną na grzbiecie sutannę. Ten rodzaj kreacyjności kompletnie jednak nie zadziałał z dwóch przynajmniej powodów.

„Sąsiady", składające się z ciągu miniopowieści, są filmem bez tempa i wyrazistej narracji. Kolejne historyjki i postaci zaczynają nużyć, kamera przenosi się do kolejnego mieszkania, ale ta wędrówka nie wnosi nic nowego do obrazu świata. Tym bardziej – i to jest powód drugi – że nie ma w filmie prawdziwych ludzi, lecz jedynie marionetki, którymi reżyser porusza za pomocą niewidzialnych nitek.

Królikiewiczowi udało się zebrać grupę świetnych wykonawców. Mieli zapewne sporą frajdę, bo mogli pokazać się w zupełnie innym wcieleniu, niektórzy są tu wręcz nie do poznania. Niemniej obowiązuje ich podobny rodzaj gry jak w teatrze Janusza Wiśniewskiego, u którego aktor zostaje uwięziony w sidłach reżyserskiej konwencji.

Najbardziej zaś drażni natrętny symbol, który upodobał sobie Królikiewicz i do którego ciągle powraca. To szczelina jasnego światła między dwoma murami starych domów. Reżyser chce nam oczywiście w ten sposób zasugerować, że gdzieś jest inny świat. Może by więc wybrał się tam i poszukał innego tematu na kolejny film.

KONKURS

Dla naszych czytelników mamy pięć podwójnych zaproszeń na pokaz przedpremierowy filmu "Sąsiady" na 18 marca (środa) o godz. 20.15 w Kinotece, Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1 w Warszawie, sala 4.

18 marca - 5 podwójnych zaproszeń - (esemes o treści ZW.01.Imię Nazwisko)

Aby je wygrać, wyślij we wtorek (17 marca) esemes z danym kodem na nr 71601 (cena 1 zł plus VAT - 1,23 zł).

Wygrywa co drugi esemes z danym kodem wysłany na podany numer w godz. 11.00-13.00 w dniu 17 marca do momentu wyczerpania puli nagród (zaproszenie będzie można odebrać na miejscu w dniu wydarzenia, informacja o wygranej znajdzie się w esemesie zwrotnym).

Przeczytaj Regulamin Konkursu

Zobacz zwiastun filmu:

 

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL