fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Leczą i liczą, że nie za darmo

Fotorzepa, Bartłomiej Żurawski
Szpitale narzekają, że trafia do nich coraz więcej osób bez ubezpieczenia zdrowotnego. Pomysł na rozwiązanie problemu blokuje resort finansów.

Iwona Walerska zajmuje się rozliczeniami kosztów leczenia w szpitalu w Szydłowcu, w powiecie o najwyższej stopie bezrobocia w kraju. Mówi wprost, że w ostatnich miesiącach zauważyli spory wzrost liczby pacjentów bez ubezpieczenia. I choć zdarza się im nie przyjmować chorych, którzy go nie mają, to nie mogą odmówić leczenia psychiatrycznego i w przypadku zagrożenia życia.

– Na początku roku mieliśmy ok. 100 przypadków, że pacjenci wyświetlali się nam jako osoby bez ubezpieczenia, choć twierdzili, że są nim objęci. Wysłaliśmy rozliczenia kosztów ich leczenia do NFZ, ale na razie nie dostaliśmy odpowiedzi – mówi Walerska.

Piotr Gołaszewski z warszawskiego Szpitala Bródnowskiego zauważa, że najwięcej nieubezpieczonych osób trafia do lecznic jesienią i zimą, gdy bezrobocie zaczyna rosnąć. – W tych okresach jest to nawet po kilkadziesiąt osób miesięcznie – opowiada.

Ubezpieczenia nie mają zwykle osoby pracujące na podstawie umowy o dzieło i zatrudnieni na czarno. NFZ odmawia pokrycia kosztów ich leczenia. Szpitale imają się więc różnych sposobów, by odzyskać pieniądze.

Z reguły wystawiają nieubezpieczonym fakturę za hospitalizację. Tyle że nieliczni ją płacą.

Szpital Bródnowski raczej nie próbuje egzekwować zapłaty w sądzie. Czasem jedynie wysyła do pacjenta monity. – Bywa, że takie miękkie sposoby pomagają – mówi Gołaszewski.

Spółka AMG Centrum Medyczne, która prowadzi szpital w Rykach na Lubelszczyźnie i w Rawie Mazowieckiej w Łódzkiem, część należności odzyskuje od samorządów. Burmistrz czy prezydent może przyznać osobie będącej w trudnej sytuacji prawo do ubezpieczenia. – Choć i tak problemów z zapłatą jest sporo – mówi Stanisław Pitucha, wiceprezes medycznej spółki.

Jeśli nie samorząd, to może ośrodek pomocy społecznej? On też może przyznać prawo do świadczeń zdrowotnych. – Decyzja jest wydawana na trzy miesiące, a jeśli zachodzi potrzeba, wydawana jest kolejna – mówi Agnieszka Kłąb, rzecznik stołecznego ratusza.

Jak często dochodzi do takich sytuacji, nie wiadomo, bo ośrodki pomocy nie mają systemu informatycznego.

W ubiegłym roku Ministerstwo Pracy zaproponowało, by z rejestrów bezrobotnych wykreślić wszystkich, którzy zgłaszają się do pośredniaka tylko dla ubezpieczenia zdrowotnego. Ci, którzy nie szukają pracy, bo np. opiekują się małymi dziećmi, składaliby jedynie oświadczenie i na jego podstawie przysługiwałoby im prawo do bezpłatnego leczenia.

– Z tego rozwiązania mogliby skorzystać jednak tylko ci, którzy nie osiągają żadnych dochodów. Nie mogłoby być tak, że ktoś żyje z wynajmu mieszkań i dostaje za darmo ubezpieczenie – zastrzega wiceminister pracy Jacek Męcina.

Projekt ustawy trafił już kilka miesięcy temu pod obrady rządu, ale do Sejmu go nie przesłano. Okoniem stanął bowiem minister finansów. – Od tamtej pory prowadzimy rozmowy z jego resortem – mówi Męcina.

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, eksperta Konfederacji Lewiatan i członka rady nadzorczej ZUS, prawo do ubezpieczenia powinno przysługiwać wszystkim, którzy mają PESEL. – Konstytucja gwarantuje obywatelom prawo do bezpłatnego leczenia. To oznacza, że praktycznie zawsze, gdy potrzeba, jakiś tytuł ubezpieczenia się znajdzie – mówi Mordasewicz.

Budżet kosztowałoby to 2–4 mld zł rocznie. – Ale szkoda, że nikt dotąd nie policzył, ile zaoszczędzilibyśmy na obsłudze płatności składki – podsumowuje ekspert.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA