fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Poroszenko - człowiek obu obozów

AFP
Jędrzej Bielecki
Prezydentura Petra Poroszenki jest niemal pewna. Niepewne jest, czy pozostanie wierny ideałom rewolucji.
Zapamiętałem go, jak w grudniowe, mroźne wieczory niemal codziennie pojawiał się na Majdanie, często ze sceny zagrzewając protestujących do boju. Ubrany w skromną, ale elegancką skórzaną kurtkę, był wówczas jedynym oligarchą, który otwarcie wspierał bunt przeciw reżimowi Janukowycza. Więcej: to Poroszenko zapłacił za wynajem siedziby związków zawodowych przy głównym placu Kijowa, głównej kwatery manifestantów, zanim rewolucja przybrała radykalny charakter, a władze straciły kontrolę nad kolejnymi budynkami publicznymi.

Nie chce być oligarchą

Ale nawet w tym momencie postawa Poroszenki mogła budzić kontrowersje. Kilkaset metrów od Majdanu, przy głównej alei Kijowa Chreszczatyk, flagowy salon jego koncernu cukierniczego Roshen (od nazwiska Poroszenko bez pierwszej i ostatniej sylaby) nigdy nie był ruszany przez „nieznanych sprawców", którzy tak chętnie atakowali innych wrogów Janukowycza. Gdy pytałem go o strajk generalny, najskuteczniejszą broń przeciw upadającemu reżimowi, Poroszenko odpowiadał wymijająco: – A po co strajk? Ludzie przychodzą manifestować po pracy, wieczorami. Tak jak dziś.
Odmówił mi także oceny powszechnie uważanego za skompromitowanego premiera Mykoły Azarowa, a miesiąc później, pod koniec stycznia, kiedy na Majdanie polała się po raz pierwszy krew, wciąż deklarował zaufanie do Wiktora Janukowycza. Przekonywał: – Janukowycz poważnie podchodzi do negocjacji. Dał tego dowód, spełniając dwa kluczowe warunki opozycji: dymisja rządu Azarowa i odwołanie ustaw ograniczających wolności obywatelskie. Jestem pewien, że wynegocjujemy kompromis. Swój legendarny spokój stracił dopiero wtedy, gdy zasugerowałem, że jego obecność na Majdanie to sygnał, ku czemu skłaniają się oligarchowie. – Przestańmy mówić o interesach oligarchów, bogatych ludzi. To są kompletne bzdury! Mówmy o Ukrainie! A Ukraina to europejski, demokratyczny kraj – przerwał brutalnie naszą rozmowę. Poroszenko jest siódmym pod względem bogactwa człowiekiem na Ukrainie. Jednak wspomnienie o fortunie, a tym bardziej związkach z innymi oligarchami, to słaby punkt faworyta wyborów. – Majdan to był przecież przede wszystkim bunt przeciwko skorumpowanemu systemowi władzy, którego oligarchowie są najwyraźniejszym symbolem – mówi „Rz" Stefan Meister, ekspert European Council on Foreign Relations w Berlinie. Amerykański miesięcznik „Forbes" ocenia majątek Petra Poroszenki na 1,3 mld dolarów. Zbudował go przede wszystkim w okresie dzikiej prywatyzacji w latach 90., gdy ci, którzy mieli dostęp do władzy, mogli za bezcen kupić przedsiębiorstwa i inne aktywa państwa. Poroszenko, który wcześniej handlował kakao, postawił na zakłady cukiernicze. Połączył je w największy na Ukrainie i, trzeba przyznać, jeden z najnowocześniejszych jak na standardy postsowieckie koncern spożywczy. Inwestycje wywodzącego się z malutkiego Bołgradu przy granicy z Mołdawią ekonomisty sięgnęły jednak o wiele dalej: dziś jest właścicielem telewizyjnego kanału 5, zakładów motoryzacyjnych, stoczni. Dlatego zwolennicy Poroszenki przekonują, że nie jest on takim samym oligarchą jak inni, którzy fortunę zbudowali niemal wyłącznie na koneksjach z ludźmi władzy. – To jest gospodarz, człowiek, który jest doskonale przygotowany, aby odbudować naszą armię, zbudować od podstaw policję. Dużo jeździ po regionach objętych wojną i wie, że to jest dziś najważniejsze zadanie – mówił w wywiadzie dla „Rz" Jurij Łucenko, jeden z przywódców rewolucji na Majdanie.

Na wielu fortepianach

Niejasne karty w życiorysie Poroszenko ma jednak nie tylko w związku z działalnością w biznesie, ale także w polityce. Zaczynał pod koniec lat 90. od przystąpienia do Partii Socjaldemokratycznej kierowanej przez Wiktora Miedwiedczuka, bliskiego przyjaciela Władimira Putina. W roku 2000 współtworzył Partię Regionów, ugrupowanie Wiktora Janukowycza. Za prezydentury tego ostatniego, w 2012 r., był ministrem gospodarki i negocjował ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Andriejem Slepniewem umowę, która miała być wstępem do przystąpienia Ukrainy do forsowanej przez Putina unii celnej. W marcu Poroszenko potajemnie spotkał się w Wiedniu z Dmytro Firtaszem, jednym z najważniejszych oligarchów wspierających reżim Janukowycza, który zbudował fortunę na pośrednictwie w imporcie gazu z Rosji. To po tym spotkaniu lider UDAR-u Witalij Kliczko zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę i poparł Poroszenkę, a sam został kandydatem na mera Kijowa. „New York Times" wręcz podejrzewa, że prezydent Rosji widzi w Poroszence człowieka, z którym można się dogadać i dlatego w ostatnich tygodniach wygaszał niepokój na wschodniej i południowej Ukrainie. W tym czasie sam „król czekolady" zdążył już sprzeciwić się przystąpieniu kraju do NATO (czego był poprzednio zwolennikiem). Poparł natomiast decentralizację kraju, jeden z najważniejszych postulatów Kremla. Coraz wyraźniej zaczął się także dystansować wobec rządu tymczasowego w Kijowie.

Wyczucie nastrojów

Jak to możliwe, że mimo tylu sygnałów słabości wobec Kremla przeszło połowa Ukraińców wierzy, że tym razem Poroszenko pozostanie wierny ideałom rewolucji. I jest gotowa na niego głosować w niedzielnych wyborach. Wiele tłumaczy socjotechnika. Oligarcha od lat w wystąpieniach publicznych starannie pielęgnuje obraz opanowanego, kompetentnego fachowca. – Dziś, gdy wschód kraju jest pogrążony w chaosie, a resztę Ukrainy czekają bolesne reformy uzgodnione z MFW, ludzie szukają kogoś, kto przeprowadzi ich przez ten niezwykle trudny okres. Poroszenko doskonale wstrzelił się w to oczekiwanie – mówi „Rz" Olaf Osica, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. Faworyt wyborów prezydenckich ma wyjątkową zdolność wyczuwania nastrojów społecznych i błyskawicznie dostosowuje do nich swoje przesłanie. Jako jeden z nielicznych kandydatów objeżdża cały kraj. W Donbasie mówi o konieczności odbudowy przemysłu zbrojeniowego, ratowaniu wielkiego przemysłu. Ale we Lwowie, gdzie takich zakładów nie ma, za to do Polski blisko, stawia akcent na integrację z Unią, tworzenie miejsc pracy i podnoszenie pensji. Poza Julią Tymoszenko nie ma dziś na Ukrainie drugiego polityka, który byłby w stanie uruchomić tak duże fundusze na kampanię wyborczą. Poroszenko może liczyć na rozsiane po kraju komórki UDAR-u, Kliczki, która poparła jego kandydaturę. Ale także własny Kanał 5, trzecią co do znaczenia sieć telewizyjną kraju. Ale nie tylko taktyka wyborcza zapewnia czekoladowemu magnatowi popularność. W politycznym życiorysie może się odwołać do równie wielu epizodów, gdy walczył o integrację z Zachodem, co przykładów zaangażowania po stronie Moskwy. Już w 2002 roku 35-letni wówczas polityk pokierował kampanią do Rady Najwyższej Wiktora Juszczenki, byłego już, reformatorskiego premiera i prezesa banku centralnego. Juszczence Poroszenko pozostał wierny także w trudnych chwilach pomarańczowej rewolucji, za co ten odwdzięczył się stanowiskiem sekretarza Narodowej Rady Bezpieczeństwa, a potem szefa dyplomacji. Oligarcha już wtedy mierzył jednak wyżej: chciał zostać premierem. I gdy okazało się, że w walce o kierowanie rządem przegrał z Julią Tymoszenko, wycofał się z obozu pomarańczowych, a niedługo później przyłączył do niedawnego arcywroga, Wiktora Janukowycza. Z tamtego czasu wielu Ukraińców zapamiętało przede wszystkim walkę Poroszenki z Tymoszenko, co dziś może być jego atutem: do Julii wielu wyborców podchodzi z podejrzliwością jako do tej, która doprowadziła do upadku ideałów pomarańczowej rewolucji. Poroszenko opuścił zresztą ekipę Janukowycza już dwa lata temu, na tyle szybko, aby większość Ukraińców przestała kojarzyć go ze skorumpowanym reżimem. Także w ostatnich dniach polityczny instynkt nie zawiódł Poroszenki. Zapowiedział, że przed ewentualną inauguracją pozbędzie się majątku poza Kanałem 5. Wytrącił w ten sposób główny argument Tymoszenko, której kampania opiera się na walce z oligarchicznym systemem władzy. Popularności przysporzyła także Poroszence konfiskata zakładów w Rosji. Jego wiarygodność jako niezależnego od Kremla polityka bardzo się dzięki temu zwiększyła. Czy jednak Ukraińcy wkrótce nie będą żałowali głosu oddanego na „czekoladowego króla"? Bardziej od poglądów o tym, jakim przywódcą okaże się Petro Poroszenko, zadecydują więc interesy. Tak jak przez całą polityczną karierę, będzie najpewniej grał z tym, kto zaprezentuje bardziej atrakcyjną ofertę. Dziś Poroszenko deklaruje, że bliżej mu mimo wszystko do Brukseli. I chyba nie kłamie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA