Świat

Historyk PAN: Więcej Żydów można było ocalić przed zagładą

Deutsche Welle/Michał Jaranowski
Zanim Trzecia Rzesza uruchomiła maszynerię zagłady, starała się wysłać Żydów w świat. W Oświęcimiu działało Biuro Emigracji Żydów. Opowiada o tym prof. dr. Tomasz Szarota z Instytutu Historii PAN.

Panie Profesorze, obejrzeliśmy przedpremierowy pokaz filmu „Dotknięcie anioła", opartego na książce Henryka Schönkera pod tym samym tytułem. Jest to piękna opowieść o ocaleniu w czasie wojny, opowieść tym piękniejsza, że anioł jest polski. Ale Schönker zwraca przede wszystkim uwagę na to, że ocalonych mogło być zdecydowanie więcej, gdyby Wielka Brytania, USA, ale też inne kraje, chciały przyjąć Żydów z Niemiec. Zanim Trzecia Rzesza uruchomiła maszynerię zagłady, starała się wysłać Żydów w świat. Czy jednak rzeczywiście, po wybuchu wojny w Oświęcimiu zostało otwarte Biuro Emigracji Żydów? To brzmi sensacyjnie.

prof. dr. Tomasz Szarota: W roku 2005 zareagowałem tak samo, jak pan dziś, po obejrzeniu filmu. Otóż wtedy, nakładem Karty, ukazało się polskie wydanie „Dotknięcia anioła", a mnie poproszono o napisanie recenzji. Ku swemu zaskoczeniu czytałem, że, jesienią 1939 roku, ojciec autora Leon Schönker, przewodniczący Gminy Żydowskiej w Oświęcimiu, wraz z innymi reprezentantami społeczności żydowskiej na włączonym do Rzeszy Śląsku został przyjęty przez Adolfa Eichmanna w Berlinie.

Celem spotkania było właśnie omówienie możliwości emigracji Żydów z tych terenów. Sprawa sensacyjna, ale czy prawdziwa? Czy istnieją dokumenty, uwiarygodniające rewelacje Schönkera o innych, podobnych akcjach? Pod wrażeniem tej lektury opublikowałem w „Rzeczpospolitej" artykuł pt. „Tuż przed Holocaustem - Żydzi u Eichmanna". Stwierdziłem, że dla mnie, jako historyka, doświadczonego badacza dziejów wojny i okupacji, są to absolutnie sensacyjne wiadomości. Niemniej, w moim przeświadczeniu nie mają nic wspólnego z konfabulacją. Nie są to również fantastyczne opowieści kogoś, kto wyolbrzymia swoją rolę. Wymagają natomiast dowodów na to, co synowi przekazał ojciec.

Rozpoczęły się zatem poszukiwania...

Tak się stało. Największe zasługi położył niewątpliwie dr Artur Szyndler z Muzeum Oświęcimskiego. W tamtejszym archiwum poszukiwał śladów nieznanego dotychczas wątku historycznego. Pierwsze, co ustalił, to daty berlińskich rozmów Schönkera i jego kolegów z Eichmannem. Było to w dniach 27–30 listopada 1939 roku. Dalsze badania całkowicie potwierdziły relację Schönkera. Najważniejszym spośród odnalezionych dokumentów – w archiwach amerykańskich i izraelskich - było, przełożone na angielski, pismo Leona Schönkera, który przewodniczył delegacji żydowskiej, do wysokiego funkcjonariusza SS Kurta Lischki, poprzednika Eichmanna na stanowisku szefa organu zajmującego się kwestią żydowską.

Pismo szkicuje koncepcję emigracji Żydów ze Śląska i Małopolski. W nawiązaniu do tych planów Leon Schönker wysłał list do Gminy Żydowskiej w Amsterdamie z prośbą o wsparcie finansowe transportu Żydów do portów w Bułgarii i Rumunii, a stamtąd do Palestyny, będącej w owym czasie pod brytyjskim protektoratem. Ten list, wysłany z Oświęcimia 4 stycznia 1940 roku, został również odnaleziony. Słowem, nie ma cienia wątpliwości, że to, o czym mówi Henryk Schönker, jest prawdą i tylko prawdą.

Logika ówczesnej sytuacji podpowiada, że to nie reprezentanci Żydów zaproponowali Eichmannowi rozmowy, a on im tego nie odmówił, lecz ze strony władz niemieckich wyszła owa inicjatywa.

W istocie propozycja, jaką Leon Schönker otrzymał w listopadzie 1939 roku, pochodziła od niemieckich władz okupacyjnych Śląska. I nie było to ani pierwsze, ani ostatnie działanie, zmierzające do tego samego celu: Żydzi mają opuścić terytoria pod władaniem Trzeciej Rzeszy. Sygnałem jest Kristallnacht – Noc Kryształowa – w listopadzie 1938 roku. Wtedy jeszcze nie szło o wymordowanie Żydów mieszkających w Niemczech, lecz wywołanie strachu, paniki, która sprawiłaby, że Żydzi sami opuszczą Niemcy. Potem następuje wypędzenie części Żydów z Niemiec - przez Zbąszyn - do Polski, a we wrześniu 1939 roku Żydów z lewego na prawy brzeg Bugu, zgodnie z przeświadczeniem, że przyszła granica między Rzeszą i Sowietami będzie przebiegać właśnie na Bugu.

Czy o tym mówiło nieznane porozumienie tych sojuszników?

Nie. Nieznane do niedawna było natomiast pismo Eichmanna do pełnomocnika władz sowieckich do spraw przesiedleń Jewgenija Czekmieniewa. Losy tego dokumentu do dziś nie zostały ustalone, lecz znana jest jego treść. Otóż 9 lutego 1940 roku Czekmieniew skierował list do Wjaczesława Mołotowa, stalinowskiego ministra spraw zagranicznych, w którym komunikuje, że otrzymał pismo od Eichmanna. Niemcy występują z propozycją, by Związek Sowiecki przyjął Żydów z Trzeciej Rzeszy. Pismo uzupełniają załączniki, które sugerują terminy i transporty, a przede wszystkim regiony przesiedleń, mianowicie Żydowski Obwód Autonomiczny Birobirdżan na Dalekim Wschodzie oraz zachodnia część Ukrainy.

Czekmieniew dodaje od siebie, że o realizacji takich projektów nie ma mowy, bo przecież uzgodnienia z Niemcami mówiły o ewentualnym przyjęciu Rosjan, Białorusinów i Ukraińców, w żadnym wypadku Żydów. Te materiały odnalazł w sowieckich archiwach rosyjski historyk Kostyrczenko i opublikował je w 2001 roku w książce „Tajna polityka Stalina, władza i antysemityzm". Uprzedzę pana pytanie i powiem od razu, że dalszej korespondencji między sojusznikami w tej sprawie nie było. Dodam, że kontynuatorem badań Kostyrczenki jest inny historyk rosyjski Paweł Poljan.

Jest to więc następne potwierdzenie konstatacji Leona Schönkera, że Niemcy podejmowali starania, by gdziekolwiek wysłać Żydów lecz, mimo śmiertelnego dla nich zagrożenia, nigdzie nie chciano ich przyjąć.

Skierowana do Sowietów prośba dokumentuje dalsze próby realizacji hitlerowskiej koncepcji Entfernung, wydalenia. To nie była jeszcze idea Ausrottung, likwidacji, Niemcy miały być judenfrei, judenrein, wolne od Żydów. W tym kierunku zmierzały dalsze dyskusje. Relację Schönkera uwiarygadnia odnaleziony niedawno dokument, z którego dowiadujemy się, że w marcu 1940 roku Eichmann wezwał do siebie przedstawicieli gmin żydowskich z Pragi, Wiednia i Berlina. Mieli podjąć starania na rzecz emigracji Żydów z tych miast.

Niestety, ich wysiłki spełzły na niczym. Jeden z niemieckich pomysłów sugerował koncentrację Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, w regionie podkarpackiego miasta Nisko. Ale kategorycznie sprzeciwił się temu Hans Frank, generalny gubernator i pomysł upadł. Wtedy w życie weszła koncepcja gett żydowskich, rozwiązanie przejściowe. Wybucha wojna ze Związkiem Sowieckim i przekonani o zwycięstwie Niemcy myślą, że Syberia będzie tym miejscem, dokąd wreszcie wyślą Żydów, oni zaś wymrą w tajdze syberyjskiej. Plany zdobyczy terytorialnych okazują się wkrótce mrzonką. W styczniu 1942 roku odbyła się w Wannsee konferencja czołowych przedstawicieli niemieckich służb państwowych, którzy - pod hasłem „praktycznego rozwiązania kwestii żydowskiej" przyjęli plany ludobójstwa Żydów.

Aż trudno uwierzyć, że „Dotknięcie anioła", książka i film, wspomnienia, w których dominują wątki osobiste, stały się sensacją historyczną...

Ale tak jest. A przyczyna? W gruncie rzeczy sprawa nie była omawiana w literaturze przedmiotu. Jeśli przestudiuje pan największe, powszechnie uznane za najważniejsze dzieła na temat dziejów Holocaustu, prace Paula Hillberga i Martina Gilberta, to na ten temat znajdzie pan niewiele. Owszem, o projektach z lat trzydziestych wysłania Żydów na Madagaskar mówi się sporo. Ale to, o czym pisze Schönker, w literaturze w ogóle nie istniało. Ojciec autora książki i bohatera filmu Leon Schönker, spisał swe wspomnienia na początku lat sześćdziesiątych. Po jego śmierci spoczywały w zapomnieniu aż do roku 1977, kiedy to Ziomkostwo Żydów Oświęcimskich w Izraelu zamieściło je w swej Księdze Pamięci. Historycy nie zwrócili na nią uwagi - do momentu, gdy syn powrócił do tych zapisów i rozmów z ojcem w niezwykle ekspresyjnym „Dotknięciu anioła". Napisanym w całości po polsku.

Naciskani przez Eichmanna, a nade wszystko świadomi śmiertelnego zagrożenia przedstawiciele społeczności żydowskiej zwracali się z pewnością do partnerów, do rządów o przyjęcie bodaj części tej społeczności. Jaka była reakcja? Czy w ogóle była?

Mówiąc jak najbardziej szczerze, jako historyk nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi na pana pytanie. Sądzę, że dotychczas nikt tego nie zbadał. Mamy natomiast pewną wskazówkę w postaci relacji Leona Schönkera. Otóż, będąc jesienią 1939 roku w Berlinie, rozmawiał o szansach emigracji z Leo Beckiem, bodaj najważniejszym przywódcą Żydów w Niemczech. Na podstawie wcześniejszych starań, wniosków z korespondencji i rozmów, Beck nie krył poważnych obaw, że plany emigracji mogą spalić na panewce, bo nikt nie chce przyjąć Żydów.

Anglicy wydali wprawdzie zgodę na parutysięczne, w gruncie rzeczy symboliczne limity przyjazdów do Palestyny, zważywszy liczbę zagrożonych. Wszystkich nie udałoby się uratować, ale z pewnością zdecydowanie więcej, niż dopuszczały te limity. Wymowne jest też zachowanie Szwajcarii w tamtych latach. Dramat Żydów, ściganych przez policję szwajcarską na granicy z Niemcami i w kraju, a następnie odsyłanych na pewną śmierć, znamy dzięki głośnej książce i filmowi Markusa Imhoofa „Łódź jest pełna". No i wiemy też, że wiadomości, jakie przywiózł do Waszyngtonu kurier z Warszawy Jan Karski, nie spowodowały właściwie żadnych działań. Wracając jednak do relacji Schönkera o nieudanej próbie emigracji Żydów ze Śląska do Palestyny: my wiemy dziś, jakie były konsekwencje odmowy Anglików. Ale oni, jesienią 1938 roku Holocaustu nie mogli przewidzieć! Zresztą Karskiemu w 1943 roku też nie chciano wierzyć...

W styczniu 2015 film „Dotknięcie anioła" w reżyserii Marka Pawłowskiego będzie pokazany w TVP i niemieckiej rozgłośni WDR.

Źródło: Deutsche Welle

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL