Ustrój i kompetencje

Absencja może podważyć sens głosowania

Referendum w sprawie odwołania lokalnych władz będzie ważne, jeżeli zgłosi się nie mniej niż 3/5 liczby mieszkańców biorących poprzednio udział w wyborze odwoływanego organu
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Zdecydowana większość referendów lokalnych zostaje uznana za nieważne z powodu braku wymaganej frekwencji. Trudno zebrać choć 30 proc. mieszkańców
Zgodnie z ustawą z 2000 r. o referendum lokalnym i wykładnią Trybunału Konstytucyjnego mieszkańcy mogą w ten sposób wyrażać stanowisko we wszystkich istotnych sprawach dotyczących wspólnoty samorządowej, niezastrzeżonych do wyłącznej kompetencji innych władz.
Głosowanie może więc dotyczyć np. przebiegu dróg, lokalizacji inwestycji, polityki komunalnej, samoopodatkowania się mieszkańców na cel publiczny. W ubiegłym roku odbywało się np. referendum w sprawie obwodnicy Augustowa, a w Oświęcimiu mieszkańcy wypowiadali się o połączeniu miasta i gminy. W wielu miejscowościach zorganizowano tzw. referenda śmieciowe w sprawie odpłatnego przejęcia przez gminę wywozu śmieci z prywatnych posesji. Ostatnio grupa szczecinian wystąpiła o przeprowadzenie referendum w sprawie likwidacji stref płatnego parkowania. Takie głosowania są ważne, jeżeli wzięło w nich udział co najmniej 30 proc. uprawnionych. W referendum można także odwoływać lokalne władze. Muszą jednak o to wystąpić sami mieszkańcy, a będzie ono ważne, jeżeli zgłosi się nie mniej niż 3/5 liczby mieszkańców biorących poprzednio udział w wyborze odwoływanego organu. Takie referenda stanowią w Polsce około 90 proc. wszystkich. Na 20 kwietnia wyznaczono referenda w sprawie odwołania wójta gminy Przywidz w woj. pomorskim oraz wójta i rady gminy Koneck w woj. kujawsko-pomorskim. Na 11 maja – dwa następne: w sprawie odwołania Rady Miejskiej w Książu Wielkopolskim oraz burmistrza gminy i miasta Lubomierz w woj. dolnośląskim. Z informacji Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że od 1992 r. do chwili obecnej odbyło się 426 referendów lokalnych w sprawie odwołania organów samorządu, ale zaledwie 51 uznano za ważne. W ich wyniku odwołano m.in. w 2005 r. burmistrza Nowego Warpna w woj. zachodniopomorskim, a w grudniu 2007 r. wójtów gminy Bałtów w woj. świętokrzyskim oraz gminy Filipów w woj. podlaskim. Z powodu braku wymaganej frekwencji nie utracił natomiast w 2004 r. stanowiska ówczesny prezydent Szczecina Marian Jurczyk, a w 2005 r. m.in. burmistrzowie Ustki, Krynicy Morskiej, Rabki–Zdroju i Międzyzdrojów oraz prezydenci Ostrowca Świętokrzyskiego, Piotrkowa Trybunalskiego i Gorzowa Wielkopolskiego. O nieważności większości referendów decyduje bowiem absencja przy urnach. W referendum w 2005 r. w sprawie odwołania Rady Miejskiej i burmistrza Tolkmicka w woj. warmińsko-mazurskim wzięło udział tylko 6 proc. uprawnionych. Na referendum w sprawie odwołania burmistrza miasta Stawiski w woj. podlaskim zjawiło się 2 proc. mieszkańców. Z ostatnich pięciu referendów, jakie odbyły się od grudnia 2007 r. do 16 marca 2008 r., za ważne uznano tylko dwa. Prof. Michał Kulesza, znawca problematyki samorządowej, obserwuje niechęć do angażowania się we wszystko, co nas bezpośrednio nie dotyka. – Kiedy władza rządzi w sposób paternalistyczny, a nie rozmawia, chociażby za pośrednictwem lokalnych mediów, o ważnych merytorycznych problemach, ludzie nie wierzą, że mogą mieć jakikolwiek wpływ na ich rozwiązanie, gdyż i tak decydują jacyś oni. Co prawda średnia frekwencja w referendach lokalnych, wynosząca w poprzednich latach około 18 proc., obecnie zbliża się do 30 proc, nadal bywa jednak zbyt niska, żeby uznać ważność wielu z nich. Zniechęca to mieszkańców do angażowania się, a miejscowe władze utwierdza w przekonaniu, że bez względu na styl rządzenia i tak pozostaną do końca kadencji. Referenda jednak również kosztują. Finansuje się je bądź z samorządowych budżetów, bądź (gdy chodzi o odwołanie miejscowych władz) z budżetu państwa. Tym bardziej samorządom powinno zależeć, ażeby wydatkowane pieniądze nie poszły na marne. Może więc warto rozważyć ewentualne obniżenie procentowych progów ważności referendów. Nie można jednak obniżać ich nadmiernie. Należałoby natomiast zastanowić się nad wprowadzeniem możliwości głosowania przez Internet. Inaczej w żadnym większym mieście, powiecie czy województwie nie uda się przeprowadzić referendum. A nie chodzi przecież o to, by pozostało ono instytucją tylko na papierze. Znaczenie referendów lokalnych zostaje osłabione, jeżeli zbyt wysokie są progi frekwencji niezbędne do uznania głosowania za ważne. Moim zdaniem należałoby je obniżyć i przede wszystkim uelastycznić, tak jak to uczyniono w 2005 r. z progami w referendach w sprawie odwołania organów (rad i wójtów). We wszystkich referendach lokalnych (zwłaszcza w fakultatywnych) powinien to być próg adekwatny do średniej frekwencji wyborczej w danym regionie, stanowiący np. 60 proc. z ostatnich wyborów. To jest ten realny wymóg, który nie jest niemożliwy, ale i wcale nie jest łatwy do osiągnięcia. Jeśli chcemy, aby ludzie angażowali się w sprawy publiczne, powinniśmy stworzyć im możliwość skutecznego oddziaływania.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL