fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Mało wniosków o zapłatę za prześladowanie w PRL

Izabela Kacprzak
Jedynie kilkuset działaczy podziemia antykomunistycznego domaga się zadośćuczynienia za internowanie
Mogą liczyć na kwoty do 25 tys. zł. Zapisano to w znowelizowanej we wrześniu 2007 r., a uchwalonej przed 17 laty, ustawie o uznaniu za nieważne orzeczeń sądów wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległościowego bytu państwowego.
Zaraz po zmianie przepisów wniosków do sądów było mało. Po nowym roku z każdym dniem liczba pozwów rośnie. – Wpływają niemal codziennie, bo sprawę nagłaśniają media – twierdzi Zdzisław Łukasiewicz, przewodniczący wydziału karnego Sądu Okręgowego w Zamościu. Pierwszy na Lubelszczyźnie wyrok zapadł w sprawie Jerzego Zacharowa, który był internowany przez rok. Sąd przyznał mu maksymalną kwotę 25 tys. zł. W Białymstoku zapadły natomiast dwa wyroki: 12 dni internowania Zenona Szypluka w 1981 r. sąd „wycenił“ na 3,5 tys. zł (były opozycjonista chciał 5 tys. zł). W innej sprawie wnioskodawca nie podał kwoty, a sąd przyznał mu 8 tys. zł. W Łodzi pozwy złożyły do tej pory 24 osoby, w Lublinie – 31, w Krakowie – 20, w Białymstoku – 16, a w Katowicach – 37. Pracownicy sądów spodziewają się, że szczyt składania pozwów nastąpi przed wakacjami lub po nich. Niektórzy działacze wstydzą się sięgać po pieniądze. Prawdopodobnie zmienią zdanie, gdy się okaże, że koledzy wystąpili o odszkodowania.
Obok znanych opozycjonistów – działaczy związków zawodowych i podziemnych struktur „Solidarności“: Kazimierza Świtonia, Marka Czekalskiego (późniejszego prezydenta Łodzi), Jarosława A. Szczepańskiego (wicedyrektora rzeszowskiego ośrodka TVP) pozwy w większości złożyli szeregowi działacze podziemia. Zgłaszają się także spadkobiercy zmarłych opozycjonistów, np. wdowa po łódzkim adwokacie Karolu Głogowskim, współtwórcy Ruchu Wolnych Demokratów i ROPCiO, doradcy strajków studenckich w 1981 r. W Krakowie w przygotowaniu pozwów pomaga małopolski Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność“. – Pomogliśmy napisać takie wnioski już 16 osobom, osiem następnych mam w przygotowaniu – mówi radca prawny regionu Barbara Porzuczek. Wielu byłych działaczy opozycji nie składa wniosków, bo wstydzi się wyciągać rękę po pieniądze od państwa W Katowicach kolegów z opozycji wspiera Przemysław Miśkiewicz, działacz NZS, a dziś przewodniczący Stowarzyszenia Pokolenie badającego losy opozycji demokratycznej na Śląsku. On sam nie zamierza się starać o odszkodowanie. – Nie da się wycenić tego, co zrobiliśmy. Poza tym moja sytuacja materialna jest dobra. Niech walczą o odszkodowanie ci, którzy nie mają z czego żyć – tłumaczy. Podobnego zdania jest działacz „S“ z Nowego Sącza i były poseł Andrzej Szkaradek. – Popieram starania kolegów, którym przez represje złamano życie i są obecnie w tragicznej sytuacji finansowej. O odszkodowanie zamierza walczyć Eugeniusz Karasiński, przewodniczący Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym na Śląsku. Sam siedział w więzieniu trzy miesiące. – Pieniądze przeznaczę na zbożny cel, np. na Fundusz Osobom Represjonowanym, który utrzymujemy z datków. Karasiński namawia do składania wniosków, choć spotyka się z zarzutami „zdrady ideałów dla pieniędzy“. – Nie zgadzam się z tym. Uważam, że to odszkodowanie w wielu przypadkach i tak będzie śladową pomocą i nie zrekompensuje krzywd. Wielu z moich kolegów, którzy walczyli z komuną, żyje dziś za kilkaset złotych renty. Ich oprawcy mają emerytury po kilka tysięcy – mówi. Także była łódzka poseł Małgorzata Bartyzel, działaczka Ruchu Młodej Polski i „Solidarności“ uważa, że trudno wyliczyć, ile straciła, będąc internowaną w stanie wojennym i zostając bez pracy przez pięć lat. Twierdzi, że gdyby nie ustawa, o pieniądze nigdy by się nie upomniała.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA