Lekkoatletyka

Czasem nie dociera do niej, że jest najlepsza

Kamila Lićwinko
YouTube
W czwartek początek halowych mistrzostw Europy w Pradze. Najjaśniejszą polską gwiazdą tych zawodów ma być Kamila Lićwinko.

Do światowej czołówki skoku wzwyż weszła dość niespodziewanie i późno, ale za to z przytupem. Pierwsze znaczące zawody międzynarodowe wygrała, gdy miała już 27 lat. W 2013 roku wywalczyła złoty medal uniwersjady w Kazaniu, uzyskując 1,96 m. Na mistrzostwach świata w Moskwie, rozgrywanych w tym samym roku, już tak dobrze nie było. Siódme miejsce, 1,93 m i 10 cm straty do triumfatorki Swietłany Szkoliny z Rosji.

Ale rok temu zawodniczka z Białegostoku sprawiła ogromną niespodziankę. W Sopocie została halową mistrzynią świata (2 m).

Od tego momentu kariera Kamili Lićwinko przyspieszyła. Bez większych kłopotów miała przywieźć medal z ubiegłorocznych mistrzostw Europy w Zurychu, ale na przeszkodzie stanęła kontuzja stawu skokowego.

Teraz ze zdrowiem też nie jest idealnie, noga nadal boli, ale dla zawodniczki nie stanowi to problemu. 22 lutego w czasie halowych mistrzostw Polski w Toruniu Lićwinko ustanowiła rekord Polski – 2,02 m. To także najlepszy w tym roku wynik na świecie.

– Czasem do mnie nie dociera, że jestem najlepszą polską zawodniczką w historii. Mogę jechać na zawody i rywalizować z najlepszymi jak równy z równym. Nie spodziewałam się, że mogę tyle skoczyć – mówiła liderka światowych tabel.

Wiele wskazuje na to, że mistrzostwa Europy w Pradze także będą należały do niej. Tym bardziej że dotychczas w hali radziła sobie znacznie lepiej niż na stadionie. Chociaż Lićwinko prosi o spokój i sama tonuje oczekiwania.

– W Pradze chciałabym przede wszystkim zrealizować swoje cele. Nie chcę się nakręcać, robić złudnych nadziei sobie i innym – mówi.

Ciężko jednak nie spodziewać się zwycięstwa reprezentantki Polski. Tym bardziej że mąż i zarazem trener zawodniczki Michał Lićwinko twierdzi, że stać ją na skoki, o jakich ona boi się nawet marzyć.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL