fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Miłość nie zależy od wieku

Paulina Garcia (Gloria) i Sergio Hernandez (Rodolfo). „Gloria” od piątku w naszych kinach
ART
Życie po pięćdziesiątce w „Glorii" z brawurową, nagrodzoną w Berlinie rolą chilijskiej aktorki Pauliny Garcii.

To bardzo piękny film. Sebastian Lelio opowiada o samotności starzejącej się kobiety, o jej desperackim szukaniu intensywności życia, ale też o próbie zachowania własnej godności.

Dobiegająca sześćdziesiątki Gloria od dawna jest rozwódką. Jej dzieci mają już własne rodziny, własne problemy. Syna zostawiła właśnie żona, córka jest w ciąży ze Szwedem i zamierza wyjechać z nim do Europy. Oboje nie zawsze odbierają od matki telefon, nie zawsze do niej oddzwaniają.

Jak zagłuszyć pustkę

Gloria nie chce jednak czuć się zepchnięta na margines. Łapie się kurczowo życia, szuka szczypty szczęścia, zabawy, spełnienia. Jadąc samochodem, śpiewa przeboje Rolling Stonesów, ćwiczy jogę, po pracy chodzi do klubów i na dyskoteki, pije, pali, tańczy do upadłego, czasem pójdzie do łóżka z przypadkowo spotkanym facetem. Jakby próbowała samej sobie udowodnić, że świat wciąż może do niej należeć. Potem jednak wraca do swojego apartamentu, w którego pustkę wdziera się tylko co jakiś czas intruz – kot sąsiada. Wtedy już nie daje się zabić uczucia samotności.

Tak jest do czasu, gdy Gloria poznaje Rodolfo – starszego mężczyznę, dżentelmena, rozwiedzionego jak ona, zachwyconego jej witalnością i niezależnością. Są więc kolacje w eleganckich restauracjach, spotkania z przyjaciółmi, razem uprawiane sporty, poezja, wreszcie seks.

Ich romans ma jednak coraz więcej cieni. Rozmowy telefoniczne, które Rodolfo prowadzi ściszonym głosem, pojawiające się coraz częściej kłamstwo, bo on boi się przyznać córkom, że ma przyjaciółkę, powroty do rozwiedzionej żony, sytuacje, które Glorię rozczarowują i upokarzają.

W tle filmu Sebastiana Lelio jest Chile, z ulicznymi manifestacjami i niepokojami. Także dlatego, że Rodolfo jest emerytowanym wojskowym. Jaka była jego przeszłość? Co robił w latach 70.?

„Gloria" jest jednak opowieścią o uczuciach, które wbrew pozorom przeżywa się podobnie w wieku 20 i 60 lat. Bohaterowie mają za sobą szmat życia I rozmaite doświadczenie, ale nie dają sobie rady z emocjami. Dla Glorii w końcu jedno stanie się najważniejsze – ocalenie własnej godności.

Aktorska odwaga

– Gloria jest mi bliska – mówi Paulina Garcia, która za tę rolę dostała w 2013 roku Srebrnego Niedźwiedzia na berlińskim festiwalu. – Może najbardziej wtedy, gdy zaczyna rozumieć, że zamiast grać drugoplanowe role w życiu innych, powinna zacząć grać tę pierwszoplanową we własnym.

„Gloria" żyje właśnie dzięki Paulinie Garcii, która w Chile znana jest głównie jako aktorka i reżyserka teatralna. W filmie Lelio niemal nie schodzi z ekranu. Za wielkimi okularami kryje samotność swojej bohaterki, a za energią, która wydaje się ją rozpierać – ból. Jest zresztą odważna. Lelio z bliska podgląda seks uprawiany przez tych, którzy weszli już w jesień życia.

Opowieść Sebastiana Lelio wpisuje się w falę filmów o starszych ludziach, która ostatnio przeszła przez ekrany. Od komedii francuskich w stylu „Zamieszkajmy razem" Stephana Robelina przez amerykańskie melodramaty jak „Lepiej późno niż wcale" Nancy Meyers z Jackiem Nicholsonem i Diane Keaton aż do wybitnej „Miłości" Michaela Hanekego.

„Gloria" jest w tym nurcie filmem szczególnym. Dość okrutnym, a jednocześnie prawdziwym i delikatnym. Pokazuje tęsknotę za pełnią życia, ale też pyta o cenę, jaką można zapłacić za chwile szczęścia. Jest to pytanie ważne w każdym wieku.

Ameryka południowa w ofensywie

Stałymi bywalcami festiwali filmowych stali się dziś Brazylijczycy: Walter Sales, Fernando Meirelles, Fernado Eimbcke, Peruwianka Claudia Llosa, Argentyńczycy Rodrigo Moreno czy Daniel Burman, Meksykanie z Carlosem Reygadasem i Alejandro Gonzalezem Inarritu na czele. Na ostatnim festiwalu w Berlinie twórcy z tego kontynentu zdominowali galę nagród. Niedźwiedzia otrzymali: Jayro Bustamante z Gwatemali, reżyser „Wulkanu" o losie Indian, dla których czas się zatrzymał, a także dwaj Chilijczycy – Patricio Guzman, autor dokumentu „The Pearl Button" o wodach oceanu przy wybrzeżach Patagonii skrywających tajemnice przeszłości, oraz Pablo Larrain, którego „Klub" jest oskarżeniem Kościoła katolickiego o tuszowanie przewinień księży.

Nagrody dla Chilijczyków nie są zaskoczeniem. Kino z tego kraju to już nie tylko Alejandro Jodorovsky. Pojawiło się tam nowe interesujące pokolenie artystów. Film Pablo Larraina „No" był w 2012 roku nominowany do Oscara. Sebastian Lelio, autor „Glorii" zaistniał na międzynarodowym rynku, gdy pod nazwiskiem Sebastian Campos pokazał debiutancką „Świętą rodzinę". Polscy widzowie mogli oglądać film zwycięzcy festiwali w Rotterdamie i Wrocławiu, Dominga Sotomayora Castillo – „Od czwartku do niedzieli". Amatorzy kina południowoamerykańskiego znają takie nazwiska, jak: Boris Quercia, Sebastián Silva, Gonzalo Justiniano czy Andrés Wood. Chilijczykiem jest osiadły w Hiszpanii Alejandro Amenabar („W stronę morza", „Agora").

Twórcy chilijscy tworzą świeże kino. Jest w nim szczypta południowoamerykańskiego realizmu magicznego, ale znacznie więcej zwykłej, bardzo wnikliwej i odważnej obserwacji życia. —bh

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA