Felietony

Podwodne piramidy i japońscy żołnierze

Rafał Tomański
Fotorzepa
Japonia zdecydowała się umieścić swoich żołnierzy na małej wyspie zaledwie 150 km od spornego z Chinami archipelagu Senkaku.
Japoński minister obrony Itsunori Onodera zadecydował o umieszczeniu 100 żołnierzy i radaru na Yonaguni - małej wyspie znajdującej się zaledwie 150 km od terytorium spornego z Chinami. Wysepka ma niecałe 29 km kwadratowych powierzchni. Jest najdalej na zachód wysuniętym punktem Japonii.
Yonaguni leży 108 kilometrów od Tajwanu i 150 kilometrów od wysepek Senkaku, terenu, o który Japonia od kilkunastu miesięcy spiera się z Chinami. Na archipelagu nikt nie mieszka, ale na Yonaguni przebywa ok. 1500 osób i dwóch policjantów. Obecnie ta liczba zwiększy się o setkę żołnierzy. Przyjadą z wojskowym radarem.

Podwodne piramidy, alkohol i konie

Na Yonaguni wytwarza się hanazake, lokalny alkohol, który procesem destylacji przypomina japońskie shochu, czyli wódkę z Kraju Kwitnącej Wiśni. Na południu wyspy znajdują się także przedziwne podmorskie piramidy przypominające te schodkowe znane z kultury Majów. Skały pod wodą układają się tak regularnie, że naukowcy od 30 lat zachodzą w głowę, czy jest to dzieło natury, czy pozostałości mitycznej cywilizacji. Z Yonaguni pochodzi także jedna z niewielu rdzennie japońskich ras konia, niewielkie kuce, których w całym kraju jest ok. 200 sztuk.
W takim otoczeniu znajdą się niedługo japońscy żołnierze, których zadaniem będzie reagowanie na ruchy chińskich odpowiedników. Nic dobrego z tego może nie wyjść, ponieważ o incydent na spornych wodach bardzo łatwo. Do tego premier Japonii, Shinzo Abe nie rezygnuje ze swojego nacjonalistycznego tonu drażniącego wszystkich sąsiadów, którzy doznali od japońskich wojsk krzywd podczas II wojny światowej. Abe stwierdził niedawno, że kontrowersyjna świątynia Yasukuni, symbol poległych żołnierzy oraz miejsce spoczynku dusz 14 największych japońskich zbrodniarzy wojennych, nie może zostać zastąpiona niczym innym. Odrzucił tym samym nieśmiałe propozycje, by przenieść ośrodek prawdziwego kultu poległych żołnierzy z dala od tych kontrowersyjnych mogił. Jako miejsce w zamian za Yasukuni sugerowano najczęściej cmentarz Chidorigafuchi znajdujący się zaledwie 500 metrów od samej świątyni. Leży na nim ponad 360 tys. niezidentyfikowanych cywili i żołnierzy zmarłych podczas ostatniego światowego konfliktu. Ale nie ma tam grobów wojennych zbrodniarzy. Wizyty na Chidorigafuchi nie powodują protestów Chin czy Korei. Mogą tam pokazywać się członkowie rodziny cesarskiej oraz przedstawiciele rządu. To miejsce nie wywołuje żadnych kontrowersji. Zagraniczni goście udają się właśnie na bliski Yasukuni cmentarz, by oddać hołd zmarłym – niedawno na Chidorigafuchi gościł amerykański sekretarz stanu John Kerry i obrony Chuck Hagel.

Koniec złudzeń

Swoją ostatnią wypowiedzią premier Abe odrzucił sugestie naprawy obecnego stanu rzeczy i przywrócenia normalności w stosunkach dyplomatycznych z Chinami i Koreą. Dał do zrozumienia, że rozdział państwa od kościoła, który gwarantuje w Japonii konstytucja, zabrania rządowi nakazywania czegokolwiek instytucji religijnej. Żaden premier nie może kazać kapłanom, by przestali czcić w Yasukuni te czy inne dusze w niej złożone. To zdecydowanie nie jest dobra wiadomość dla na razie skromnego kontyngentu japońskich żołnierzy wysłanych na wyspę Yonaguni. Zamiast pić hanazake i zwiedzać podmorskie piramidy, będą musieli czujnie wypatrywać na horyzoncie Chińczyków.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL