fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nagroda 'Rzeczpospolitej' im. Jerzego Giedroycia

Uniwersalny model polskości

Fotorzepa/Piotr Nowak
Koncepcja polityczna „Kultury” paryskiej, w tym budowy stosunków z niepodległymi sąsiadami na Wschodzie, była idealistyczna, ale nie utopijna – powiedział minister spraw zagranicznych w przemówieniu wygłoszonym podczas gali wręczenia Nagrody Giedroycia.

Szanowni Państwo,

Zacznę od refleksji osobistej. Pod koniec lat 80. pisałem pracę magisterską na wydziale historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Wybrałem temat – kwestia żydowska w myśli środowiska młodych konserwatystów przed II wojną światową. Jednym z jego filarów była redakcja pisma „Bunt młodych", które Jerzy Giedroyć stworzył i kierował nim przed II wojną światową. Wiedziałem, że nie sposób napisać nic na ten temat bez bezpośredniej rozmowy z Redaktorem Giedroyciem. Po długich staraniach udało mi się umówić z nim na spotkanie podczas pobytu w Paryżu. Pod koniec trwania PRL nie było to łatwe, ale było to już możliwe. Pamiętam drżenie nóg, z którym szedłem ze stacji kolejki podmiejskiej na avenue de Poissy 91 w Maisons-Laffitte, gdzie mieściła się „Kultura" paryska. Nigdy nie zapomnę otwarcia furtki i drzwi do domu, który otaczała legenda.

Polską politykę wschodnią chciałbym zdefiniować jako realistyczną

Przyjął mnie człowiek dojrzały, ale w znakomitej formie. Siedzieliśmy na zimowej werandzie, Redaktor palił papierosa za papierosem, mrużył oczy, usiłując sobie przypomnieć sprawy i osoby, o które pytam. – O tym najlepiej wiedziałby X – rzucał co jakiś czas Giedroyć. Nieśmiało zwróciłem uwagę, że większość osób, które wymienia, już nie żyje. – Rzeczywiście... - przyznawał Giedroyć. Rozmowa z Redaktorem była fascynującą podróżą do świata, którego już nie ma. Nie zapomnę tego spotkania do końca życia.

Ważniejsze jednak, że dzieło, które stworzył Giedroyć wciąż żyje, choć „Kultura" paryska nie ukazuje się już od 14 lat. Na czym polega to dzieło? Trafnie charakteryzuje to pisarz i badacz historii „Kultury" paryskiej Wojciech Karpiński. „Redaktor wraz z grupą skupionych wokół niego ludzi chcieli, by powstał kanon swobodnej i sensownej myśli. Pragnęli utrwalić silny nurt polszczyzny, który pomagałby w budowie swobodnego polskiego domu, swobodnej przestrzeni duchowej polskiej, europejskiej, ludzkiej".

Obowiązkowa lekcja

Dla mojego pokolenia – ale także wcześniejszych i jestem przekonany również pokoleń następnych – Giedroyć stworzył uniwersalny model polskości nowoczesnej, otwartej, wolnej od megalomanii, kompleksów i stereotypów historycznych. Model, który był absolutnie prekursorski nie tylko wobec totalitarnej rzeczywistości w jakiej tkwiła Polska po II wojnie światowej, ale także może być inspiracją i wzbogacać wartości, które chcielibyśmy pielęgnować dziś, nie tylko w naszym kraju, ale także w ramach zjednoczonej Europy. Europy nie tylko w granicach obecnej Unii Europejskiej, ale szerzej z uwzględnieniem krajów, które w Europie bezsprzecznie leżą, są jej duchową i kulturalną częścią, ale często nie z własnej woli nigdy nie miały szansy dokonać wolnego wyboru, gdzie ma być ich miejsce i przyszłość. Jak dramatyczne są to wybory i jak wielką trzeba niekiedy płacić za nie cenę, widzimy doskonale na przykładzie Ukrainy, zwłaszcza wypadków z ostatnich miesięcy, które powinny być dla nas, członków Unii Europejskiej obowiązkową lekcją. Nie możemy być i nie jesteśmy wobec niej obojętni.

Koncepcja polityczna „Kultury" paryskiej, w tym budowy stosunków z niepodległymi sąsiadami na Wschodzie, była idealistyczna, ale nie utopijna. Sam Giedroyć uwielbiał podkreślać, że jest politycznym realistą. Tak samo chciałbym zdefiniować polską politykę zagraniczną pod moim kierownictwem – w tym politykę wschodnią.

Właśnie ta część myśli Giedroycia dotycząca naszych wschodnich sąsiadów wydaje się być najważniejszą i najbardziej aktualną z punktu widzenia polskiej racji stanu. Dlatego na niej chciałbym się skupić przez chwilę. To nie było popularne przyznać na łamach pisma dystrybuowanego głównie wśród emigrantów z Polski o przedwojennych granicach, że należy bezwzględnie zrzec się wszelkich pretensji do Wilna i Lwowa. Giedroyć zapłacił za to spadkiem liczby prenumeratorów „Kultury" w latach 50. Czas jednak pokazał, że miał absolutną rację i dziś nikt przy zdrowych zmysłach nie zakwestionuje tych słów. Stały się one fundamentem naszego myślenia o stosunkach z Ukrainą, Białorusią, Litwą, ale także Rosją, którą Giedroyć oceniał krytycznie, ale marzył, by kiedyś Polska miała z nią normalne, rzeczowe stosunki. To zadanie nie zostało jeszcze w pełni zrealizowane mimo polskiej gotowości w tej sprawie, ale wierzę, że długofalowo nie wszystko jest stracone. W niektórych kwestiach potrzebna jest strategiczna cierpliwość i wiara, którą przez kilkadziesiąt lat miał sam Giedroyć i jego najbliżsi współpracownicy.

Chory na Polskę

Trudno powiedzieć, czy siła idei „Kultury" i Giedroycia wynika z tego, że historia przyznała mu rację, czy też to ta idea wpłynęła na ludzi, którzy zmienili bieg historii. Bardziej romantyczna i wzniosła jest ta druga odpowiedź, ale pierwsza też nie wydaje się zła, bo w historii polskiej myśli politycznej niewiele było postaci, którym historia przyznała rację i to jeszcze za życia. Giedroyć krytykował polską rzeczywistość do końca swoich dni, zżymał się, że pewne sprawy idą za wolno i nie do końca tak jak sobie to wyobrażał, ale myślę, że w głębi ducha mógł być zadowolony. Jego krytycyzm i głód kolejnych postępów wynikał z tego, że był autentycznie chory na Polskę w jak najbardziej pozytywnym sensie tego słowa. Mam nadzieję, że ostatnie 14 lat było dopełnieniem realizacji politycznych marzeń Jerzego Giedroycia.

Nasz kraj stał się wolny, podmiotowy, wszedł do NATO, jeszcze za życia Redaktora był na ostatniej prostej do Unii Europejskiej. Zaś polityka wschodnia była inspirowana ideami „Kultury" od początku polskiej wolności, niezależnie od zmian kolejnych ekip rządowych, powstawania nowych partii, wyników kolejnych wyborów. Chciałbym, żeby tak było nadal i jest to najlepsze forum, by o tym głośno powiedzieć.

Konflikt na Ukrainie, rosyjska agresja na ten kraj, wydarzenia na Majdanie sprzed roku jeszcze raz każą spojrzeć na dorobek Giedroycia i zapytać o jego aktualność. Moim zdaniem test dla Redaktora wypada nie tylko korzystnie, ale wręcz arcykorzystnie. Ten test wypada równie dobrze dla polskiej polityki zagranicznej. Historia ostatnich miesięcy pokazuje, że nie popełniliśmy błędu, czerpiąc ze źródła „Kultury" paryskiej. Stosunki polsko-ukraińskie nie były nigdy tak dobre jak dziś, a Ukraina stoi przed historyczną szansą realizacji swej proeuropejskiej szansy. Czy ją wykorzysta zależy przede wszystkim od samych Ukraińców, tak samo jak sukces Polski w ostatnim ćwierćwieczu jest przede wszystkim naszą zasługą. Jesteśmy gotowi pomagać, wspierać, doradzać, ale klucz do sukcesu Ukrainy leży przede wszystkim w Kijowie, a nie Brukseli, Berlinie, Paryżu czy Warszawie. Takie rozumowanie wynika z podmiotowego podejścia do naszych sąsiadów wschodnich, które pozostaje niezmienne od ogłoszenia przez nich niepodległości.

Zgromadziliśmy się tu, by po raz kolejny przyznać Nagrodę Giedroycia przyznawaną przez „Rzeczpospolitą" pod patronatem Prezydenta naszego kraju. Będę miał zaszczyt za chwilę ją wręczyć. Cieszę się, że tegorocznym laureatem jest Paweł Kowal. Choć dzieli nas przynależność partyjna i poglądy w niektórych w kwestiach, to w sprawach polityki wschodniej obaj jesteśmy – mam nadzieję Pawle, że się z tym zgodzisz – uczniami Jerzego Giedroycia. Zaangażowanie tegorocznego laureata w sprawy wschodnie – zwłaszcza w zbliżenie Ukrainy z Unią Europejską – jest znane od lat. Jako przewodniczący zespołu ds. Ukrainy w Parlamencie Europejskim Paweł Kowal nie tylko wiele razy odwiedził naszych sąsiadów, ale zbudował tam sieć kontaktów i wiarygodność jak rzadko który polityk z Zachodu, i to po różnych stronach ukraińskiej barykady politycznej. Przy tym nigdy nie ukrywał, że jest politykiem polskim. Promował nasz kraj i umacniał słuszne przekonanie Ukraińców, że Polska jest im życzliwa i przyjazna dla ich proeuropejskich aspiracji. Dziękuję ci za to Pawle! Jestem przekonany, że zasługujesz na tę nagrodę jak mało kto, a Jerzy Giedroyć cieszy się z naszego wyboru.

Żywa spuścizna

Stworzona przez kilku emigrantów bez grosza, ale z siłą ducha, intelektu i wizją polityczną „Kultura" paryska na trwałe wrosła w pejzaż polskiej myśli. Ta myśl jest wciąż żywa, o czym świadczy nasze spotkanie i działalność takich ludzi jak Paweł Kowal czy laureaci poprzednich edycji.

Tworząc swoje pismo Redaktor Giedroyć inspirował się innym ważnym periodykiem tamtych czasów „Le Combat" (Walką) wydawanym przez pisarza i wybitnego myśliciela Alberta Camusa. W gabinecie Redaktora wisiało nawet przejmujące motto ostatniego numeru „Le Combat". Brzmiało ono: „Silence, on coule" (Cisza, toniemy). „Kultura" paryska nie ukazuje się od 14 lat. Ale jej spuścizna nie tonie. Wprost przeciwnie, żyje, a my działamy wciąż inspirowani jej ożywczym wpływem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA