fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Moskwa przegrała bitwę, ale nie wojnę

Rzeczpospolita, Michał Walczak Michał Walczak
To jeszcze nie koniec starcia Zachodu z Rosją na temat Ukrainy – mówi „Rz" ?prof. Siergiej Markow, kremlowski politolog.
Jak Kreml ocenia to, co się dzieje na Ukrainie?
Siergiej Markow: To, co się wydarzyło, jest zatrważające. To nic innego jak zamach stanu, oczywiście sprzeczny z konstytucją. Zauważamy, że kluczową rolę odgrywają siły faszystowskie, jak partia Swoboda czy Prawy Sektor na Majdanie. Według nas Zachód przymknął oczy na podeptanie prawa na Ukrainie i użycie siły. Cel jest jasny – chodzi o uderzenie w Rosję. Pewnym rozczarowaniem jest fakt, że WładimirmPutin w tak małym stopniu wpływał na wydarzenia na Ukrainie w chwili, gdy zachodni politycy czynili to bez jakiejkolwiek żenady.
Markow: mamy do czynienia z zamachem stanu pod auspicjami Zachodu
Może Putin zacznie działać bardziej zdecydowanie po zakończeniu igrzysk w Soczi?
Nie sądzę, aby to miało jakieś znaczenie. Powinno się działać zdecydowanie wcześniej, co najmniej pół roku temu.
Oznacza to, że Putin pogodzi się z tym, co Moskwa nazywa zamachem stanu na Ukrainie?
Co może obecnie zrobić? Rosja nie ma w tej chwili instrumentów do działania. Ale sytuacja się zmienia. Pojawiają się propozycje ograniczenia czy zakazu używania języka rosyjskiego. Parlament w Kijowie w jednej z pierwszych ustaw pogwałcił konwencje międzynarodowe dotyczące praw do posługiwania się językiem ojczystym przez ludność rosyjskojęzyczną.
Wyklucza pan możliwość wojskowej interwencji Rosji na Ukrainie?
Nie do końca. Jeżeli spełnieniu ulegną co najmniej trzy warunki, Moskwie nie pozostanie nic innego. Po pierwsze, represjonowana ludność rosyjskojęzyczna musiałaby się zwrócić do Putina o pomoc; po drugie, trzeba by stanąć po ich stronie, gdyby zorganizowali ruch oporu przeciwko nowym władzom i doszłoby do zabijania ukraińskich Rosjan. W parlamencie pojawiają się też propozycje zakazu działania Partii Komunistycznej czy Partii Regionów. To najlepszy dowód na brak przestrzegania przez nowe władze podstawowych zasad demokracji. Co więcej, likwidacja pomników Lenina jest realizacją zadań wyznaczonych jeszcze przez Adolfa Hitlera. Ci ludzie to następcy niemieckich faszystów, Swoboda czy Prawy Sektor są siłami, które doprowadzą Ukrainę do upadku. To kontynuatorzy zadania Hitlera, które dał im do wykonania w 1941 r. i które ochoczo wypełniali, walcząc ze Związkiem Radzieckim.
Nie przesadza pan?
Ani na jotę. Dostali w pewnym sensie władzę od Zachodu. Przy tym nie można mówić, że ci politycy są także faszystami, jak np. Radosław Sikorski. Ale ciekaw jestem, co czuje, gdy ma do czynienia z następcami Bandery, który jest odpowiedzialny za śmierć co najmniej 60 tys. Polaków na Wołyniu? Rozumiem, że to polityka i jest mu obecnie wygodnie popierać oprawców swojego narodu.
To przecież nie ci sami ludzie, którzy dokonali masakry Polaków. Ugrupowania nacjonalistyczne nie stanowią przy tym zasadniczej siły politycznej.
Władza jest obecnie w rękach Julii Tymoszenko. To ona ponosi już odpowiedzialność za niekonstytucyjne ustawy parlamentu. Jest już de facto prezydentem, a to dlatego, że obowiązki głowy państwa sprawuje obecnie jej najbliższy współpracownik, przewodniczący parlamentu Ołeksandr Turczynow. W tej sytuacji wybory prezydenckie będą niedemokratyczne. Już teraz powstaje coś w rodzaju barbarzyńskiej dyktatury.
Mówił pan niedawno, że od wydarzeń na Ukrainie zależy, jakim mocarstwem będzie Rosja. Wygląda na to, że przegrała?
To nie koniec starcia Zachodu z Rosją z Ukrainą w tle. Wielka bitwa dopiero się zaczęła, a sądzę, że potrwa pięć–siedem lat. Ostatecznie wygra Rosja, a to z prostej przyczyny – większość ludności jest związana tradycyjnie, kulturowo i cywilizacyjnie z Rosją. To jest podstawa politycznej siły Rosji na Ukrainie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA