Wybory Prezydenckie 2015

Wojciech Hermeliński: Głosy policzymy ręcznie

Fotorzepa/ Adam Burakowski
System informatyczny może nie być gotowy nawet na wybory parlamentarne – ujawnia szef PKW Wojciech Hermeliński.

"Rzeczpospolita": Czy wiadomo już, kto jest winny kompromitacji w ubiegłorocznych wyborach samorządowych?

Wojciech Hermeliński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, od grudnia zeszłego roku przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej:
W PKW są kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli, którzy badają nasze dokumenty. Potrwa to do końca marca. Sami zaś zleciliśmy audyt grupie profesorów z zakresu informatyki z różnych ośrodków uniwersyteckich. Mają sporządzić raport na temat przyczyn załamania się programu komputerowego do sumowania i przesyłania głosów.

Nie chciałbym formułować ostatecznych ocen, ale trudno zwalać całą winę na sędziów. Nadzór nad przebiegiem wyborów nie oznacza, że sędziowie mają się znać na wszystkich technicznych kwestiach.

Gdy zakończy się kontrola NIK i wewnętrzna, możliwe jest doniesienie do prokuratury?


Jeżeli z raportu NIK będzie wynikało, że nastąpiło niedopełnienie obowiązków w rozumieniu prawa karnego przez osobę, która nadzorowała system informatyczny, czyli szefa zespołu informatyków, to wtedy byłoby naszym obowiązkiem poinformowanie odpowiednich organów. Ta osoba już u nas nie pracuje.

Wyciągnęli państwo jakieś wnioski, tworząc system informatyczny na wybory prezydenckie i parlamentarne?

Nie współpracujemy już z zewnętrznymi firmami. Mamy w tej chwili bardzo zaawansowany program, stworzony własnymi siłami. Brakuje nam jeszcze kilku osób, żeby został profesjonalnie przygotowany. Są chętni do pracy, ale ustawa okołobudżetowa zamraża pieniądze na ich zatrudnienie. Podczas licznych rozmów z Ministerstwem Finansów napotykaliśmy silny opór. Dopiero ostatnio uzyskaliśmy zgodę na wykorzystanie niespełna 2 mln zł na wydatki związane z przygotowaniem programu komputerowego. Nie uda się jednak zakończyć nad nim prac na majowe wybory prezydenckie.

Wykorzystanie systemu komputerowego podczas jesiennych wyborów parlamentarnych stoi zaś pod znakiem zapytania, przez co oczekiwanie na ogłoszenie ich wyniku znów będzie musiało potrwać kilka dni dłużej niż zwykle.

Czy moglibyście zdążyć z systemem, gdyby ministerstwo nie blokowało pieniędzy?

Na wybory prezydenckie i tak byśmy nie zdążyli, ale one są dość proste do zliczenia. Byłaby szansa zdążyć na dużo bardziej skomplikowane wybory parlamentarne.

Resort nie chce też przyznać 3 mln zł na dodatkowe wynagrodzenie dla pracowników delegatur Krajowego Biura Wyborczego na czas wyborów. Argumentuje, że byłaby to forma ukrytych podwyżek płac, które w budżetówce są zamrożone.

Ma pan już pewność, że wady poprzedniego systemu informatycznego nie wypaczyły wyniku wyborów samorządowych?

Dopóki nie będzie opinii zespołu informatyków, nie ma takiej pewności. Jest też problem przyczyny głosów nieważnych. Ustawa nie pozwala ich zbadać.

Deklarował pan publicznie, że mogłaby to zbadać grupa naukowców.

Zgłosiełem inicjatywę przebadania losowych próbek głosów, ale przeanalizowaliśmy to na posiedzeniu PKW. Doszliśmy do wniosku ostatecznie, że ustawodawca nie życzy sobie tego, ponieważ taki przepis obowiązywał w poprzednich ordynacjach, a został usunięty w 2011 r.

Czyli nie ma już szans na społeczną weryfikację?

Liczyliśmy jeszcze na jakąś nowelę kodeksu wyborczego, ale prace parlamentarne toczą się dość opornie.

Co w takim razie z tymi głosami, które zgodnie z uchwałą poprzednich władz wyborczych są nadal przechowywane?

Nie mamy tytułu prawnego, żeby o tym decydować. Poprzednia komisja podjęła taką decyzję, ale ona wcale nie musiała być honorowana przez wójtów, burmistrzów i prezydentów, którzy głosy przechowują. Ślą do nas listy, co z nimi robić. Odpowiadamy, że mają stosować się do przepisów, które ich obowiązują, czyli nie można wykluczyć, że głosy są niszczone.

Jak odnosi się pan do postulatów dodatkowej kontroli wyborów, np. społecznej?

Rozmowy o obserwowaniu najbliższych wyborów w Polsce prowadzi z nami OBWE. Jej przedstawiciele gościli na ostatnim posiedzeniu Państwowej Komisji Wyborczej, pytali o nasze zdanie na ten temat. Uważam, że wybory prezydenckie są mniej skomplikowane niż samorządowe i obserwatorzy międzynarodowi nie są tak potrzebni, ale są mile widziani. My nie boimy się patrzenia na ręce.

Poprzednia PKW zalecała szefom lokalnych komisji, by nie zezwalali na robienie kopii protokołów przez mężów zaufania.

Nie widzę powodów wydawania takiego zakazu. Skoro umieszcza się protokoły na drzwiach komisji wyborczej, to nie ma przeszkód, żeby je dać do ręki.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL