Publicystyka

Lekarz nie jest do wynajęcia

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Gdy zagrożone jest życie kobiety będącej w ciąży, ratujemy ją, godząc się nawet na śmierć dziecka. Ale działanie wymierzone bezpośrednio w życie dziecka, mające na celu jego uśmiercenie, jest niewłaściwe – mówi znany ginekolog Bogdan Chazan Agnieszce Kalinowskiej.
Czy nagina pan prawo, powołując się klauzulę sumienia? „Newsweek" napisał, że odmówił pan wypisania recept na legalną tabletkę typu „72 godziny po". Zdaniem cytowanego przez tygodnik dr. Grzegorza Południewskiego powoływanie się na tę klauzulę nie może dotyczyć wypisywania recept, a tylko i wyłącznie odmowy wykonania zabiegu aborcji.
Klauzula sumienia dotyczy wszystkich czynności lekarskich, których wykonywanie jest sprzeczne z sumieniem lekarza. W artykule znajduje się wiele fałszywych informacji na mój temat, co dramatycznie zmniejsza jego wiarygodność. Odbyłem rozmowę z podstawioną „pacjentką" przedstawiając zagrożenia dla kobiety związane ze stosowaniem tabletki po stosunku oraz możliwość śmierci zarodka, jeżeli doszło do poczęcia. Wykonane zostało badanie USG, z którego wynikało, że jest już ciałko żółte w jajniku, a więc zajście w ciążę poprzedniego dnia nie było możliwe, mimo pęknięcia prezerwatywy. Chciałbym dodać, ze nie zaglądam do sumienia dr. Południewskiego i byłbym mu wdzięczny za podobne odnoszenie się do mojego. Oskarżany jest pan również do powoływania się na prawo, które nie istnieje. Dziennikarka „Newsweeka" opisuje przypadek, w którym odmówił pan wykonania aborcji, twierdząc, że na taki zabieg musi zgodzić dwóch lekarzy, prócz tego, który zabieg wykonuje.
Obecne wydarzenia są kalką tego, co działo się dziesięć lat temu. Wtedy organizacje feministyczne złożyły donos do prokuratury, że nie dbam jako konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii o zdrowie reprodukcyjne kobiet. Uważały widocznie, że dla zdrowej prokreacji u kobiety najważniejsze jest dokonanie aborcji. Zmiany jakie miały miejsce w tych czasach w Klinice Położnictwa i Ginekologii Instytutu Matki i Dziecka (nagroda w akcji „Rodzić po ludzku", zwiększenie liczby porodów) oraz obecny rozwój Szpitala Św. Rodziny i dwa razy mniejsza w nim częstość zgonów okołoporodowych niż w całej Polsce o czymś świadczą. Podobnie jak pozyskanie z Unii Europejskiej kilkudziesięciu milionów złotych na modernizację Szpitala. Kiedy 10 lat temu rozpoczynałem pracę w tym Szpitalu było w nim około 1400 porodów rocznie, obecnie 4500. Pacjentki wybierają nasz szpital i mam nadzieję, że tak nadal będzie. „Wprost" z kolei napisał, że uniemożliwił pan legalną aborcję dziecka z bezmózgowiem. Minister Bartosz Arłukowicz skierował już tę sprawę do wyjaśnienia przez rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Będę bardzo zadowolony, jeżeli rzecznik zechce przyjrzeć się niewybrednym, kłamliwym atakom na mnie, oraz prawidłowości mojego lekarskiego postępowania. Teksty w tygodnikach „Newsweek" i „Wprost" to skutek podpisania przez pana deklaracji wiary lekarzy. Wywołaliście państwo niezłą medialną burzę. Burza wybuchła najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że była to dobra okazja dla tych, która za wszelką cenę chcą laicyzować społeczeństwo i sprawić, żeby medycyna utraciła swój tradycyjny charakter, którego symbolem jest dobry Samarytanin. Zależy im, żeby nie mówiło się o medycynie jak o dziedzinie, do której trzeba mieć powołanie, tylko, że jest to zwykły zawód. Chcą, żeby lekarze pracowali w urzędniczym trybie, żeby bez żadnych oporów i zastanowienia wykonywali wszystkie zlecenia, których oczekują od nich „klienci", na przykład aborcję. Przykładając tę samą miarę może się zastanowić, czy lekarz w Afryce ma wykonać obrzezanie kobiety, bo tego domaga się klientka ?  Tworzy się wyssane z palca teorie o „państwie wyznaniowym". Zastanawia ton tych zajadłych ataków, pełnych nienawiści. Deklarację wiary określa się jako „chłam". Dużo się w tych kołach mówi o potrzebie tolerancji dla różnych poglądów, ale w praktyce toleruje wyłącznie własne. Lewica obyczajowa przegrała wybory. Trafiła się okazja, żeby trochę powalczyć, żeby znowu pokazać się w mediach, by po raz kolejny zademonstrować swoje nieprzejednane i wojownicze oblicze. Może przyczyną tego ataku nie jest nienawiść i brak tolerancji, ale szczere przekonanie, że kobietom przysługuje prawo do aborcji? Ta postawa ma swoje uwarunkowania w przeszłości. Pewna, konformistycznie nastawiona część społeczeństwa uwielbiała i uwielbia nadal, aby ich doceniali inni. Kiedyś eksponowano miłość i oddanie wobec naszego Wielkiego Brata ze Wschodu. Teraz ta sama grupa osób zwróciła swoje oczęta w drugą stronę - na Zachód. I za wszelką cenę chce robić wszystko to, co nasi przyjaciele stamtąd chcieliby zobaczyć. Chcą ich naśladować i martwią się, jak zareagują na nasze zachowania. Nie doceniają tego, że coś wartościowego i trwałego, coś dobrego dla ludzi może być stworzone tutaj, u nas. Kilka dni temu Komisja Europejska odrzuciła podpisaną przez półtora miliona mieszkańców Europy petycję  Inicjatywy Obywatelskiej „One of Us", w której chodziło o zaniechanie niszczenia ludzkich zarodków. Jakże swojsko brzmi dewiza Bolesława Bieruta sprzed lat: „Pomoc ZSRR, przyjaźń ZSRR, przykład ZSRR oto podstawowe źródło naszych zwycięstw". Lewica obyczajowa, o której pan mówi, twierdzi, że deklaracja wiary lekarzy jest jak deklaracja strażaka, że nie będzie gasił płonącego od pioruna domu, bo taka jest wola Boga. To świadome sprowadzanie sprawy do absurdu. Pani Ewa Siedlecka z „Gazety Wyborczej" napisała o mnie, że prawdopodobnie nie będę w szpitalu przy Madalińskiego w Warszawie wykonywał cięcia cesarskiego, bo byłaby to ingerencja w ciało, które jest święte. Jest w języku polskim określenie które oddaje ten sposób prowadzenia dyskusji: udawanie Greka. Tylko proszę nie oskarżać mnie o grekofobię... Osoby, które przedstawiają argumenty tego typu dają dowód kompletnego niezrozumienia tematu albo braku chęci do poważnej dyskusji. Czy podpisanie deklaracji wiary nie jest – jak twierdzą niektórzy - otwartym wypowiedzeniem wojny nauce? Nie mamy zamiaru walczyć z nauką. Chodzi o co innego. Niektórym się nie mieści w głowach, że w miarę inteligentny człowiek, lekarz, może mieć na tyle odwagi i być na tyle bezczelnym, żeby publicznie przyznawać się do wiary w  Boga. Do czego to jest podobne? Może to mówić w kościele, ostatecznie podczas procesji w święto Bożego Ciała, ale w żadnym wypadku publicznie. Uważam, że atak na lekarzy katolickich to agresja, która ma budzić lęk. Ma przestrzec młodych lekarzy przed zbytnim wychylaniem się. Sądzę, że tym młodym ludziom należy dać przykład, aby odważnie przyznawali się do swoich przekonań nie krzywdząc przy tym nikogo. Aby bronili zdrowia i życia każdego człowieka od najwcześniejszych chwil, bez względu na konsekwencje. Ktoś powie, że przesadzam, ale przecież mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy pewna stewardessa została wyrzucona z pracy, dlatego, że na szyi nosiła krzyżyk. A jednocześnie nikt nie ma żadnych zastrzeżeń wobec znaków innych religii. To chrześcijanin bywa wrogiem numer jeden. Skoro część lekarzy podpisała deklarację wiary, to może powinni oni stworzyć swoje szpitale, specjalnie dla katolików? Można sytuacje odwrócić. Może by w takim razie utworzyć niepubliczne przychodnie prowadzone przez fundacje działające na rzecz umożliwienia stosowania aborcji i antykoncepcji w Polsce, zrzucić wreszcie z lekarzy publicznej służby zdrowia obowiązek mordowania dzieci. Tak jest na przykład w Holandii. Mam wrażenie, że druga strona nie spocznie, zanim nie dopnie swego, a każdy lekarz, a szczególnie lekarz katolik, nie będzie wykonywał swojej normy aborcji rocznie. I inna refleksja.  Nie daje nam się żyć z naszymi poglądami. Zamiast znienawidzonej przez Polaków cenzury wprowadza się poprawność polityczną, która jest równie dotkliwa i równie beznadziejna. Wprowadza się nowomowę, którą tak dobrze pamiętamy z innych czasów. Ale najgroźniejsze jest zagrożenie wolności człowieka. Mamy 25 lat wolności w Polsce. Owszem, demokracja może jest, ale do prawdziwej wolności człowieka  jeszcze bardzo daleko. Może jednak to katoliccy lekarze ograniczają wolność, bo nie dopuszczają możliwości przeprowadzania aborcji. Deklaracja wiary nie została napisana przeciwko komukolwiek. Lekarze, którzy ją podpisali, to nie są krwiożercze potwory, które chcą wszystkich pacjentów stłamsić i skrzywdzić. Chcielibyśmy, żeby pacjenci zrozumieli, że my, wszyscy lekarze, pielęgniarze, pielęgniarki i położne, nie jesteśmy robotami. Nie jesteśmy do wynajęcia, po to by wykonać każdą pracę. Mamy swoje sumienie i system wartości. Prosilibyśmy o uszanowanie tego, tak jak my szanujemy system wartości naszych pacjentów. Deklaracja wiary to szacunek dla wartości pacjentek domagających się przerwania ciąży? W niewłaściwy sposób interpretuje się ustawę o dopuszczalności przerywania ciąży. Mówi ona o sytuacji, kiedy są wyjątki od zakazu aborcji, kiedy lekarz nie będzie ukarany za jej wykonanie. Nie znaczy natomiast, że jest zobowiązany aborcję wykonać bez względu na towarzyszące okoliczności, wywiad chorobowy, stan ogólny kobiety itd.  Lekarze katoliccy starają się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom pacjentów, których niemała część to też katolicy. Poza tym nie wszyscy lekarze tę deklarację podpisali. Nie wpadajmy więc w przesadę i nie róbmy histerii. W końcu dojdziemy do momentu, gdy lekarz w każdej sytuacji będzie powoływał się na klauzulę sumienia. Domyślam się, że chodzi pani o to, że teraz lekarze mają możliwość odmówienia wykonania zabiegu aborcji, a za rok się okaże, iż możliwość odmowy będzie dotyczyła dużo szerszego zakresu zabiegów, będzie się rozszerzać na inne gałęzie medycyny i inne procedury. Coś takiego nie będzie miało miejsca. Chyba że zwolennicy „postępu" za wszelką cenę przeniosą do naszego kraju produkcję nadludzi przy pomocy diagnostyki preimplantacyjnej, wytwarzanie ludzko – zwierzęcych chimer czy zamawianie dzieci u surogatek. Niektórzy boją się, że lekarze zamiast ratować ludzkie życie w sytuacji zagrożenia, będą się odwoływali do klauzuli sumienia... Nie ma mowy o tym, żeby lekarz nie udzielił pomocy w sytuacji poważnego zagrożenia i życia. Powiedzmy sobie szczerze, wypisanie recepty na środek antykoncepcyjny nie jest sytuacją, która ratuje czyjeś życie, a wręcz przeciwnie, stwarzać może zagrożenie dla życia zarodka ludzkiego. My nie nastajemy na niczyje zdrowie i życie, chcemy tego życia i zdrowia bronić. Istnieje tzw. zasada podwójnego skutku. W momencie zagrożenia życia kobiety będącej w ciąży, ratujemy ją godząc się na śmierć dziecka. Natomiast działanie wymierzone bezpośrednio w życie dziecka, mające na celu jego uśmiercenie jest niewłaściwe. Prof. Bogdan Chazan jest lekarzem ginekologiem, dyrektorem Szpitala im Świętej Rodziny w Warszawie, członkiem Komitetu Nauk Demograficznych PAN
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL