fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Na miejskie bezdroża

Rzeczpospolita
Więcej terenówek dla firm. W tym roku przedsiębiorcy kupią jeszcze więcej samochodów terenowych niż w ubiegłym, bo będą mieli większy wybór
Kiepski stan dróg to zapewne jedna z przyczyn, dla której w Polsce szybko przybywa miłośników samochodów terenowych.
W ubiegłym roku sprzedaż nowych aut terenowych i terenowo-szosowych wzrosła o 68 proc., do 24,5 tys. sztuk. Wiele wskazuje na to, że podobna dynamika utrzyma się w tym roku, a na dodatek wzrośnie liczba samochodów terenowych sprzedawanych przedsiębiorstwom. W tym roku Nissan i Suzuki już zadeklarowały chęć zwiększenia sprzedaży terenówek dla flot firmowych. W kwietniu Nissan przedstawi firmom specjalną ofertę na model Qashqai, auta z grupy terenowo-szosowych. Koszt jego zakupu ma być niewiele większy od popularnych modeli klasy kompaktowej dotychczas kupowanych przez przedsiębiorstwa, czyli Forda Focusa lub Skody Octavii. Niska cena oznacza jednak, że będzie to auto z napędem tylko na przednią oś, bo takie jest tańsze o 20 proc. od wersji 4x4. Suzuki chce natomiast zaproponować flotom swoje klasyczne terenówki, czyli auta z napędem 4x4: Grand Vitara i Jimny. Jak wyjaśnia rzecznik Suzuki Motor Poland Łukasz Oster, bazowa wersja Suzuki Jimny znajduje nabywców m.in. w Lasach Państwowych, czyli tam, gdzie potrzebne jest niewielkie, ale sprawne w terenie auto.
Z kolei model Grand Vitara kupowany jest przez firmy zarówno w wersjach podstawowych, jak i najbogatszej DeLuxe. Według danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar na liście 50 najpopularniejszych aut kupowanych w 2007 r. najwyższą, 24., pozycję uzyskała Toyota RAV4. Suzuki Grand Vitara znalazło się dziesięć miejsc dalej, Honda CRV na pozycji 36., a Nissan Qashqai na 39. Amatorów znalazły też jedne z najdroższych aut terenowych – Mercedes ML i GL – choć cena ich bazowych wersji przekracza 200 tys. zł. – W 2007 r. mieliśmy 32-proc. wzrost sprzedaży klasy M, do 381 sztuk, a sprzedaż luksusowego offroadera klasy GL wzrosła o 374 proc., do 174 sztuk – mówi Piotr Wójcik z Mercedes-Benz Polska. Przedsiębiorstwa zainteresowane wyłącznie funkcjonalnością i niską ceną mogą kupić najtańsze auto z napędem na wszystkie koła, jakim jest Łada Niva, za 41 tys. zł. Ponad połowę więcej, bo 69,9 tys. zł, kosztuje większy i dość dobrze wyposażony (klimatyzacja, ABS, kurtyny powietrzne i elektryczne szyby) model Kia Sportage. To jednak cena wersji z napędem na jedną oś. Napęd na wszystkie koła wymaga dopłaty 8 tys. zł. Kia ma ambitne plany sprzedaży. – W tym roku przewidujemy wzrost sprzedaży aut terenowych o 250 proc., do 1,7 tys. sztuk. Pod koniec ubiegłego roku do sprzedaży trafił Sportage produkowany na Słowacji. Udało się więc obniżyć cenę i dodać siedmioletnią gwarancję. Na efekty nie musieliśmy czekać długo – przez pierwsze dwa miesiące tego roku sprzedaliśmy już 244 sztuki modeli Sportage i Sorento – wyjaśnia rzeczniczka Kia Motors Polska Monika Krzesak. masz pytanie, wyślij e-mail do autora a.maciejewski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA