fbTrack

Literatura

Bizan meloman, Bizan edytor

Marian Bizan, „Album brodnickie”, Fundacja Zeszytów Literackich, 2014
Plus Minus
"Album brodnickie" jest czwartą książką autora urodzonego w późnych latach 20. (matura 1948), z wykształcenia polonisty i po trosze muzykologa, przez 37 lat pracującego w redakcji oświecenia i romantyzmu Państwowego Instytutu Wydawniczego i dyrektora Instytutu Polskiego w Wiedniu.
Studia odbył na Uniwersytecie Jagiellońskim, będąc kolegą z roku Andrzeja Kijowskiego i Konstantego Puzyny, słuchając wykładów Stanisława Pigonia, Juliusza Kleinera, u którego pisał magisterium, Kazimierza Wyki, a także wybitnych językoznawców. Zapamiętał i doskonale potrafi opisać odmienne style zachowania na katedrze Pigonia i Kleinera. Kleiner nakłaniał swych krakowskich studentów do obejrzenia „Fantazego" w Teatrze Polskim w Warszawie w reżyserii Edmunda Wiercińskiego, „by zobaczyli, jak Janina Romanówna (hrabina Idalia) używała szalu jako rekwizytu. »To jest arcydzieło aktorskiego gestu i rozumienia epoki romantycznej«".
Lata później w PIW Marian Bizan stał się wydawcą swych profesorów. Zachował i tutaj ogłasza listy Pigonia. W pierwszym Pigoń prosi o przysłanie mu nowości wydawnictwa, wielkiej książki Bashama o Indiach. Późniejsze dotyczą przygotowań do monumentalnej edycji kompletu listów Krasińskiego, w której Pigoń zdążył przygotować tom pierwszy – „Listy do ojca". W marcu 1967 mocno zaniepokojony Pigoń zauważył, że w ogłoszonym planie wydawniczym zabrakło złożonej przez niego rozprawy „Formowanie »Dziadów« części drugiej" i prosi o przesłanie mu egzemplarza, którego kopii sobie nie zachował. „Kiedy przed stuleciem przeprowadzono przez Galicję tor kolei żelaznej, usypany po partacku, a zatem dający często sposobności do nieszczęśliwych wypadków, wynaleziono wówczas i wprowadzono do słowników termin »wykoleić się«. W naszej dobie, w erze planowań trzeba wzbogacić leksykonografię polską terminem »wyplanić«". Urażony Bizan tłumaczy, że bynajmniej nie zrezygnowano z publikacji, wypadło ją tylko opóźnić. W odpowiedzi Pigoń wyjaśnia, że po wojnie zdarzyło się co najmniej pięć znanych mu przypadków, z których dwa dotyczyły jego tekstów, kiedy cenzura nie tylko nie godziła się na druk, ale maszynopisy skazywała na zagładę („Formowanie" ukazało się zresztą, i to z datą 1967). Ważne i ciekawe rzeczy ma też Bizan do opowiedzenia o swym starszym wybitnym koledze z PIW Pawle Hertzu. Z czasem połączyła ich przyjaźń i wspólnie wydana niezwykle cenna praca, „Glosy do Kordiana" (292 strony, dwa wydania), która sumując wyniki paru pokoleń historyków, wydawców źródeł, komentatorów, sytuuje utwór w pejzażu i historii. W redakcji Bizana Hertz przygotował też trzy tomy „Dzieł wybranych" Krasińskiego. Tom III, zawierający pisma społeczne i polityczne, został tak pokiereszowany przez cenzurę, że obaj zdecydowali się na wycofanie całego działu i zmianę tytułu całości na „Pisma literackie".
Piękny jest portret innego przyjaciela, wybitnego tłumacza i krytyka literackiego, także przez kilka lat kierownika redakcji polskiej literatury współczesnej w PIW, erudyty, bibliofila, gawędziarza, jednego z warszawskich entuzjastów monarchii habsburskiej Juliana Rogozińskiego. Zaczyna jednak Bizan wszystko od Brodnicy, liczącego 4 tysiące mieszkańców istniejącego od roku 1285 miasteczka nad Drwęcą na Pomorzu, tuż przy granicy dzielącej zabór pruski od rosyjskiego. W Brodnicy zachował się należący dziś do autora obszerny stary dom rodzinny, do którego zawsze chętnie wracał, w którym teraz najczęściej przebywa, słuchając muzyki, przeglądając stare papiery, co pozwala mu zrekonstruować dzieje przynajmniej dwu poprzednich pokoleń rodziny oraz historię regionu. W Brodnicy wkrótce po powstaniu listopadowym powstała doskonale zaopatrzona księgarnia oraz drukarnia wydająca w języku polskim dziełka religijne, książeczki dla młodzieży, ba, reguły przestankowania. 30-stronicowy katalog księgarni w roku 1854 zawierał 450 pozycji, poczynając od Skargi, „Biblii" Wujka, Kochowskiego, Naruszewicza, Niemcewicza aż po Lelewela, Mochnackiego, Bartoszewicza, Krasickiego, Bogusławskiego, „Marię" Malczewskiego, Rzewuskiego, Kraszewskiego, Gustawa Zielińskiego, „Ballady i romanse" oraz „Sonety" Mickiewicza. Z tłumaczeń był Sterne, Tasso, Defoe i Swift, Goethe, Dickens. W Brodnicy jeden z jego przyjaciół pouczył go, co należy zwiedzić w Grecji, rysując dokładnie plany wędrówki, choć sam nigdy tam nie był. Bodaj w roku 1994 Bizan ruszył w podróż. Myślę, że z jego książką w ręku można spacerować po Akropolu, dochodząc do Partenonu. Ma nasz autor pewien szczególny nawyk: oglądając ruiny amfiteatrów, w każdym liczy ilość rzędów. Odeon Heroda Attyka ma ich 32, teatr Dionizosa 78, teatr w Fillippi zaledwie 20. Zwiedzając miejsca, Bizan zdaje sobie sprawę, co się tam zdarzyło w starożytności, gdzie przemawiał Paweł z Tarsu. Mozaika w kościele św. Apostołów w Salonikach przypomina mu ołtarz fary w Brodnicy. Dobre są też opisy parokrotnie odbywanych wędrówek po Ziemi Świętej. Uczucie sympatii, a chwilami zachwytu słabnie gwałtownie przy lekturze części ostatniej: „Moja muzyka". Z 21 rozdziałków jedynie dwa zasługują na miano eseju: szkic „Richard Strauss i Elisabeth Schwarzkopf" zawierający wrażliwą analizę odmiennego niż zazwyczaj wykonania przez śpiewaczkę początkowej arii „Porgi, Amor" oraz jej roli Marszałkowej w „Kawalerze srebrnej róży", tudzież precyzyjna analiza filmowanych spektakli Karajana, który nie tylko dyryguje, ale określa też co do sekundy rolę kamery, decydując, kiedy ma pokazać twarz solisty, jego ręce, ruchy smyczków, kiedy zaś widzianą z góry orkiestrę. Reszta to wyliczanki sięgające kilkunastu nazwisk na stronie: wykonawców, kompozytorów, sal koncertowych, dat spektakli, nieodmienne wyrazy zachwytu wszystkim, co można zagrać i zaśpiewać od Mozarta przez Lehara do Antona Brucknera, z wyjątkiem może Vivaldiego. Tego właśnie nie rozumiem: jeśli Mozart, to nie Bruckner. Nie rozumiem jeszcze jednego: Bizan, który słuchał muzyki w Krakowie, Ziemi Świętej, Linzu, Wiedniu, Salzburgu, Frankfurcie nad Menem, Bonn, Kolonii, Brühl pod Kolonią, Akwizgranie, Trewirze i barokowym opactwie Maria Laach, nie zauważył odbytego dotąd 13 razy w Warszawie, zawsze w drugiej połowie sierpnia, niezwykłego festiwalu „Chopin i jego Europa" pod dyrekcją artystyczną Stanisława Leszczyńskiego, gdzie oprócz Chopina i Mozarta wykonywano także jego ukochanego Dvořáka, a występowała również Maria João Pires, której on słuchał jedynie w opactwie Hieronimitów pod Lizboną.
Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL