fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Komisarz Reding wie, że trzeba rozmawiać

Viviane Reding, unijna komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego, nie chce zawierzyć niewidzialnej ręce rynku. Woli swoją żelazną dłoń, ale jest to dłoń ukryta w jedwabnej rękawiczce. Ambitna komisarz spędziła prawie 20 lat w Parlamencie i Komisji Europejskiej. Nie mogła więc nie poznać meandrów brukselskiej dyplomacji. Wie, co komu powiedzieć, aby dopiąć swego.
W 2007 roku udało się jej zmusić operatorów do obniżenia naprawdę horrendalnych stawek za międzynarodowe rozmowy komórkowe.
W ubiegłym tygodniu z kolei rozmawiała z polskimi politykami, urzędnikami i szefami firm telekomunikacyjnych. Przekonywała, że ceny usług transmisji danych w Europie powinny być niższe i że wspólnemu rynkowi telekomunikacyjnemu przydałby się wspólny urząd nadzorujący. Ten drugi pomysł jest jej szczególnie drogi. Znamienne, że o zmniejszenie stawek za rozmowy transgraniczne musiała szczególnie walczyć w Radzie Unii Europejskiej. Tworzą ją ministrowie państw, a one są bardziej skłonne dbać o interesy rodzimych telekomów, które traciły na obniżce. Viviane Reding chce przeciąć lokalne układy i wyjąć spod ich wpływu krajowe urzędy regulujące rynki telekomunikacyjne.
Zdaniem Viviane Reding paneuropejski urząd mógłby się okazać tutaj szczególnie pożyteczny. Na razie jednak krajowi regulatorzy bez entuzjazmu przyjmują pomoc z Brukseli, upatrując w niej zamachu na swoje kompetencje. To nie zniechęca żelaznej damy, który jeździ po Europie i przekonuje, przekonuje, przekonuje... Jak już słychać z naszego podwórka, niebezskutecznie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA