fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jak przyciągnąć ponad połowę Polaków do urn

Platforma myśli o referendum. Głos będzie można oddać przez pełnomocników, korespondencyjnie, a może i przez Internet
Mimo coraz bardziej prawdopodobnej wizji udanej ratyfikacji traktatu lizbońskiego w Sejmie Platforma chce się zabezpieczyć na wypadek konieczności odwołania się w tej sprawie do zdania Polaków. Z tego powodu przyspiesza prace nad zmianami w przepisach dotyczących referendum – dowiaduje się „Rz”.
Projekt ma być gotowy zaraz po świętach. Kiedy ewentualnie referendum miałoby się odbyć, jeszcze nie wiadomo. Krajowe Biuro Wyborcze jest jednak gotowe do jego przeprowadzenia nawet w tym roku. W budżecie ma odłożone na ten cel 93,5 mln zł. Szef biura Kazimierz Czaplicki na tyle właśnie szacuje koszty organizacji referendum. – Mam nadzieję, że będzie kompromis i uda się ratyfikować traktat w parlamencie, ale chcemy się przygotować na ewentualną konieczność przeprowadzenia w tej sprawie referendum – potwierdza poseł PO Waldy Dzikowski, który zajmuje się opracowaniem zmian.
Podstawową obawą polityków PO nie jest wynik referendum – wiadomo, że większość opowie się w nim za ratyfikacją. Kłopotem jest przekroczenie 50-procentowej frekwencji. A taki wymóg stawia właśnie konstytucja, by głosowanie można było uznać za ważne. Na dodatek głosowanie odbywa się tylko w kraju. Odpadają więc głosy emigrantów. Nieważność referendum oznaczałaby zaś odrzucenie przez Polskę traktatu. O zmianach w konstytucji i obniżeniu w niej progu nie ma mowy. PO chce więc wprowadzić wszelkie możliwe ułatwienia, by tylko uzyskać potrzebną frekwencję. – Istnieje realne ryzyko nieosiągnięcia progu – premier Donald Tusk potwierdza, że to jego główna obawa. – Dlatego nie będę dążył za wszelką cenę do referendum. Traktuję je jako ostateczność. Ale jeśli będzie potrzebne, to je przygotujemy tak, by zmaksymalizować szanse powodzenia. Szef rządu zapowiedział już, że referendum byłoby dwudniowe, niedzielno-poniedziałkowe. Na tym jednak nie koniec ułatwień. Waldy Dzikowski mówi jeszcze o kilku innych udogodnieniach. Po pierwsze, chodzi o wprowadzenie głosowania przez pełnomocników. Dzięki temu w referendum będą mogli wziąć udział starsi i niepełnosprawni. Wystarczy, że w obecności urzędnika gminy upoważnią kogoś do głosowania w swoim imieniu. Po drugie, nowe prawo ma dopuścić możliwość oddania głosu korespondencyjnie. Kto chciałby wziąć udział w referendum, musiałby wcześniej pobrać kartę do głosowania, a potem odesłać ją pocztą do komisji referendalnej. Rozwiązanie takie miało już być wprowadzone przed wyborami do europarlamentu w 2004 roku. Wtedy jednak propozycje uchwalone już przez Sejm odrzucił Senat. – Analizujemy też, czy nie udałoby się jednak wprowadzić głosowania przez Internet, mimo że nie działa u nas system podpisu elektronicznego – dodaje Dzikowski. Na pewno Internet wykorzystany zostanie do ułatwień przy rejestracji wyborców. Chodzi o umożliwienie składania pocztą elektroniczną wniosków o dopisanie do spisu wyborców poza miejscem zamieszkania. W ten sam sposób można by też wysyłać wnioski o wydanie zaświadczenia, że wyborca jest uprawniony do głosowania. Zaświadczenie takie sprawia, że może pójść do urny w dowolnym miejscu kraju. – Na potrzebę wprowadzenia ułatwień związanych z elektronicznym składaniem wniosków wskazywaliśmy już w analizie dotyczącej ewentualnych zmian w prawie wyborczym – mówi Lech Gajzler, ekspert z Zespołu Prawnego i Organizacji Wyborów Krajowego Biura Wyborczego. W analizie, sporządzonej w lutym, mowa jest też o głosowaniu przez pełnomocników. PKW ostrożnie podchodzi do głosowania korespondencyjnego. – Wszelkie zmiany będziemy oczywiście konsultować z PKW – zapewnia Waldy Dzikowski. Dodaje jednak, że jeśli byłaby konieczność przeprowadzenia referendum, jego partia zrobi wszystko, by go nie przegrać przez niską frekwencję. Jeśli będzie referendum,zrobimy wszystko, by go nie przegrać przez frekwencjęWaldy Dzikowski poseł PO – Platforma wyciąga straszaka w postaci referendum, by zrobić na nas wrażenie, ale my się tego nie boimy, bo jak można straszyć kogoś demokracją – ocenia Andrzej Dera z PiS, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Ustawodawczej, do której trafią propozycje zmian w ustawie referendalnej. – Rozumiem, że w tej sprawie rodzą się polityczne emocje, a PO zależy na czasie. Zmian w ordynacjach nie należy jednak wprowadzać na chybcika. To się może potwornie zemścić – dodaje. Dera zwraca uwagę, że o ile kwestia głosowania przez pełnomocników nie budzi kontrowersji i niewiele brakło, by została już ujęta w prawie wyborczym, o tyle głosowanie korespondencyjne jest dyskusyjne. – Jeśli zostanie wprowadzone nierozważnie, może doprowadzić nawet do unieważnienia wyniku referendum – przestrzega. Wobec pomysłów PO sceptyczny jest też Eugeniusz Kłopotek z PSL. Jego zdaniem można wprowadzić te, które nie budzą kontrowersji. – W celu podniesienia frekwencji należałoby raczej zastanowić się nad dodaniem kilku ważnych pytań, które budzą emocje, np. sprawę współfinansowania służby zdrowia – mówi. PO może liczyć za to na LiD. – Propozycje idą w dobrym kierunku – ocenia Marian Filar. Konstytucja przewiduje, że w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa Sejm lub prezydent za zgodą Senatu mają prawo przeprowadzić referendum. Można je też rozpisać w sprawie wyrażenia zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej, na podstawie której Polska przekazuje jakieś kompetencje organów swojej władzy organizacji międzynarodowej. Po 1989 r. w Polsce odbyły się cztery referenda. W 1996 r. uwłaszczeniowe połączone z prywatyzacyjnym, w 1997 r. dotyczące przyjęcia obecnej konstytucji oraz w 2003 r. – na temat przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Tylko w jednym – europejskim, udało się przekroczyć 50-proc. próg frekwencji. Dzięki temu, że głosowanie było dwudniowe, do urn poszło wtedy 58,8 proc. Polaków. W referendum konstytucyjnym było to 42,8 proc., a w uwłaszczeniowym i prywatyzacyjnym – 32,4 proc. masz pytanie, wyślij e-mail do autora k.manys@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA