fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Sejm zatwierdził ideologię gender

Abp Henryk Hoser
Fotorzepa, Jakub Ostałowski
Zastanawiam się, na ile przyjęcie konwencji antyprzemocowej jest naszą suwerenną decyzją – mówi ordynariusz warszawsko-praski.

Rzeczpospolita: Sejm dał prezydentowi zielone światło do ratyfikacji konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Rzecznik episkopatu mówił, że to zły dzień dla Polski.

Abp Henryk Hoser: I miał rację. Ta konwencja nie wnosi do naszego ustawodawstwa nic nowego. Nie rozwiązuje żadnych problemów związanych z przemocą. Nie mówi nic o zwalczaniu jej przyczyn. Jedyną nowością jest wprowadzenie do polskiej legislacji pojęcia płci kulturowej, która dominuje nad płcią biologiczną. Jest to też ukonstytuowanie pewnych wspólnot seksualnych. To jest nowość, a reszta to opakowanie.

Przyjęliśmy w naszym kraju ideologię gender?

Tak, ona jest już wprawdzie aplikowana w szkołach, ale dotąd nie było jej oficjalnego zatwierdzenia. Teraz już to mamy. Zgadzamy się na tworzenie  instytucji nadzorujących i kontrolujących implementację tej ideologii genderowej, która jest wielkim projektem politycznym o zasięgu ogólnoświatowym. I to się w tej chwili w Polsce zaczyna.

Muszę podkreślić, że to nieprawda, że ci, którzy są przeciwni tej konwencji, są zwolennikami przemocy w rodzinie czy w stosunku do kobiet. Polska ma pod tym względem najniższe wskaźniki w Europie. Szkoda, że nasi parlamentarzyści tego nie zauważają.

Dlaczego głos Kościoła się nie przebił?

Przyczyn upatrywałbym w słabości mediów katolickich. Wciąż mamy ich za mało, a te, które istnieją, nie docierają do wszystkich. Problemem jest też to, że część mediów głównego nurtu nie mówi wszystkiego o tej konwencji i jej szkodliwości. Wybiera się tylko te kwestie, które mają pokazać jej przydatność. Media nie są obiektywne.

Pojawiły się spekulacje, że rząd wraca do tematów światopoglądowych, by odwrócić uwagę Polaków od prawdziwych i istotnych problemów społeczno- -politycznych. Zgodzi się ksiądz z takimi twierdzeniami?

Nie można tego wykluczać. Natomiast zastanawiam się, na ile przyjęcie konwencji jest naszą suwerenną decyzją. Czy przypadkiem jej ratyfikacja nie jest związana z obietnicą jakichś dotacji, które nasz kraj mógłby otrzymać.

Moje obawy są uzasadnione, bo coś takiego obserwowałem w krajach afrykańskich. W zamian za dotacje wymuszano na nich przyjęcie pewnych rozwiązań prawnych dotyczących na przykład antykoncepcji czy aborcji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA