fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Rozwodnicy opuszczeni przez Kościół

Obowiązkiem Kościoła jest głoszenie nie tylko ścieżki idealnej dla chrześcijan, ale również bycie obecnym w tych sytuacjach, gdzie drogi im się pogubiły – pisze publicysta.
W dyskusji dotyczącej osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach kwestia dopuszczenia ich do komunii św. wcale nie jest najważniejsza. Gra toczy się o wyższą stawkę, ponieważ dotyczy ryzyka utraty zbawienia.
Zapytajmy wprost. Ilu z tych, którzy opowiadają się za zmianą nauczania Kościoła w tej sprawie, regularnie przyjmuje komunię? Ilu z tych, którzy nie mogą jej dziś przyjmować, bo żyją w nowych związkach, przystępowało do sakramentów, gdy przeszkód nie mieli? Nawet nie odpowiadając na te pytania precyzyjnie – ale znając statystyki tzw. dominicantes i communicantes – możemy przyjąć, że sam problem kościelnego zakazu nie jest tym, co dotyczy wszystkich, a nawet większości zainteresowanych.
Ważniejsze jest to, jak Kościół odnajduje się w duszpasterskim podejściu do par żyjących w ponownych związkach. A chodzi tu często o sytuacje, w których nie ma odwrotu. Bo małżonek już ma nową partnerkę i dzieci, bo małżonka także założyła nową rodzinę. Więc podejście typu: wróć do prawowitego męża lub prawowitej żony, zwyczajnie nie ma realnego zastosowania.

Określenie perspektyw

Katolicyzm głosi nierozerwalność małżeństwa oraz zachęca do trwania w związkach, które mogą być drogą do osobistej świętości. I dobrze, bo to jest najlepsza i najpiękniejsza możliwa droga. To nauczanie powinno być niezmienne. Ale obowiązkiem Kościoła jest głoszenie nie tylko ścieżki idealnej dla chrześcijan, ale również bycie obecnym w tych sytuacjach, gdzie drogi im się pogubiły.
Realia są takie, że wiele parafii na świecie już ma na swoim terenie związki po przejściach. Zamykanie na to oczu lub głośniejsze mówienie o nierozerwalności małżeństwa faktu tego nie odwróci. Z problemem trzeba się w końcu zmierzyć, czyli jak to się mówi: wziąć byka za rogi. Właśnie to na poważnie rozpoczął obecny papież i tym również będą się zajmować dwa kolejne synody o rodzinie.
W moim przekonaniu w stosunku do par żyjących w nowych związkach od kwestii dostępu do komunii św. o wiele ważniejsze jest jasne określenie perspektyw ich religijnego życia. Bo przecież w tym momencie – co pokazały też upublicznione w niektórych krajach wyniki ankiety Franciszka – większość tych ludzi ma poczucie odrzucenia. I nie ma co się dziwić. Wszak wedle aktualnej nauki Kościoła większość z nich nieustannie żyje w ciężkim grzechu.

Pogodzenie z Kościołem

Zobaczmy teraz, co to tak naprawdę oznacza. Po pierwsze, że ludzie ci czują się przez wspólnotę katolicką opuszczeni. Po drugie zaś – i to jest tu najważniejsze – że Kościół nie ma dla nich odpowiedniej propozycji na drogę nawrócenia i podążania po ścieżce zbawienia. Porady typu: powrót do prawdziwego małżonka lub życie w „białym" związku, są niewystarczające lub wręcz destrukcyjne dla nowych rodzin. I jak wynika z ankiet, przez katolików w większości odrzucane.
Kościół stoi więc dziś przed ogromnym wyzwaniem, bo problem ten dotyczy bardzo wielu wiernych na świecie. Jak uratować wartościowe nauczanie o nierozerwalności małżeństwa i o jego pięknie, a jednocześnie tym, którzy swoje życie zagmatwali, pokazać realną ścieżkę do zbawienia? Jak w poszczególnych przypadkach uznawać szczerą skruchę po rozpadzie poprzedniego związku i udzielać rozgrzeszenia mimo trwania w nowym? Jak nie dopuszczać do tego, by ludzie umierali z ciężarem grzechu na duszy?
Jeśli nawet nie da się z jakichś ważnych przyczyn dopuścić ich do komunii, to pilne wydaje się stworzenie klarownych warunków, które mimo życia w drugim małżeństwie pozwolą na pogodzenie się z Kościołem i pojednanie z Bogiem.
Autor jest publicystą „Więzi", twórcą projektu „Kościół dla mniej praktykujących"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA