fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Zarobią mniej przy wyborach

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Stawki za pracę w komisjach wyborczych obniżono prawie o połowę. Może zabraknąć chętnych do pracy.

Podczas majowych wyborów prezydenckich za pracę w komisjach będzie można zarobić o niemal połowę mniej niż przy ostatnich elekcjach. PKW wyznaczyła bowiem niższe stawki.

Czeka ich powtórka z kłopotów?

I tak przewodniczący obwodowej komisji dostanie 200 zł, zastępca 180 zł, a członkowie – po 160 zł. Przy ubiegłorocznych wyborach samorządowych kwoty te wynosiły odpowiednio 380, 330 i 300 zł.

Wyższe diety przeznaczono dla komisji terytorialnych, gdzie przewodniczący dostanie 245 zł, zastępca – 225 zł, a członkowie po 200 zł. Ale w październiku stawki były tam ponaddwukrotnie wyższe. Przewodniczący otrzymywał 650 zł, zastępca 600 zł, a członkowie – po 550 zł.

Już podczas wyborów do europarlamentu w maju ubiegłego roku były problemy z obsadzeniem obwodowych komisji, zwłaszcza w największych miastach. Urzędnicy boją się powtórki z kłopotów.

– Obawiamy się, że nie będzie chętnych, bo stawka jest niska – mówi Marcin Wojdat, sekretarz w stołecznym ratuszu. Dodaje, że jeszcze nie wie, jak urząd będzie zachęcał mieszkańców do pracy w komisjach.

Wojciech Kacprzak z poznańskiego ratusza przyznaje, że podczas wyborów prezydenckich na ogół jest mniej pracy przy wypełnianiu protokołów niż podczas samorządowych, stąd i stawki niższe. Na to samo zwraca uwagę Beata Tokaj, szefowa Krajowego Biura Wyborczego. – Będzie jedna karta i znacznie prostsze obliczenia – tłumaczy

160 zł dostanie członek obwodowej komisji wyborczej. Przy wyborach lokalnych stawka wynosiła 300 zł

– Z drugiej strony, teraz na pewno członków komisji czeka liczenie ręczne, bo nie będzie wsparcia informatycznego, i to może zniechęcić potencjalnych kandydatów – zauważa poznański urzędnik.

„Zupełnie inny nastrój"

Kacprzak wspomina, że przed wyborami samorządowymi mieli w Poznaniu nadmiar chętnych do pracy w komisjach, ale przed euroelekcją brakowało 200 osób. Komisje wprawdzie miały odpowiednią obsadę, ale nie było rezerwy, z której można by czerpać w przypadku choroby czy rezygnacji któregoś z członków.

We Wrocławiu natomiast, choć przed eurowyborami też z problemami kompletowano tam składy komisji, urzędnicy nie obawiają się powtórki. – Jest pewien ruch społeczny związany z wyborami prezydenckimi, zupełnie inny nastrój niż wtedy. Wybory prezydenckie cieszą się większym zainteresowaniem i prestiżem – tłumaczy Tadeusz Sokulski, zastępca przewodniczącego miejskiego biura wyborczego.

Dodaje, że gorzej może być podczas jesiennych wyborów parlamentarnych, przy których „praca jest bardziej skomplikowana".

– One będą nieco trudniejsze, ale tylko nieco – zapewnia jednak Beata Tokaj.

W całym kraju do pracy w komisjach potrzeba ok. 170 tys. osób. Kandydaci mogą się zgłaszać do miejskich lub gminnych biur wyborczych do 17 kwietnia. Mogą ich też rekomendować sztaby osób startujących w wyborach.

– Już mamy dużo zapytań w tej sprawie, na razie odsyłam zainteresowane osoby. Na ich zgłoszenia będziemy czekać do 26 marca po zarejestrowaniu naszej kandydatki na prezydenta – mówi Katarzyna Olszewska, pełnomocnik wyborczy komitetu kandydatki SLD Magdaleny Ogórek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA