Świat

We Francji narasta antysemityzm

La mort aux Juifs, Śmierć Żydom, to malutka wioska 100 km na południe od Paryża. Ale dla niektórych także symbol francuskiego antysemityzmu
Archiwum
Przeciw nazwie Śmierć Żydom protestuje Centrum Wiesenthala. Bez skutku.
Zespół zaledwie kilku domów 100 km na południe od Paryża jest określany jako La mort aux Juifs od XVI wieku. To pamiątka po buncie społeczności żydowskiej przeciwko lokalnemu magnatowi, który nakładał nadmierne podatki.
„Jest dla nas szokujące, że 70 lat po wyzwoleniu Francji od nazizmu i pronazistowskiego reżimu Vichy taka nazwa może wciąż funkcjonować" – napisał dyrektor ds. międzynarodowych Centrum Wiesenthala Shimon Samuels. Wiedeński ośrodek od dziesięcioleci jest znany z poszukiwania hitlerowskich zbrodniarzy współodpowiedzialnych za Holokaust. Marie-Elizabeth Secretand, mer gminy Courtemaux, w której znajduje się La mort aux Juifs, zmieniać nazwy sioła jednak nie zamierza.
– To jest śmieszna prośba. Ta nazwa istniała od zawsze – argumentuje. Takie stanowisko jest jednak odbierane przez 600-tysięczną społeczność żydowską Francji, największą w Europie, jako kolejny sygnał niezrozumienia dla narastającego nad Sekwaną antysemityzmu, o ile nie sprzyjania mu. Tym bardziej że w sąsiedniej Hiszpanii mieszkańcy wioski Castrillo Matajudios (Castrillo Zabij Żydów) w referendum postanowili zmienić nazwę na Castrillo Mota de Judios (Castrillo Góra Żydów). Agencja Żydowska, która od 1929 r. organizuje powrót Żydów najpierw do Palestyny, a potem do Izraela, twierdzi, że już 5 tysięcy Francuzów żydowskiego pochodzenia postanowiło wrócić na ziemię przodków. Prawdziwa liczba miałaby być nawet wyższa, bo część obywateli republiki decyduje się na aliję na własną rękę, bez pośrednictwa oficjalnych organizacji. Z badań unijnej Agencji Praw Podstawowych wynika, że aż 46 proc. Żydów z Francji rozważa emigrację. Powód: rosnące przejawy antysemityzmu, przede wszystkim ze strony kilkanaście razy liczniejszej francuskiej społeczności muzułmańskiej. Aż 85 proc. Francuzów o żydowskich korzeniach uważa, że jest to coraz większy problem – wynika z tej samej analizy. – Boimy się wychodzić w kipie na ulicę. Antysemityzm podsycają już trzy ośrodki: skrajnie prawicowy Front Narodowy, który ma 26 proc. poparcia w sondażach, skrajna lewica z komikiem Dieudonne oraz ludzie poszkodowani z powodu kryzysu. To wybuchowa mieszkanka – mówi „Rz" Yann Boissiere, rabin Liberalnego Ruchu Żydów Francji (MJLF). Stosunki między obiema wspólnotami od dawna były napięte. Ale zapłonem okazały się bombardowania Gazy przez izraelską armię. Na ulice francuskich miast wyszły manifestacje w obronie Palestyńczyków, także z udziałem deputowanych. Czasem ludzie krzyczeli nawet: „Śmierć Żydom". W niektórych miejscowościach, jak Sarcelles na przedmieściach Paryża, wybuchły gwałtowne zamieszki. – Nawet gdy manifestacje ustały, napięcie pozostało. W ubiegłym tygodniu jechałam autobusem, gdy wsiadł mężczyzna i zaczął krzyczeć: „Żydzi wynocha!". To było kiedyś nie do pomyślenia – mówi tygodnikowi „L'Express" 48-letnia Corinne, która prawie całe życie mieszkała w Sarcelles. Teraz po raz pierwszy myśli o wyjeździe. François Hollande zdecydowanie potępił antyżydowskie manifestacje. Bardzo jasno poparł także prawo Izraela do samoobrony. W wielu francuskich synagogach tradycyjnie prowadzone są modlitwy w obronie republiki, śpiewa się „Marsyliankę". W tej społeczności wszyscy pamiętają, że to Wielka Rewolucja Francuska doprowadziła do emancypacji francuskich Żydów. Pytanie, czy dziś francuskie państwo okaże się wystarczająco silne, aby ich obronić przed radykalizującą się siedmiomilionową wspólnotą muzułmańską.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL