fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Stratfor

Kto obali Putina - analiza George'a Friedmana

George Friedman
Stratfor
Władimir Putin źle ocenił sytuację na Ukrainie, nie przewidział upadku Janukowycza i utknął w nieudanych próbach zmiany stanu rzeczy. Ma też kolegów przekonanych, że poradziliby sobie lepiej od niego – pisze politolog, szef agencji Stratfor.
W powszechnym przekonaniu Władimir Putin sprawuje w Federacji Rosyjskiej rządy dyktatorskie. Zdołał pokonać lub zastraszyć swych oponentów oraz stworzyć wiele poważnych zagrożeń dla krajów ościennych. Taki punkt widzenia nie jest bezzasadny, w świetle najnowszych wydarzeń warto jednak rozważyć go ponownie.
Angielskojęzyczna wersja tekstu na www.stratfor.com Zacząć należy, rzecz jasna, od Ukrainy. Kraj ten ma dla Rosji kluczowe znaczenie, pełniąc rolę strefy buforowej chroniącej przed Zachodem oraz szlaku tranzytowego, którym dostarczane są do Europy surowce energetyczne, co stanowi fundament rosyjskiej gospodarki. 1 stycznia tego roku prezydentem Ukrainy pozostawał Wiktor Janukowycz, powszechnie postrzegany jako życzliwy Rosji. Biorąc pod uwagę złożoność ukraińskiego społeczeństwa i tamtejszych relacji politycznych, trudno byłoby określić Ukrainę pod jego rządami mianem rosyjskiej marionetki. Z całą pewnością jednak ekipa Janukowycza u władzy gwarantowała Rosji ochronę jej fundamentalnych interesów.

Wrogość wobec Zachodu

Jeśli sięgnąć w przeszłość i prześledzić inicjatywy Putina od roku 2000, skutecznie zmierzające do tego, by Rosja ponownie zaczęła być traktowana jako potęga, za punkt zwrotny uznać trzeba wydarzenia na Ukrainie przed dziesięciu laty, w dniach pomarańczowej rewolucji. Janukowycz został wówczas wybrany na prezydenta w okolicznościach, które budziły podejrzenia. Kiedy zaś pod naciskiem fali sprzeciwu ponownie stanął do wyborów, przegrał je: władzę objęła ekipa prozachodnia. Putin oskarżył CIA i inne służby Zachodu o zorganizowanie protestów.
W oczach Putina strategiczne znaczenie Ukrainy dla Rosji było czymś oczywistym: stąd jego przekonanie, że CIA zorganizowała protesty w Kijowie w celu postawienia Moskwy w niedogodnej pozycji, jedynym zaś kryjącym się za tym celem było nadrzędne pragnienie osłabienia, sparaliżowania lub zniszczenia Rosji. Od tego momentu podejrzliwość, żywiona przez Putina względem Zachodu od czasu sporów o los Kosowa w roku 2000, przerodziła się we wrogość.
Od roku 2004 do 2010 Rosja pracowała nad likwidacją skutków pomarańczowej rewolucji. Podjęto wysiłek odtworzenia sił zbrojnych, zmobilizowano służby wywiadowcze i wykorzystywano wszelkie możliwe środki nacisku gospodarczego, by ukształtować relacje z Ukrainą w korzystny dla Rosji sposób. Jeśli nawet Moskwa nie była w stanie kontrolować Ukrainy, nie zamierzała pogodzić się z perspektywą Kijowa kontrolowanego przez USA czy Europę.
Również rosyjska inwazja na Gruzję w roku 2008 miała więcej wspólnego z Ukrainą niż z sytuacją na Kaukazie. W tym czasie Stany Zjednoczone ugrzęzły na dobre w Iraku i Afganistanie. Zarazem, mimo że Waszyngton nie miał formalnych zobowiązań wobec Gruzji, między oboma państwami istniały ścisłe więzi, obowiązywał też szereg nieformalnych gwarancji amerykańskich. W tej sytuacji najazd na Gruzję miał dwa cele: pierwszym było dobitne pokazanie całemu regionowi, że rosyjskie siły zbrojne, które w początku wieku znajdowały się niemal w rozsypce, w kilka lat później zdolne są do działań ofensywnych.
Drugim – zademonstrowanie ościennym stolicom, w pierwszej kolejności Kijowowi, że gwarancje amerykańskie, formalne czy nieformalne, nie mają żadnej wartości.

Narodziny tyrana

Tegoroczne wydarzenia na Ukrainie okazały się dla Putina druzgocące i zgubne. Jeszcze w styczniu Rosja miała nad Dnieprem silną pozycję: w miesiąc później Janukowycz uciekł z kraju, w którym władzę objął prozachodni rząd. Na wschodzie Ukrainy nie doszło do masowego zrywu, jakiego Putin spodziewał się po obaleniu Janukowycza, zarazem rząd w Kijowie, wspierany przez zachodnich doradców, okrzepł i się umocnił. W lipcu Rosjanie kontrolowali jedynie niewielkie części kraju, w tym Krym, gdzie na mocy wcześniejszych porozumień z Kijowem od zawsze utrzymywali przeważające siły zbrojne, oraz obszar rozciągający się między Donieckiem, Ługańskiem a Siewierodonieckiem, gdzie niewielka liczba rebeliantów kontrolowała tuzin miast i miasteczek.
Dotychczasowa strategia Putina, która spełniała się do chwili wybuchu ukraińskiego zrywu, zakładała pozostawienie kijowskiej ekipy Janukowycza jej losowi i doprowadzenie do trwałego rozłamu między Stanami Zjednoczonymi i Europą, przede wszystkim za sprawą silnych więzi handlowych i energetycznych z tą ostatnią. Katastrofa malezyjskiego samolotu okazała się rozstrzygająca dla dalszego biegu wydarzeń. Jeśli potwierdzi się to, co dziś wydaje się niemal pewne – że Rosja dostarczała separatystom systemy obrony powietrznej i wysłała tam ich obsługę – na Moskwie zaciąży odpowiedzialność za zestrzelenie samolotu pasażerskiego.
To zaś oznacza, że zdolność Moskwy do wbicia klina między Europejczyków a Amerykanów drastycznie zmaleje. Tym samym Putin ze skutecznego i finezyjnego przywódcy zdolnego do bezlitosnego użycia siły przeistacza się w niekompetentnego i groźnego tyrana, wspierającego skazany na niepowodzenie zryw za pomocą skrajnie nieodpowiednich środków. W tej zaś sytuacji Zachód, niezależnie od tego, jak bardzo niektóre kraje mogłyby być przeciwne zerwaniu z Putinem, musi odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile skuteczny i przewidywalny jest jego dotychczasowy partner.
Putin tymczasem powinien przypomnieć sobie los swoich poprzedników. W październiku 1964 roku Nikita Chruszczow wrócił przecież z krótkich wakacji tylko po to, by zostać zastąpiony na swoim stanowisku przez swego protegowanego, Leonida Breżniewa. Niepowodzenia w polityce zagranicznej i gospodarczej doprowadziły do sytuacji, w której postać, zdawałoby się niemożliwa do obalenia, została odsunięta od władzy.
Dzisiejsza sytuacja gospodarcza Rosji jest nieporównanie lepsza niż w czasach Chruszczowa czy Jelcyna. Ostatnio jednak doszło do jej istotnego pogorszenia, co zaś być może jeszcze ważniejsze, nie potwierdziły się optymistyczne prognozy na ten rok. Po przezwyciężeniu skutków kryzysu z roku 2008 w Rosji przez kilka kolejnych lat obserwowano spadek wzrostu PKB. Na rok 2014 bank centralny kraju zapowiedział zerową stopę wzrostu. Biorąc jednak pod uwagę obecne wydarzenia, bardziej prawdopodobne wydaje się, że w drugiej połowie roku gospodarka rosyjska osunie się w recesję.
Popularność Putina w kraju gwałtownie wzrosła po zimowych igrzyskach olimpijskich w Soczi i gdy zachodnie środki przekazu zaczęły go ukazywać jako agresora w kontekście Krymu. Nic dziwnego, zważywszy że dotąd budował swoją reputację na byciu twardym i agresywnym. W miarę jednak jak coraz wyraźniejsza staje się skala kryzysu na Ukrainie, niedawne sukcesy zaczną być postrzegane jako próba zamaskowania porażki, do której dochodzi w chwili, gdy kraj doświadcza poważnych trudności gospodarczych.

Następca na Kremlu?

W przypadku systemu stworzonego przez Putina wyobrażenia dotyczące procesów w państwie demokratycznym są niezbyt pomocne przy próbach przewidywania dalszego biegu wydarzeń. Obecny prezydent Rosji odtworzył przecież elementy ładu sowieckiego nawet na poziomie struktury obecnego rządu, sięgając po termin politbiuro na określenie ścisłego kręgu współpracowników. Są to oczywiście ludzie, których sam wybrał na piastowane stanowiska, nie należy jednak z tego powodu w żadnym razie przypuszczać, że zachowają lojalność wobec protektora. W politbiurze sowieckiego typu często najbardziej obawiano się właśnie bliskich przyjaciół.
Trudno w tej chwili ocenić, jak może się rozwinąć ewentualny kryzys sukcesyjny w Moskwie. Jeśli kierować się kryteriami quasi-demokratycznymi, równie popularni jak Putin są szef resortu obrony Siergiej Szojgu i mer Moskwy Siergiej Sobanin. Do walki o władzę w sowieckim stylu mogliby stanąć szef sztabu Siergiej Iwanow i szef Rady Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew. Z pewnością jednak istnieją inni pretendenci do władzy: kto w końcu w roku 1983 mógł przewidzieć pojawienie się Michaiła Gorbaczowa?
Politycy, którzy źle oceniają stan rzeczy i nieudolnie zarządzają powierzonymi sobie sprawami, mają niewielkie szanse. Putin źle ocenił sytuację na Ukrainie. Nie przewidział upadku sojusznika, nie zdołał skutecznie zareagować na wypadki, wreszcie zaś utknął w nieudanych próbach zmiany stanu rzeczy. Ma kolegów przekonanych, ze lepiej poradziliby sobie z całą sytuacją, teraz zaś jego odejście przyjęłoby z satysfakcją wielu wpływowych ludzi w Europie.
Naturalnie obecny prezydent Rosji nie jest jeszcze skończony. Rządzi już jednak, wliczając w to czas, gdy oficjalnie ster państwa dzierżył Dmitrij Miedwiediew, 14 lat: to szmat czasu. Być może uda mu się odzyskać oparcie w kraju. Przypuszczam jednak, że jego podwładnym coraz bardziej uparcie chodzą po głowach myśli o dymisji lidera. Niełatwo będzie ustąpić przed Zachodem i pogodzić się z nowym status quo na Ukrainie, obecny stan rzeczy nie może jednak utrzymywać się długo.
Wielką niewiadomą pozostaje natomiast pytanie, czy Putin w sytuacji, gdy okaże się poważnie zagrożony politycznie, nie stanie się bardziej niż dotąd agresywny zamiast – jak można by oczekiwać – łagodzić linię. Osoby przekonane, że jest on najbardziej brutalnym władcą Rosji, jakiego można by sobie wyobrazić, powinny rozważyć tę myśl raz jeszcze i wspomnieć na bez wątpienia groźnego Lenina, którego zastąpił nieporównanie bardziej przerażający Stalin. Nie można wykluczyć nadejścia epoki, w której świat gotów będzie wspominać rządy dzisiejszego lidera jako epokę liberalizmu. Jeśli bowiem jego walka o ocalenie oraz dążenia jego ekipy do pozbycia się przybiorą na sile, gotowość obu stron do brutalnych działań może tylko wzrosnąć.
—tłum. a.konik
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA