fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Piłkarscy chuligani: Europa znów ma problem

fot. Matthew Wilkinson
Flickr
Luty był miesiącem, w którym pseudokibice ponownie dali o sobie znać. Nie tylko w ligach, ale również w rozgrywkach międzynarodowych.

Szczególne kłopoty swojemu klubowi przysporzyli kibice Feyenoordu Rotterdam - zdemolowali Rzym przed pierwszym meczem z Romą. Sprawa nabrała wagi państwowej, a głos zabrał nawet premier Włoch. Matteo Renzi określił postawę Holendrów jako barbarzyństwo.

Jeszcze więcej problemów klub z Rotterdamu będzie miał po starciu rewanżowym. Zachowanie kibiców doprowadziło do dwukrotnego przerwania meczu. Najpierw na płycie boiska wylądował dmuchany balon w kształcie banana, który został rzucony w kierunku czarnoskórego Gervinho. W Holandii tłumaczą to jednak jako przypadek, bo tego typu rekwizyty towarzyszą fanom od lat. UEFA jest wyczulona na tego typu zdarzenia. Federacja dała sobie jednak więcej czasu do namysłu nad karą. Na niekorzyść Feyenoordu działać będzie druga sytuacja, kiedy sędzia zmuszony był wysłać piłkarzy do szatni na dłuższą chwilę, bo widzowierzucali na boisko różne przedmioty. Decyzja o karze zapadnie 19 marca.

Ustalono już karę dla Dynama Kijów. Kibicom z Ukrainy udzieliła się atmosfera panująca w ich ojczyźnie, o czym mówi Bertrand Desplat. - Zobaczyłem stadion w stanie wojny. To były wściekłe psy, które chciały walczyć - twierdzi prezydent francuskiego Guingamp, które było rywalem zespołu z Kijowa. Chuligani zmusili do opuszczenia stadionu skromną grupę kibiców z Francji, ale toczyli jeszcze walki z ochroną. W kolejnej rundzie Ligi Europejskiej Dynamo zagra na własnym obiekcie z zamkniętą jedną z trybun, a kasa klubu uszczupli się o 70 tysięcy euro.

Prawdziwym paradoksem jest sytuacja w Grecji, gdzie w lutym doszło do trzeciego w tym sezonie zawieszenia rozgrywek ze względu na niedopuszczalne zachowanie kibiców. Za pierwszym razem śmierć poniósł jeden z fanów podczas rozrób na meczu trzeciej ligi. Następnie powodem wstrzymania gier było pobicie członka Centralnego Komitetu Sędziowskiego. Następnie odwieczni wrogowie - kibice Panathinaikosu Ateny oraz Olympiakosu Pireus spowodowali zamieszki podczas ligowego spotkania. Na boisko rzucano race, które trafiły nawet jednego z graczy. Później fani wtargnęli na murawę. Nie popisali się również włodarze obu zespołów. Podczas spotkań prezesów z władzami ligi doszło do ekscesów, w wyniku których raniony został wiceprezes ateńskiego klubu. Piłkarze wrócą na boiska w najbliższy weekend. Tego samego nie można powiedzieć o widzach, którzy na razie ligę będą mogli oglądać tylko przed telewizorami.

W Niemczech kibice 1. FC Köln wdarli się na boisko po meczu z Borussią Mönchengladbach i starli się z służbami porządkowymi. Podczas derbów Zagłębia Ruhry w Dortmundzie kibice Borussii z dumą prezentowali „dywany" stworzone ze skradzionych koszulek, flag i szalików rywala (Schalke 04 Gelsenkirchen).

Na tym tle Polska nie wypada najgorzej - niedawno Ekstraklasa pochwaliła się raportem, który mówi o tym, że podczas jesiennych meczów nie doszło do żadnego aktu fizycznej przemocy na stadionach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA