fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Z żołnierza w poetę

Władysław Broniewski w mundurze Legionów z matką Zofią i siostrą Janiną w Płocku, 1916 r.
Archiwum IBL/Fotonova
W „Pamiętniku" młodego Broniewskiego wielkość miesza się z małością - pisze Marcin Kube.
W polskiej kulturze XX wieku nie było drugiej tak pogmatwanej i pełnej sprzeczności biografii. Władysław Broniewski (1897–1962) to dorastający w płockiej, inteligenckiej rodzinie socjalista, zapatrzony w Piłsudskiego, wielokrotnie odznaczany legionista, więziony zarówno przez władze sanacyjne, jak i przez komunistów na Łubiance. Żołnierz Andersa piszący wiersze o polskim Wilnie, a po wojnie autor peanów na cześć Stalina. Naczelny poeta PRL, tonący w odmętach alkoholizmu, dotknięty rodzinną tragedią, jaką była śmierć żony i córki. Władysław Broniewski czytany na nowo
Po 1989 r. nie zmieniano co prawda nazw ulic z jego imieniem, ale prace Broniewskiego wypadły z kanonu lektur. W pamięci pozostał jako reżimowy poeta i bohater pijackich ekscesów. Jednak od kilku lat różni autorzy starają się, jeśli nie o przywrócenie jego postaci do łask, to przynajmniej o uczciwą krytykę literacką.
Pisanie młodzieńczego „Pamiętnika" Broniewski rozpoczyna w październiku 1918 r., a kończy wpisem z 31 grudnia 1922 r. Tekst znany był wcześniej we fragmentach. Sięgali po niego biografowie, ale w całości, bez skreśleń, ukazuje się teraz po raz pierwszy.
Swoje notatki 21-letni poeta nazywa „śmietnikiem umysłowym". Deklaruje, że odrzuca wszelkie dogmaty, religię, wiarę, idee. Chwilę później dowiadujemy się, że przyjazd podziwianego Komendanta do Warszawy przespał, bo całą noc był na tańcach.
W 1917 r., zwolniony z internowania po odmowie złożenia przysięgi Austriakom, zdaje maturę i dostaje się na uniwersytet. Studiuje filozofię, ale tylko przez chwilę – przerwie studia, zmobilizowany do walki w obronie nowych granic. Do munduru go nie ciągnie, ale to „twardy, nieugięty obowiązek, któremu się jednak podda, mimo wszystko". Znajdziemy  w zapiskach ostre komentarze odnoszące się do bolszewików („nędzni fanatycy") i komunizmu („Wszystko jest idealnie równe, idealnie głupie i obmierzłe"), ale też do wypadków antysemityzmu na uczelni i w Legionach.
Walczy z Ukraińcami, Litwinami, aż w 1920 r. nadchodzi ofensywa bolszewicka. Wykazał się wówczas odwagą i zmysłem przywódczym – czterokrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych i raz srebrnym krzyżem Virtuti Militari. Ani razu nie był ranny czy nawet chory, nie licząc nudy i kaca. Po zwycięstwie rezygnuje z wojska, chociaż ma propozycje rozwoju kariery oficerskiej.
Biograf Broniewskiego, Mariusz Urbanek, twierdzi, że w okresie legionowym zaczął się jego alkoholizm. Rzeczywiście w pamiętniku pisze wprost: „Czuję, że zanadto przyzwyczaiłem się do pijaństwa". Drugim nałogiem był hazard.
Poeta jest niezwykle kochliwy i czasami trudno uwierzyć, gdy pisze: „Historię tę lekko traktuję", kiedy miesiącami koresponduje z Marysieńką, a później z Halszką. Deklaruje liberalizm obyczajowy („zaspokojenie popędu płciowego uważam za rzecz konieczną dla każdej płci"), ale gdy jego kochanka „Pipcia" też ma romans, czuje niesmak.
„Pamiętnik" to także zapis rozwoju intelektualnego. Broniewski cytuje romantyków, zaczytuje się Knutem Hamsunem, nie stroni od Żeromskiego, zachwyca go Witkacy. Silnym doznaniem jest spotkanie z rosyjską poezją. Pracuje nad warsztatem, tłumacząc Błoka, a później olśniewa go Majakowski, o którym napisał: „Pokazał mi nowe zupełnie światy. Epos. Rewolucja – jej apoteoza".
W tych zapiskach zawiera się niezwykły dowód dojrzewania i przemiany z żołnierza w poetę na tle burzliwej historii odradzającej się Polski. Ciągle powraca dręcząca poetę melancholia, chandra, spleen, weltschmerz, „nasermateryzm", czyli bylejakość i nuda. Dojmująca pustka narasta, by wybuchnąć we wstrząsającym liście do przyjaciela – Bronisława Kencboka. To świadectwo człowieka na granicy samozatracenia, zrezygnowanego, a jednocześnie gotowego oddać się w imię wielkiej idei.
„Pamiętnik" jest swego rodzaju zapowiedzią późniejszego dążenia poety ku samozniszczeniu. Po wojnie Broniewski sięgał po te zapiski w chwilach kryzysu i czytywał fragmenty bliskim – jak pisze we wstępie Maciej Tramer – by „usłyszeć siebie innego".

Władysław Broniewski czytany na nowo

„Broniewski: miłość, wódka, polityka" Mariusz Urbanek, Wyd. Iskry, Warszawa 2011. Biografia poety, która bogato dokumentuje jego życiorys. Mnóstwo źródeł, cytatów i wspomnień ?o Broniewskim pisanych przez współczesnych mu twórców, m.in. Aleksandra Wata, Marię Dąbrowską, Stanisława Grochowiaka oraz na podstawie bogatej korespondencji ?z krewnymi, przyjaciółmi i kochankami.
„Wykrzywiam się na ten wszechświat" Władysław Broniewski, Wyd. Biuro Literackie, Wrocław 2011. Zbiór wierszy w wyborze Dariusza Suski. To przypomnienie późnych poezji, pisanych przez Broniewskiego już po pięćdziesiątce, m.in. utwory powstałe po tragicznej śmierci córki. ?To poezja tworzona bez żadnych ograniczeń, bez oglądania się na oczekiwania ?i swój powszechnie utrwalony wizerunek.
„Stanęła naga... powieść nieskończona" Władysław Broniewski, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2013. Jak wskazuje tytuł, jest to prozatorska wprawka poety, który podobno zawsze marzył o napisaniu powieści. Pracę nad nią wielokrotnie przerywał i podejmował na nowo. Ostatecznie tekst nie wzbudza zachwytu, ale wartość tej publikacji zwiększa bogata dokumentacja.
mku
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA