fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Norweskie mistrzostwa świata dobiegły końca

Trzeci na świecie: od lewej Jan Ziobro, Piotr Żyła, Kamil Stoch i Klemens Murańka
Fotorzepa, Piotr Nowak
W Szwecji zakończyły się norweskie mistrzostwa świata. Z niedużym polskim wkładem.

Brąz Justyny Kowalczyk i Sylwii Jaśkowiec w sprincie drużynowym, brąz drużyny skoczków, 13. miejsce w klasyfikacji medalowej – dla jednych tylko tyle, dla innych aż tyle. Zapatrzeni w minione wielkie sukcesy Kowalczyk i Kamila Stocha polscy kibice musieli wrócić na ziemię.

Te dwa medale oczywiście cieszą, choć obiecują różne rzeczy. W przypadku Kowalczyk tak naprawdę nie było wiadomo, co się wydarzy na trasach Mördarbacken. Biegaczka wysyłała liczne, lecz sprzeczne sygnały. Wrażenie, że sama nie wie, czego oczekiwać po starcie, przed którym jej życie prywatne i zawodowe przeszło kilka turbulencji, było uzasadnione.

Wyszedł medal z koleżanką, którą rok temu wziął pod skrzydła trener Aleksander Wierietielny. Dziś to największy niemowa polskiego sportu, ale też jeden z tych, którzy mogą śmiało stwierdzić: „wyniki mówią za mnie". Po mistrzostwach pani Justyna oświadczyła dziennikarzom w Falun, że teraz jest optymistką, że jest nadzieja na lepsze jutro, że wytarte do cna powiedzenie, iż wynik jest efektem ciężkiej pracy, wciąż jest prawdziwe. Inaczej mówiąc: będzie biegać dalej, poniesie ten trud co najmniej do następnych mistrzostw świata, choć – być może – już nie z taką zajadłością jak niegdyś.

Po swych startach prezentowała światu (4. miejsce w sprincie indywidualnym, 3. w sprincie drużynowym, 5. w sztafecie 4x5 km i 17. na 30 km) uśmiechniętą twarz, prezentowała też coś więcej – wyglądała na przewodniczkę całej reprezentacji kobiecej. Sprawozdawcy telewizyjni z upodobaniem mówili o niej: pani kapitan. Nie protestowała.

Tej zimy nie będzie już wielu okazji do oglądania Justyny Kowalczyk: został Bieg Wazów (8 marca) i kilka wybranych startów pucharowych dla podtrzymania ducha i ciała w sprawności. Trzeba wierzyć, że o lepszej przyszłości zadecyduje to, co zacznie się w maju: kolejny cykl przygotowań, który przywróci polskiej biegaczce dawne możliwości. No i warto patrzeć, czy załoga pani kapitan zmieni się nieco, skoro smarowanie czasem nie służyło.

Medal skoczków zdobyty w sobotę w konkursie drużynowym przypomniał, jak słabo sprawdzają się w tej konkurencji proste kalkulacje. Kto nie zauważa, że na rezultaty składa się wiele czynników niezależnych od sportowców, że nawet najwięksi mogą przegrać z wiatrem, kontuzją, zmęczeniem lub zwyczajnym pechem, a z drugiego szeregu może wyskoczyć nowy mistrz – dostał kolejny dowód.

Typować Rune Veltę na króla skoków w Falun wymagało śmiałości i wyobraźni, ale tak właśnie się stało: skoczek, który nie wygrał żadnego konkursu w Pucharze Świata, zdobył cztery medale: dwa złote, srebrny i brązowy. Polacy mieli wreszcie swój „dzień konia" (kto widział podium, wie, że dosłownie) w sobotę i chyba dobrze, bo w końcu Łukasz Kruczek mógł sam siebie przekonać, że nie idzie złą drogą.

Po mistrzostwach na skoczniach Lugnet zostanie jednak pewien osad, wcale niezwiązany z polskimi startami – medal w końcu się znalazł, Kamil Stoch nadal jest świetnym skoczkiem, jego powrót po operacji i zwycięstwo w Zakopanem to jedna z piękniejszych chwil tej zimy, młodzi następcy też dojrzeją, tylko nie warto po brązie już teraz w euforii wołać, że za dwa lata będzie złoto.

Skoki w Falun dały jednak powód do nowej dyskusji, czy system pomiaru wiatru nie za bardzo zniekształca wyniki i czy naprawdę jest niezawodny (parę razy coś mu zaszkodziło). Drugą istotną wymianę poglądów otworzyło stwierdzenie trenera dwuboistów fińskich Pettera Kukkonena, że mamy czas zdobywania nieuczciwej przewagi technologicznej przez bogatsze federacje narciarskie, co można porównać do dopingu. Nie wszyscy się zgodzili, ale większość trenerów ma zastrzeżenia do systemu kontroli, więc może te głosy coś naprawią.

Mistrzostwa w Falun pod każdym względem zostaną zapamiętane jako zawody reprezentacji Norwegii. 11 złotych medali (na 21) to jest nowy norweski rekord. Poprzedni – osiem razy złoto – ustanowiony został w 2011 roku w Holmenkollen i wyrównany dwa lata później w Val di Fiemme.

Szwedzi zaprosili świat do Dalarny na swój festiwal, lecz Norwegia ukradła show i choć można wspominać coś o dzielnej walce niemieckich skoczków oraz szwedzkich biegaczek i biegaczy, to faktów się nie zmieni. Pomimo bogatego programu muzycznych imprez towarzyszących wieczorami na terenie Championship Plaza przebojem został hymn Norwegii zaczynający się od słów: „Tak, kochamy ten kraj... ".

Bieg na 30 km st. klasycznym kobiet: 1. T. Johaug 1:25.39,3; 2. M. Bjoergen (obie Norwegia) 52,3 s straty; 3. Ch. Kalla (Szwecja) 1.31,6;... 17. J. Kowalczyk (Polska) 3.56,0.

Konkurs drużynowy na dużej skoczni: 1. Norwegia (A. Bardal 125 i 125,5; A. Jacobsen 125 i 123; A. Fannemel 126,5 i 127,5; R. Velta 124 i 121) 872,6 pkt; 2. Austria (S. Kraft 131,5 i 126,5; M. Hayboeck 124,5 i 122; M. Poppinger 115,5 i 129,5; G. Schlierenzauer 119 i 129) 853,2; 3. Polska (P. Żyła 123 i 123; K. Murańka 120,5 i 128; J. Ziobro 116 i 125,5; K. Stoch 129,5 i 126) 848,1.

Bieg na 50 km st. klasycznym mężczyzn: 1. P. Northug Jr (Norwegia) 2:26.02,1; 2. L. Bauer (Czechy) 1,7 s straty; 3. J. Olsson (Szwecja) 2,0.

Końcowa klasyfikacja medalowa:

1. Norwegia – 11 złotych, 4 srebrne, 5 brązowych

2. Niemcy – 5 złotych, 2 srebrne, 1 brązowy

3. Szwecja – 2 złote, 4 srebrne, 3 brązowe

4. Francja – 1 złoty, 2 srebrne, 3 brązowe

5. Austria – 1 złoty, 2 srebrne, 2 brązowe

6. Rosja – 1 złoty, 1 srebrny

13. Polska – 2 brązowe

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA