fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Wolne słowo – broń groźniejsza niż karabin

Fotorzepa/Darek Golik
Rozmowa: Piotr Gontarczyk, historyk i politolog

Rz: IPN bezskutecznie próbował przekonać sąd w Białymstoku, że młynarz, który pomagał i wspierał Żołnierzy Wyklętych, prowadził tym samym działalność niepodległościową. Czy samą pomoc i wsparcie, co w tym przypadku było poparte zeznaniami świadków, należy już tak zakwalifikować?

Piotr Gontarczyk:
Wiadomo, że każda partyzantka potrzebuje zaplecza. Tak było w czasie polskich powstań narodowych w wieku XIX, w czasie II wojny światowej i po niej. Każdy, kto polskich powstańców i partyzantów wtedy wspierał, jest polskim niepodległościowcem. W latach 50. za pomoc partyzantce na Białostocczyźnie karano śmiercią przez rozstrzelanie przed chałupą, a także wymordowaniem najbliższych krewnych w sąsiednich wsiach.

Czy każda działalność prowadzona w opozycji do systemu komunistycznego zasługuje na miano działalności niepodległościowej?


Na pewno miażdżąca większość. Roznoszenie ulotek czy drukowanie książek, gdy miało to służyć obaleniu ustroju czy odzyskaniu suwerenności Polski, także trzeba zaliczyć do działalności niepodległościowej. Z tego schematu wyłamaliby się tylko ci, którzy walczyli z władzą, chcąc poprawiać komunizm. Najlepszym przykładem byłby Kazimierz Mijal, który w latach 60. założył Komunistyczną Partię Polski, opozycyjną względem PZPR.

A list Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego do partii?

To też sprawa wewnątrzsystemowa. Nie odmawiam szacunku dla późniejszego zaangażowania niepodległościowego obydwu autorów listu, ale w latach 60. przecież nawet Stefan Kisielewski w swych „Dziennikach" opisał ich jako gorszych od tych u władzy. Zakwalifikowanie kogoś do niepodległościowców należy się jednak wszystkim – bez względu na odcień polityczny – którzy robili coś dla ludzi deptanych przez ten system: działaczom KOR czy WZZ. Nie ma dla mnie znaczenia, że nie walczyli w lesie.

Dlaczego?

To był element oporu społecznego wobec komunizmu, obcego ustroju. Suwerenności nie dało się uzyskać bez obalenia tego systemu. W XIX wieku walczyło się karabinem, w PRL bronią dużo groźniejszą było wolne słowo. Moja matka była w PZPR, a ja nie dostałem w domu polskiego wykształcenia. To, co ukształtowało mnie na całe życie, to były książki o Katyniu i 17 września drukowane nielegalnie w latach 80. Chyba nie tylko w moim wypadku czcionka drukarska okazała się silniejsza od pały i karabinu. I co? Drukarze nie są jednymi z najważniejszych żołnierzy niepodległej Polski? Wolne żarty...

Co o polskich sądach mówi nam wyrok z Białegostoku?

O polskich sędziach mam opinię jak najgorszą. W życiu nie spotkałem ludzi z jednej strony tak niesumiennych, niespecjalnie nawykłych do pracy i niekompetentnych, a z drugiej przekonanych, że to oni teraz mają kompetencje wydania „sądu" o historii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA