fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

„Widoczny znak” zatwierdzony

Szefowa Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach
Fotorzepa, ms Michał Sadowski
Rząd Niemiec przyjął projekt upamiętnienia wysiedleń Niemców po II wojnie światowej
– Przewidujemy umieszczenie „Widocznego znaku przeciwko ucieczce i wypędzeniom” w historycznym i międzynarodowym kontekście – zapewniał rzecznik rządu Thomas Steg. Gabinet Angeli Merkel zdecydował się na realizację swego projektu po rozmowach przeprowadzonych przez wysłanników pani kanclerz w początkach lutego w Warszawie.
Koszt muzeum to co najmniej 29 mln euro. Tyle pochłonie adaptacja budynku tzw. Domu Niemiec w samym centrum Berlina. Nieopodal znajduje się pomnik Holokaustu, na którego budowę wydano taką samą sumę. Rzecznik rządu nie był wczoraj w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy szefowa Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach będzie zasiadać we władzach fundacji zarządzającej muzeum.
– Na posiedzeniu rządu nie padły żadne nazwiska – oświadczył. Poseł SPD Markus Meckel zapewnia „Rz”, iż uczestnictwo pani Steinbach jest wykluczone. Jochen-Konrad Fromme (CDU), przewodniczący grupy roboczej Wypędzeni, Uciekinierzy i Przesiedleńcy w Bundestagu, uznał, że decyzja rządu jest „kluczowym krokiem na drodze do realizacji centrum przeciwko wypędzeniom, o które zabiegała Erika Steinbach”. – Rząd nie wesprze innych projektów – oświadczył rzecznik rządu. Nie wykluczył, że w muzeum zaprezentowane zostaną elementy wystawy Związku Wypędzonych „Wymuszone drogi”. Podstawą ekspozycji ma być jednak wystawa Domu Historii w Bonn, w której przygotowaniu uczestniczył prof. Włodzimierz Borodziej. Rzecznik zapowiedział, że w drugiej połowie 2008 roku w Berlinie odbędzie się międzynarodowa konferencja naukowa poświęcona przymusowym wysiedleniom w Europie. Jej wyniki mają zostać uwzględnione podczas opracowywania ostatecznej koncepcji „Widocznego znaku”. – To nasz podstawowy warunek – zapewnia Markus Meckel w imieniu SPD. Jest jednak przekonany, że muzeum otworzy swe podwoje dopiero za kilka lat. Kai Olaf Lang, ekspert od stosunków niemiecko-polskich Rząd Niemiec zatwierdził koncepcję „Widocznego znaku”. Co to oznacza dla stosunków z Polską? Kai Olaf Lang: To zamknięcie pewnego rozdziału i wstęp do zakończenia sporów pomiędzy Warszawą i Berlinem. Różnice zdań w sprawie upamiętnienia wypędzeń blokowały próby porozumienia w innych sprawach. Odpolitycznienie tematyki wypędzeń daje szanse na zajęcie się innymi sprawami. Niemcy uważają, że Polska zmieniła stanowisko w sprawie upamiętnienia wysiedleń. Rząd Donalda Tuska nadal twierdzi, że nie będzie w tym projekcie uczestniczył. Niemcy przyjmują dwa warunki, które powinny rozwiać obawy strony polskiej. Po pierwsze, zostaną jasno określone przyczyny wypędzeń Niemców: zbrodnicza polityka hitlerowskich Niemiec. Po drugie, Berlin zgadza się na udział w polskim projekcie utworzenia w Gdańsku muzeum II wojny światowej, na czym zależy polskiemu rządowi. Za matkę chrzestną całego przedsięwzięcia uznaje się w Niemczech Erikę Steinbach. To nie jest bomba z opóźnionym zapłonem? „Widoczny znak” nie jest jej projektem. Jej wpływ na zatwierdzoną przez rząd koncepcję jest ograniczony. Projekt rządowy odbiega od idei Centrum przeciwko Wypędzeniom. Ale nie sposób wyłączyć z udziału w tym projekcie organizacji wypędzonych. Czy w Niemczech istnieje społeczne zapotrzebowanie na taką placówkę? Tak sądzę. Przyczyniły się do tego dyskusje, filmy i ksią- żki, choćby „Idąc rakiem” Günthera Grassa. Zmieniły one spojrzenie Niemców na historię i przyczyniły się do wzrostu zainteresowania tą częścią przeszłości. Chodzi już nie o to, czy, ale w jaki sposób zostanie ona przedstawiona niemieckiemu społeczeństwu. rozmawiał Piotr Jendroszczyk Angelica Schwall-Düren, wiceprzewodniczĄca frakcji SPD w Bundestagu Rz: Czy ponad 60 lat po wojnie istnieje zapotrzebowanie na upamiętnienie wysiedleń Niemców? Angelica Schwall-Düren: Ta część niemieckiej historii wymaga upamiętnienia, ale w kontekście historycznym, z którego wynika jasno, że przyczyną wypędzenia Niemców były zbrodnie narodowego socjalizmu. Nie koncentrujemy się wyłącznie na wybielaniu naszej historii. Jest wiele inicjatyw nawiązujących do czarnego okresu naszej przeszłości. Na przykład projekt „Topografia terroru”. Przedstawione zostaną dzieje nazistowskiego terroru w Niemczech i państwach okupowanych, w tym w Polsce. „Widoczny znak” jest projektem wyłącznie niemieckim czy też ma powstać we współpracy z innymi państwami? Polska nie zamierza w nim oficjalnie uczestniczyć. Liczymy na to, że nasi sąsiedzi zechcą się podzielić z nami swymi opiniami w czasie międzynarodowej konferencji historyków, której zadaniem będzie sprecyzowanie koncepcji tego przedsięwzięcia. Jaką rolę odrywać będzie w „Widocznym znaku” Erika Steinbach? Powstanie gremium zarządzające, w którym będą obecni także przedstawiciele wypędzonych, nie tylko Związku Wypędzonych, ale także osób niezrzeszonych. Słyszę również, że pani Erika Steinbach zamierza nadal kierować Centrum przeciwko Wypędzeniom i realizować własne projekty, co świadczy o tym, że jej koncepcja nie jest tożsama z „Widocznym znakiem”. Nie da się jednak ukryć, że był to jej pomysł. Pani Steinbach chciała przede wszystkim rządowych pieniędzy na realizację własnego pomysłu. „Widoczny znak” jest przedsię- wzięciem państwowym, nie prywatnym. Szefowa Związku Wypędzonych nie może utrzymywać, że rząd przejął jej projekt. Ma niewątpliwie udział w wywołania tematu upamiętnienia wypędzeń, ale projekt, który będzie realizowany, to coś zupełnie innego niż jej pomysł. —rozmawiał Piotr Jendroszczyk
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA