fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sejm po świętach zdecyduje, co z traktatem

Sejm RP. II czytanie rządowego projektu ustawy o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Jeśli dojdzie do referendum w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego, a o takiej możliwości otwarcie już mówi premier, PiS zapowiada nawoływanie do bojkotu głosowania
Ciągle nie ma przełomu w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Pata nie przerwał też prezydencki projekt ustawy, który wczoraj trafił do Sejmu. Przewiduje on konieczność uzyskania zgody prezydenta, rządu oraz całego parlamentu w sprawie ewentualnego odstąpienia od zapisów traktatu o tzw. mechanizmie z Joaniny (umożliwia blokowanie w Unii Europejskiej niekorzystnych dla Polski decyzji).
To samo dotyczyłoby prób przyjęcia spornych zapisów Karty praw podstawowych. Zarówno PO, jak i LiD uważają jednak, że projekt prezydenta jest niekonstytucyjny. Podobnego zdania są również konstytucjonaliści. Ryszard Piotrowski z UW uważa, że ustawa ratyfikacyjna powinna się ograniczać do potwierdzenia woli parlamentu w odniesieniu do ratyfikacji. – Głos prezydenta to przystąpienie do antyeuropejskiej awantury – mówi premier Donald Tusk. – Jeśli PiS w swoim zacietrzewieniu zablokuje ratyfikację traktatu lizbońskiego przez parlament, będzie trzeba przeprowadzić referendum.
Prezydent zapowiedział już, że jeśli ustawa ratyfikacyjna zostanie przyjęta, nie będzie jej wetował. – Pytanie, czy podpiszę akt ratyfikacji, bo nie mam takiego obowiązku – mówi Lech Kaczyński. O takiej możliwości mówił też szef PiS Jarosław Kaczyński. – Prezydent może nie podpisać ratyfikacji, ale to oznacza Trybunał Stanu – odpowiadał w TVN 24 Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu z PO. Zdaniem prawników głowa państwa nie może jednak odmówić ratyfikacji, jeśli zostanie uchwalona ustawa. – Może jedynie odesłać ją do Trybunału Konstytucyjnego albo ją zawetować – podkreśla konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek. PiS ma jednak w zanadrzu jeszcze jeden pomysł na zablokowanie ratyfikacji. To właśnie referendum. Choć Jarosław Kaczyński nie powiedział tego wprost, zasugerował, że jeśli nie będzie zabezpieczeń, których domaga się jego partia, to w referendum PiS będzie przeciw traktatowi. – W referendum będziemy nawoływać do jego bojkotu. W ten sposób przez za małą frekwencję traktat upadnie – mówi „Rz” jeden z polityków PiS. Rządowy projekt ustawy, który upoważnia prezydenta do ratyfikacji i jest zarzewiem całego konfliktu, trafił wczoraj do prac w komisjach. Wiadomo, że poprawka PiS, która ma zabezpieczyć obronę polskich interesów w UE, tam upadnie. Głosowanie nad ustawą ratyfikacyjną powinno się odbyć po świętach. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski ma jeszcze nadzieję, że PiS do tego czasu wycofa z blokowania ratyfikacji. O traktacie wypowiedział się też metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz: – Są takie chwile, kiedy trzeba stanąć ponad interesami partyjnymi. Dodał, że ponieważ naród opowiedział się za wejściem do Unii, to trzeba tę decyzję respektować. Tymczasem w nieoficjalnych rozmowach część polityków PiS przyznaje, że w sprawie traktatu partia poszła za daleko. – Najlepiej by było, gdyby klub wycofał się z dyscypliny. To dla nas jedyna możliwość, by wyjść z tej sytuacji z twarzą – mówi „Rz” polityk PiS. Według jego relacji grupa, która nie zgadza się na odrzucenie traktatu, może liczyć nawet dziesięć osób. Część posłów stara się nawet przekonać Jarosława Kaczyńskiego do złagodzenia stanowiska. – Brnięcie w tę ślepą uliczkę to dla nas polityczne samobójstwo – dodaje działacz PiS. Z informacji „Rz” wynika, że posłowie, którzy mają wątpliwości w sprawie podporządkowania się dyscyplinie klubowej i głosowaniu przeciw traktatowi, rozmawiali w tej sprawie z prezydentem i prezesem partii. – W sprawach dotyczących małżeństwa i rodziny Karta praw podstawowych odsyła do ustawodawstwa krajowego – mówił wczoraj w Sejmie szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, cytując art. 9 Karty. Minister starał się rozwiać obawy posłów PiS, że przyjęcie Karty wprowadziłoby w Polsce możliwość usankcjonowania małżeństw homoseksualnych. Sikorski przypomniał, że nasza konstytucja określa małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. – Mówienie czegoś innego jest straszeniem ludzi – powiedział. Minister przyznał, że oczekiwał od prezydenta pomocy w dojściu do porozumienia. – Osiągnięciu kompromisu nie służy wygłaszanie opinii o degradacji Polski w Unii i zapowiedź weta – ocenił. Prezes PiS w czasie wystąpienia szefa dyplomacji demonstracyjnie ziewał. a.m. pap masz pytanie, wyślij e-mail do autorów: a.majchrzak@rp.pl, k.manys@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA