fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Polskie smutki

Simon Ammann pierwszym liderem Turnieju Czterech Skoczni. Najlepszy z Polaków Kamil Stoch 13. w Oberstdorfie. Liczyliśmy na więcej.
Korespondencja z Oberstdorfu
Po tym co zobaczyliśmy trudno mówić, że Kamil Stoch jest kandydatem do końcowego zwycięstwa. Po niezbyt udanym pierwszym skoku był dopiero 26., bardziej od miejsca zabolała strata wielu punktów do najlepszych, do szwajcarskiego mistrza już prawie 30. Druga seria przyniosła poprawę, ale zbyt małą, by mówić, że Polak wraca do rywalizacji.
O zwycięstwo walczyli inni. Wygrał Simon Ammann, jak zawsze coraz lepszy im bliżej do igrzysk. Wyprzedził Andersa Bardala oraz Petera Prevca i Thomasa Dietharta. Za nimi blisko są najlepsi Austriacy i Niemcy, Polacy – choć grupowo silni, tym razem, bez wyraźnego lidera.
A zaczęło się nieźle – pierwszy efektowny skok konkursu, po którym belka poszła w dół od razu o dwa stopnie, oddał Klemens Murańka – 141,5 m. Po tej zmianie Austriak Michael Hayboeck uzyskał 131 m, ale wyprzedził Polaka, a sędziowie powinni żałować, że nie uwierzyli, iż to nie wiatr poniósł Klemensa, tylko ambicja i umiejętności. Ze skróconego rozbiegu zaczęły się próby słabe, podmuchy w plecy jeszcze dodatkowo je psuły.
Tyle dobrego, że sędziowie szybko się spostrzegli, podnieśli belkę i emocje wróciły. Po próbach Macieja Kota, Piotra Żyły, Krzysztofa Bieguna i Jana Ziobro można było się cieszyć, że Polacy jeden po drugim awansowali do drugiej serii, ale poza Murańką, nie wygrywali z rywalami efektownie.Awans to jednak awans, kto będzie pamiętał, że Kota od Richarda Freitaga dzieliło 1,1 pkt, a Bieguna od Gregora Deschwandena 1,5 pkt.
Pierwszy skok Kamila Stocha miał mocniej przypieczętować te małe przewagi, lecz przypieczętował słabo. Lider Pucharu Świata skoczył 124 m, mniej od głównych rywali i nawet mniej o pół metra od Anssiego Koivuranty. Wiatru w plecy miał więcej, więc pojedynek KO wygrał, lecz trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy: strata do głównych rywali była za duża.
Nie trzeba było przeliczników wiatru i zielonych linii – Ammann, Diethardt, Prevc skoczyli po 139 m. Kasai, Morgenstern i Bardal znacznie lepiej pokonali wiatr.
Druga seria przez kilkanaście minut cieszyła polskich kibiciów, 130 m Stocha pozwoliło na awans, lecz największe emocje znów zapewnili liderzy, a nie Polacy. Pierwsza dziesiątka niewiele się zmieniła, lider też nie, nawet nie sprawdziły się ciche rachuby, że Słoweniec Prevc i młody Austriak Diethart nie wytrzymają ciśnienia i ataku Schlierenzauera, Morgensterna, Freunda i Krausa. Wytrzymali, i to jak.
Pomijając polskie smutki, konkurs otwarcia był jednak taki, jak Turniej Czterech Skoczni lubi: pełen krzyku, trąb i dzwonów. Jest mistrz Ammann, jest blisko ciekawa grupa pościgowa, jest siła Austriaków zaraz za prowadzącymi. Będzie się działo wiele, a obietnice Ammanna, że worek sukcesów uzupełni zwycięstwem w TCS na razie wyglądają rzetelnie.
Dwie i pół godziny przed pierwszym konkursem na zeskoku normalnej skoczni Schattenberg pojawił się „Eddie the Eagle". Mister Edwards wygląda kwitnąco, cera rumiana, zęby proste, poprawione oczy bez okularów, sylwetka szczupła, w pełni sportowa. 50 lat skończył w grudniu, ale nie tego nie widać.
Organizatorzy wymyślili show pt. „Przeskocz Eddiego", w którym z największym gamoniem igrzysk w Calgary (1988) walczyła grupka dzieciaków z klubu w Oberstdorfie. Mały próg ułożono naprędce ze zmrożonego śniegu, rozmiar, wedle fachowego oka jakieś HS 5, może HS 6. Brytyjski orzeł z plastronem nr 1 skoczył trzy razy, w najlepszej próbie miał 4,5 m (z podwyższonego rozbiegu), krzywdy sobie nie zrobił, w tych warunkach nie mógł nawet się przewrócić, choć nie skakał 16 czy 17 lat. Dzieciaki przeskoczyły go o metr lub dwa.
Eddie cieszył się chwilą, uśmiechał się do obiektywów, w nadmiarze gestykulował i każdemu mówił to, co mu sprawiło przyjemność. Niemcom, że Oberstdorf to jego ulubione miejsce, bo tu pierwszy raz wystartował w mistrzostwach świata (1987) i świetnie wszystko pamięta. Austriakom, że skacze na austriackich nartach (rzeczywiście skoczył na zielonych przedpotopowych deskach z Calgary, także z wiązaniami z tamtej epoki). Polakom mówił mniej, ale tylko dlatego, że w Polsce nie był, choć do Zakopanego bardzo go ciągnie, a polscy skoczkowie to oczywiście siła i wygrać mogą.
W niedzielę w Oberstdorfie stawiał na Noriakiego Kasai z racji wieku i doświadczenia oraz kibicował Martinowi Schmittowi z tego samego powodu. – Wiecie, wspólnota dojrzałych mężczyzn – powtarzał. Żarty żartami, a Michael Edwards zwany Eddim Orłem, choć robi w przemyśle rozrywkowym, z nartami łączności całkiem nie stracił. Jego prognoza robiła wrażenie, Japończyk nie wygrał ale zajął szóste miejsce. Wróżenie z Orła ma sens. Następny konkurs 1 stycznia o 14. w Garmisch-Partenkirchen.

Konkurs w Oberstdorfie:

1. S. Ammann (Szwajcaria) 301,9 pkt (139 i 133 m); 2. A. Bardal (Norwegia) 297,9 (133 i 133,5); 3. P. Prevc (Słowenia) 297,3 (139,5 i 134) i Th. Diethart (Austria) 297,3 (139 i 134,5); 5. Th. Morgenstern (Austria) 296,8 (132 i 134,5); 6. N. Kasai (Japonia) 294,5 (133 i 130,5); 7. M. Hayboeck (Austria) 284,6 (131 i 129,5); 8. M. Kraus (Niemcy) 282,0 (130,5 i 130); 9. G. Schlierenzauer (Austria) 281,6 (130,5 i 137); 10. S. Freund (Niemcy) 279,3 (130,5 i 127,5)... 13. K. Stoch 270,0 (124 i 130); 14. K. Murańka 268,2 (141,5 i 121,5); 17. J. Ziobro 262,4 (126,5 i 123); 24. P. Żyła 257,3 (121 i 123); 27. K. Biegun 252,3 (123 i 119,5); 28. M. Kot (wszyscy Polska) 249,2 (121,5 i 120,5).

Klasyfikacja generalna Pucharu Świata

1. Stoch 430 pkt, 2. Bardal 391, 3. Schlierenzauer 381, 4. Ammann 344, 5. Freund 293, 11. Żyła, 12. Ziobro, 16. Kot, 21. Biegun, 32. Murańka, 35. Kubacki
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA